BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

wtorek, 11 marca 2008

Daniel odkrywa świat czyli o Joy Division, Smiths i bekonie


Czy to zdjęcie nie jest genialne? To wykorzystany na plakacie kadr z filmu Control, na którym nie byłem, i nie wiem, czy będę (z powodów finansowych). Ale postanowiłem zaryzykować i ściągnąłem sobie dyskografię (całe 3 płyty) Joy Division (ale ryzyko, kraść za darmo!).

Nigdy do mnie nie trafiało puszczane na MTV 2 "Love will tear us apart". Legenda legendą, ale to nie moja bajka. Ale tak samo było ze Smithsami. Zauważyłem, że na MTV 2 wciąż puszczają jakiegoś chudzielca z idiotyczną fryzurą a la New Kids on the Block, z jakąś popową muzyczką w tle. Przełączałem po 10 sekundach najpóźniej. No i pewnego razu po przełączeniu na Vivę trafiłem na Tatu. Ale ale... Z gitarami? Jakaś ta piosenka taka... naiwna i te ich skrzekliwe głosiki, ale ja chcę tego słuchać... Jakież było moje zdziwienie, gdy następnego dnia zobaczyłem tego pana Smitha czy jak mu tam śpiewającego tę samą piosenkę, ale o niebo lepiej. No i ściągnąłem na chybił trafił ileśnaście piosenek panów z Manchesteru (już wiedziałem skąd dzięki kochanej Wikipedii) i tak sobie wlatywały jednym uchem, wylatywały drugim, aż zabrzmiało "That joke isn't funny anymore". I od tamtej chwili żadna ich, a potem Moza solo, piosenka nie wyleciała już drugim uchem!

Pamiętam inną sytuację, gdy miało być na Ale kino "Love is the devil" o jakimś Baconie. Młody wtedy byłem, nic nie wiedziałem, tytuł zaintrygował, a czy to o filozofie, czy malarzu, nie wiedziałem. Nie ma ani jednego obrazu pana Franciszka w całym filmie (nie dostali praw), jedynie przestrzenne parafrazy. A mimo to wiedziałem po seansie, że Bacon stał się jednym z najbliżych mi malarzy. Od razu rzuciłem się do swojego Worldbook Encyklopedia (wtedy jeszcze Wikipedii nie było - tak, tak, były takie czasy!), i tam pod hasłem "Painting" był obraz Papieża Innocentego X, który już w dzieciństwie mnie przerażał, autorstwa mojego nowego mistrza.

A teraz ten plakat filmu Corbijna. I w wieku 24 lat, prawie 28 lat po śmierci Curtisa odkrywam Joy Division. Lubię tak odkrywać świat.

Wracam do słuchania o otrzymanych ciałach tej pięknej prawie że wiosennej nocy w swoim przytulnym, bemowskim mieszkaniu, jedenastego marca 2008.

P.S. Wklejając linki do tego postu zauważyłem, że Anton Corbijn wyreżyserował teledysk, do mojej ulubionej piosenki Herberta Grönemeyera! Tak, lubię tak odkrywać świat!

3 komentarze:

Maciej pisze...

Też tak lubię odkrywać świat.
Co rusz wpada coś "nowego".

Covera Tatu nie znałem, srogi :)

Film o Curtisie niestety mnie ogólnie rozczarował. Najlepszy jest soundtrack. Aczkolwiek kilka eleganckich scen jest.

Daniel Chmielewski pisze...

No nie mów takich rzeczy. Dostałem zupełnej fiksacji i muszę to zobaczyć! Domyślam się, że kinematografia świetna, a treść taka jak w każdej historyjce o zbuntowanym chłopczyku z problemami?

Maciej pisze...

Treść prosto z książki żony Curtisa.
Nie przeczę że tak mogło być, ale jeśli było to faktycznie smuta i żałość :(