BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

sobota, 16 sierpnia 2008

Daniel's jukebox

Wciąż tu smęcę i smęcę, nawet siebie już tym męczę, więc dziś zabawię się w didżeja i puszczę państwu kilka kawałków, do których lubię szejkować mój tusz (i bynajmniej nie chodzi o sprawdzanie, czy długopis działa). Zapewne popkulturowi entuzjaści znają większość, jeśli nie wszystkie te kawałki. Tak czy siak, miłej zabawy na parkiecie Pubu pod Picadorem.

Na początek zapodamy trochę loł fajowego brytyjskiego garażu. Tych panów może znacie z natchnionej wyliczanki a la przykazania Tylera Durdena, Thou shalt always kill:

Dan Le Sac vs Scroobius Pip - The Beat That My Heart Skipped



Czas na kilka tłustych bitów, seksownych, acz przestylizowanych obrazków i drapieżny głos Luciany:

Bodyrox ft.Luciana - Yeah Yeah



Trochę spokojniej teraz, już się nie ocieramy o osobę płci przeciwnej (lub własnej). Stary, mroczny kawałek Szwedki, na którą dopiero ostatnio natrafiłem z polecenia, Stiny Nordenstam:

Stina Nordenstam - Dynamite



Bardzo lubię poniższy teledysk, nie ze względu na osoby występujące, ale dla formalnych zabiegów.

Simian Mobile Disco - Hustler



A teraz też kawałek raczej dałntempowy, ale z jednym z moich ulubionych teledysków ostatnich lat, idealny na rower, koniecznie z pluszową maską. Oczywiście sam teledysk tylko pozornie jest jedno-ujęciowy, ale i tak choreografia i klimat rządzą:

Bat For Lashes - Whats a Girl To Do



Niestety nie ma teledysku do najtłustszej i energetyzującej piosenki Hot Chip, o których się dowiedziałem dzięki Masowej Konsumpcji Kultury:

Hot Chip - Shake A Fist



I zwalniamy przedostatnim singlem jednego z moich ulubionych zespołów, Deus. Niepokojący teledysk ze zbyt ponętnymi małymi dziewczynkami i gościnnym występem wokalistki The Knife:

dEUS - Slow



A na koniec coś właściwie zupełnie nieimprezowego. Co najwyżej do lekkiego pokiwania głową podczas picia kawy o drugiej nad ranem. Ale daję teledysk jednej z moich ulubionych wokalistek, bo opiera się na choreografii, i zblazowany, prawie pijacki sposób, w jakim robi ruch strzelania z pistoletu napełnia mi głowę fantazjami, którymi nie będę się tu dzielił. O wiele bardziej sugestywne to, niż kawałek M.I.A., przy którym wszystkie dziewczynki i chłopaczki wyżywają się, robiąc pistoletowy gest na tegorocznych dyskotekach.

Cat Power - Cross Bones Style



Joł, pimps end bijaczes, szejk dat buti and lez pamp y' ap yn ija!

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Wielkie odkrycie

Trzeba wprost: Nie chciałem być kelnerem w Hiszpanii.

Brzmi jak usprawiedliwienie się człowieka, któremu się nie powiodło. Jest raczej przyznaniem się do nieczystych intencji. Jak się pisze, że się jedzie kelnerzyć, to powinno się tak uczynić.

Trzeba wprost: Nie miałem już na siebie siły. Pozwoliłem znajomym zabrać mnie za rączkę do Hiszpanii, do mieszkania, do komisariatu, gdzie załatwia się pozwolenie o pracę. Z niechęcią rozniosłem z siedemdziesiąt CV i wziąłem się za czytanie i pisanie, czekając na Godota. Bynajmniej nie na pracę, ale na epifanię, na jeszcze jedną dłoń, która wyłoniłaby się z chmur i wyciągnęła mnie do życia. Nic z tego. Ateistom Bóg nie przysługuje.

Po powrocie z przygodami, tydzień bezczynności, następnie dwa czynności względnej, mechanicznej, przeto bezpiecznej. Czynność ta, mianowicie literowanie komiksu, wymaga obcowania ze słowami. Tak jak czytanie. Tak jak pisanie.

Studiuję na Akademii Sztuk Pięknych od trzech lat. Jakiś imperatyw pchał mnie w jej objęcia od kiedy po raz pierwszy usłyszałem skrót ASP, choć nie wiedziałem co oznaczał. Wiedziałem, że muszę tam studiować, bo rysuję i rysować pragnę do końca swych dni.

Wykonajmy jeszcze jeden krok do tyłu. Jako dziecko miałem niewiele komiksów, za to od kiedy nauczyłem sie czytać sprowadzałem do domu co tydzień z sześć książek. Moje pierwsze próby napisania w wieku ośmiu lat powieści o dinozaurach z kosmosu, mimo wielu starań, spełzły na niczym. Gdy raz podczas lekcji nauczycielka oznajmiła nam, że jakiś dziewięciolatek napisał bestseller o sprawach trochę poważniejszych niż dinozaury z kosmosu, wiedziałem, że bitwa przegrana. Ale przecież są następne! Opowiadanie o rekinie ludojadzie napisane następnego roku na konkurs literacki dla młodzieży nie przyniosło żadnej nagrody. Ale tego roku natrafiłem podczas festynu szkolnego na książeczkę Micheala Leuniga - Ramming the shears - zbiór pasków komiksowych i rysunków z podpisami. Chwilę później światło dzienne ujrzał pierwszy numer Eternity Heroes, serialu o superbohaterach nieudacznikach, czerpiący ze wszystkich moich młodzieńczych fascynacji.













Plansze z Eternity Heroes 10, narysowane w '97. już w Polsce, gdy łudziłem się, że wrócę do Australii.

Nie pamiętam na ile prawdziwe, chociażby chronologicznie, jest skorelowanie odkrycie Leuniga z własnymi początkami komiksowymi. Istotne jest to, iż odkryłem jakie możliwości daje dołączenie do tekstu obrazu (jak też odciąganie nim uwagi od niektórych mankamentów w warsztacie pisarskim) i że Leunig nauczył mnie kryć powagę za żartem, ujmować poważne treści w przyswajalny i wizualnie przyjemny sposób.

Studiuję na Akademii Sztuk Pięknych od trzech lat. I coś mnie od początku tam mierziło. Może to, że o akwaforcie przedstawiającego jednego z bohaterów Blaszanego Bębenka na tle nutowego zapisu Sunday Bloody Sunday, słyszałem tylko, że jest zbyt literackie. Albo to, że założenia instalacji dotyczącej Kosmosu Gombrowicza, są za mało plastyczne.

Tak, skończę Akademię, bo chyba na żadnej innej uczelni nie można robić przez cały rok nic i na koniec powiedzieć, że się myślało, i się wymyśliło, że... nic nie warto robić. I dostać za to piątkę (Oczywiście, że upraszczam). Ale to czekanie na Godota w Hiszpanii, a potem tu, przed własnym monitorem, choć nie przyniosło pożądanych (i nieziszczalnych) skutków, uświadomiło mi coś o wiele ważniejszego.

Nie jestem grafikiem. I nie chcę nim być. Rysowanie nie daje mi przyjemności, a projektowanie jest zbędnym estetyzmem. Oczywiście inni sądzą inaczej. I innych to pasjonuje. I owoc ich pracy nawet moje anty-estetyczne oczy czasem ucieszy. Bardzo dobrze.

O ikonach mówi się, że są pisane, a nie malowane. Nawet, gdy rysuję komiks, to go piszę.

Pojechałem do Hiszpanii zakopać na marbellskiej plaży Grafika i przypomnieć sobie, że jestem pisarzem. Jak się jest skłóconym z samym sobą, to cały świat będzie ogniskiem zapalnym kłótni, po której trzaśnie się drzwiami i wyjdzie, by po chwili zauważyć, że wciąż się jest po tej samej stronie drzwi.

A zatem, do przeczytania.