Impreza, choć kameralna, była zorganizowana w pełni profesjonalnie. W jednej sali odbywały się wykłady, w drugiej warsztaty, w trzeciej rozdawano autografy i przeprowadzano wywiady, a piętro wyżej znajdowała się giełda. Przestrzeń biblioteki była idealnie dopasowana do celu. Nie było mowy o spotkaniach w małej klitce za toaletami, jak to bywa na WSK. Prelegenci mieli do dyspozycji mikrofony, rzutniki, laptopy, sztalugi i Bogdana z jego ekipą, którzy czuwali, by nie było żadnych technicznych ani logistycznych problemów.
Dzięki temu, że organizatorzy postawili w dużej mierze na młodych, którzy mieli przygotować autorskie warsztaty i wykłady, nie było mowy o nudzie. Spotkania z rodzimymi twórcami, które przybierają formę jedynie wywiadu przed publicznością są wtórne wobec tego, co czytelnicy już od dawna wiedzą z blogów i serwisów, a i pytania zazwyczaj są bezpieczne, a odpowiedzi nic nie wznoszące. Formuła wykłado-warsztatów pozwoliła na przekazanie publiczności ogromnego bagażu nowej wiedzy, jak i na większą interakcję między opowiadającym, a słuchaczami. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, gdy na prezentacji Karola Kalinowskiego publiczność wchodziła w dyskusję, a nie siedziała w milczeniu, jak to zazwyczaj bywa.
Dzień później na moim wykładzie z kompozycji w komiksie miałem największą w dotychczasowej karierze publiczność (a odbywało się to o 10 rano! Po interparty!), a na warsztat stawiła się grupa o wiele większa, niż przewidywałem . Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż przygotowałem dość wymagające ćwiczenia warsztatowe, gdzie uczestnicy dostali fragment scenariusza i niezależnie od talentu plastycznego mieli zakomponować ten tekst w formie obrazowej na planszy. Sami mieli zdecydować ile kadrów dadzą, jakie informacje ze scenariusza przekażą, a z których zrezygnują. Wszyscy spisali się świetnie, prezentując bardzo zróżnicowane rozwiązania, nad którymi wspólnie dyskutowaliśmy.
Jak już napisali inni goście festiwalu - zadbano o nas, jak byśmy byli zagranicznymi vipami. Na piątkowym wernisażu wystawy
Komiks japoński - bogactwo stylów, bogactwo treści czekał na nas stół pełen tradycyjnych japońskich potraw. Sama wystawa odbyła się w
Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, w której wyżej prezentowane były bardzo ciekawe prace współczesnych twórców. Sobotni obiad w innej bibliotece był tak wykwintny, że aż czułem się nie na miejscu. Radek Bolałek na Interparty co chwila podbiegał do nas, by sprawdzić, czy jesteśmy kontent. Zdaję sobie sprawę, że w dużej mierze ta gościnność była wynikiem kameralności imprezy i w późniejszych latach, gdy będzie się rozrastała, już nie będzie jak tak dbać o wszystkich. Ale przecież nie chodzi o wytrawne obiady, a o te drobne, a ważne gesty. To, że idąc na swój wykład nie muszę się obawiać, że będzie półgodzinna obsuwa, bo komputer nie chce działać. To, że organizator osobiście wymienia kilka zdań z każdym z uczestników. To, że choć pewnie za kulisami było wiele stresu w dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik, ani Radka, ani Magdę, ani Bogdana i jego asystentów nie opuszczał dobry humor, który udzielał się wszystkim innym. Oczywiście w tym miejscu również muszę pozdrowić panie ze stoiska Unii Europejskiej, które stały przy wejściu na imprezę, ale integrowały się z nami jakby były częścią naszej ekipy, a nie płatnymi propagatorami molocha, który finansuje festiwal.
Jedyne zastrzeżenia mam do bitwy komiksowej, która była zorganizowana
ad hoc. Sztalugi były wetknięte w róg Irish Pubu, jedna oparta o ścianę pod takim kątem, że trudno było dojrzeć co uczestnik narysował. Prowadzący, Bartek Sztybor, nie miał mikrofonu, przez co jego funkcja ograniczała się wyłącznie do prezentowania swojej urody i przekazywania rysownikom tematów. Czuję również, że
Guy Delisle i
David Lloyd, zagraniczni goście, którzy wzięli udział w bitwie, czuli się trochę zagubieni, zwłaszcza ten pierwszy, bo Lloyd po prostu dał popis warsztatowy. Tradycyjna formuła bitwy, gdzie wymyślane są dość abstrakcyjne hasła-tematy działa wśród młodych. Jestem pewien, że
Mawil, gdyby był, bez problemu by sobie poradził. Wśród starszych, nie do końca rozumiejących specyfikę konkursu i będący pod wielkim ciężarem bariery językowej i kulturowej, lepiej byłoby dawać bardziej konkretne tematy, jak to bywa na MFK, gdzie jest jasny cel - narysować Miss Festiwalu. Przemyślenia te są wypadkową moich rozmów z
Wojtkiem Stefańcem i Tomkiem Pstrągowskim.
Teraz, żeby już Was nie męczyć, a może właśnie pomęczyć psychicznie - fotorelacja. Zapewne na serwisach pojawią się zdjęcia z oficjalnych spotkań, ja kontynuuję tradycję pozostałych gości i zamieszczę galerię kuluarów imprezy.
W piątek zainspirowani wystawami współczesnej fotografii i video-artu w Łaźni, postanowiliśmy przygotować performance. Tutaj kulminacyjny moment pracy pt.
Pasja 2, gdzie Bartek Sztybor wchodzi w dialog
ze znaną wystawą gdańskiej twórczyni - Doroty Nieznalskiej. Zaraz nastąpi odsłonięcie genitaliów.
*W sobotę Unka Odya zabrała mnie do byłych zakładów mięsnych, tak zwanej Rzeźni. Teraz są to tylko ruiny. Ale jakie! Ogromne hale, z których największe wrażenie robi ta, cała spalona od wewnątrz.
*Rzeźnię, poza gdańską młodzieżą odwiedziły już takie osobistości jak
Czesław Miłosz, który popełnił okolicznościowy wrzut,
*jak i
Kajetan Wykurz, który wyskrobał swoją ksywkę na piątym piętrze jednego z budynków.
*Unka zabrała mnie również na
Akademię Sztuk Pięknych. Nie mogłem wiele zobaczyć, bo trwały egzaminy wstępne, ale pierwsze wrażenie ekspozycji, jak i samego budynku o wiele bardziej pozytywne, niż w mojej rodzimej uczelni. Dziękuję Ci, Unko, za wycieczkę i za linoryt Bazyliszka. Jak go tylko zawieszę w pokoju, to podzielę się z gośćmi Pubu tą piękną pracą.
*Dużo czasu spędzaliśmy na pogawędkach w letniej rezydencji TeO. Awangardowa architektura nawiązująca do słynnego
Domu nad wodospadem Franka Lloyda Wrighta, ale jeszcze bardziej ekstremalnie asymilująca przestrzeń człowieka z otaczającą go naturą (vide brak dachu). Na zdjęciu od lewej: Piotr Nowacki, Olga Wróbel,
Łukasz Mazur,
Łukasz Babiel, Karol Kalinowski i
Bartosz Sztybor.
*Arbuzowa róża była centralnym elementem dekoracyjnym podczas sobotniego obiadu w bibliotece. Jak zdradził kucharz, różę wyciął nożem tajskim w 20 minut, bo czas go gonił i nie do końca jest zadowolony z efektu.
I beg to differ.
*Obiad jedliśmy na stojąco lub rozlokowani na schodach na wygodnych pufach.
Paweł Timofiejuk ukontentowany po skończeniu kolejnej pysznej porcji, Karol powoli delektujący się swoim posiłkiem, w tle Unka i
Zuza Kochańska tworzą ranking facetów zebranych w bibliotece. Olga dyplomatycznie milczy.
*Przykład kompozycji wewnątrzkadrowej. Po lewej stronie człowiek klon. Dzień później widzieliśmy człowieka o dokładnie takiej samej fizjonomii w innym gdańskim lokalu, obsługującego klientów. Niech nie zmyli Was miła aparycja, jest to zapewne kolejny egzemplarz T2000, których armia systematycznie przesyłana jest z przyszłości. Tylko dlaczego do Gdańska? Czyżby John Connor spędzał w Trójmieście wakacje? W centrum zdjęcia Tomek Pstrągowski, który podsłuchawszy rankingowe rozmowy Unki i Zuzy, przybiera luzacką pozę z nadzieją, że rzucą dla niego swoich chłopaków.
*Bitwa komiksowa w
Irish Pubie.
Tomek Pastuszka i David Lloyd. Penetrujące spojrzenie Anglika wciąż śni się biednemu komiksiarzowi z nad Wisły po nocach.
*Temat:
From Hell. Praca Tomka została zasztyletowana przez rysunek współtwórcy
V jak Vendetta.
*Fatum lewej sztalugi ciąży tym razem nad Guyem Delisle, który półtorej minuty od startu bitwy wciąż stoi sparaliżowany, nie wiedząc jak poradzić sobie z
horror vacui.
*Temat brzmiał
Kroniki polskie. Guy narysował bezradność, jaką poczuł zerkając przez ramię Piotrka. Twórca
Kwazia zatopił swojego przeciwnika w półlitrówce czystej.
*Bolesna nauczka. Po bitwie
Kaczyński kontra Obama zrozumiałem, że kpienie z własnego prezydenta jest w porządku, ale nie gdy idzie to wespół z gloryfikacją innego. Piotrek z kolei wiedział, żeby posypać każdą głowę państwa szczyptą ironii i bezproblemowo przeszedł dalej, by ostatecznie zostać zwycięzcą całego turnieju. Gratuluję, Piotrze!
*Rednex i niezapomniany przebój
Cotton Eye Joe! Na pierwszym planie
Szymon Holcman i Jacek Jastrzębski
aka Ystad sprawdzają kto potrafi wyżej podnieść kolano, na drugim planie Karol i Łukasz oddają się beztroskim harcom, a w tle Ania, partnerka Wojtka Stefańca, jest pod jego nieobecność molestowana przez timofa.
*Gdy poleciały pierwsze nuty
Greka Zorby, znikły wszystkie odruchy lokalnego nacjonalizmu i Gdańszczanie zaprosili komiksiarzy do jednego, pulsującego braterską miłością kręgu. TeO, timof i Olga czujący
good vibes.
*Zbiorowy portret alegoryczny. Mężczyźni, myśliciele, przedstawiają racjonalną część osobowości ludzkiej. Kobiety, uosobienie ludycznego, sensualnego pierwiastka, oddają się ekstatycznemu podrygiwaniu w rytm muzyki. Od lewej: Unka, Mateusz Skutnik, Bartek, Szymon, Łukasz, Karol, Zuza.
*Jedyne zdjęcie z
naszego hostelu znajdującego się nieopodal mostu bliźniaczo podobnego do warszawskiego mostu Świętokrzyskiego. Chyba, że to jeden z transformersów przybrał taką postać, będąc w zmowie z kelnerem-terminatorem. Na Waszym miejscu w najbliższym czasie trzymałbym się od Gdańska daleko. Na zdjęciu widzimy, jak Piotrek heroicznie odsuwa Olgę z linii strzału pochylonego Bartka. TeO, zgodnie z tym co uczyli na przysposobieniu obronnym, stoi we framudze drzwi. Do Szymona tymczasem powoli dochodzi nieunikniony tragizm jego położenia.

A teraz
galeria portretów
wybranych uczestników (reszta nie nawinęła się przed aparat, gdy naciskałem spust).
Enigmatyczny Wojciech Stefaniec w pełnej krasie. Oczywiście bez jeszcze bardziej enigmatycznego brata, Stefana.
*Guy Delisle siedzący przy stole i rysujący Guya Delisle'a rysującego przy stole Guya Delisle'a rysującego przy stole Guya Delisle'a rysującego przy stole...
*Gdy Karol zajęty jest autografowaniem dla tych hien, co to niby trzymali się z nami po koleżeńsku, a potem, gdy już byliśmy na rauszu, wyciągnęli kartki, albumy i przybory do rysowania, Olga wpada na pomysł, co dalej narysuje w komiksie zbiorowego autorstwa, jaki powstawał tamtego wieczoru.
*Unka pod takim wrażeniem idealnych cartoonowych oczu, jakie właśnie narysował Piotrek, że aż jej mowę odjęło i usta zespoliło.
*Ystad, który żyje z kupowania komiksów, spędza czas na dokładnym przemyśleniu niedzielnych inwestycji.
*Z Tomkiem obmyśliliśmy plan. Stworzymy największy popkulturowy ewenement tej dekady. Nasze wnuki będą dzieliły historię na
Przed genialnym tworem Tomka i Daniela i
Po genialnym tworze Tomka i Daniela. Tomek po wstępnych rozmowach już się rozmarzył, nie mogąc zliczyć wszystkich nowych fanek, jakie to nowe przedsięwzięcie mu przyniesie.
*Specjalne bonusowe zdjęcie na pulpit wszystkich pań. Goły tors Łukasza B. i jego przenikliwe spojrzenie. A może to światłowstręt spowodowany fleszem. Och, a gdybyście widziały jak Łukasz tańczył
Makarenę, trzymając koszulkę na nadgarstkach, jak kajdanki. Resztę zostawiam Waszej wyobraźni.
*Mateusz i Bartek. Między nimi papieros, niby miecz w Tristanie i Izoldzie, mający chronić ich przed grzechem. Ale cóż to za iskierki czają się w ich oczach? Cóż za diaboliczne plany oni knują? Doprawdy - nie wiem.
Zdjęcie wykonał Mateusz Skutnik. Nagrodą w konkursie jest autograf Dupy w zapachoszczelnym pojemniku*.
* Dupa zastrzega sobie prawo zrezygnowania z przyznania nagrody.