BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

niedziela, 16 marca 2008

Warszawskie Spotkania Komiksowe 2008

Dzień po WSK Anno Domini 2008.

Pamiętam, jak w zeszłym roku poszliśmy z Olą do kina Ochota i jak zupełnie się zawiodłem. Wszyscy tylko szeptali: Kiedy Gaiman przyjdzie? Gaiman będzie! Gaiman już jest niedaleko! Kilka stoisk i tyle. No i ja na trzęsących sie nogach musiałem podejść do Szymona Holcmana i zapytać go o kilka rzeczy związanych z przygotowywanym wtedy jeszcze "Powidokiem". Ola musiała mnie cucić przez pół godziny, nim doszedłem do siebie po takiej ilości stresu. Jeszcze kupiliśmy sobie cudowny komiks We3, z rysunkami jednego z moich ulubionych twórców - Franka Quitelego.

I to by było na tyle.

W tym roku już jestem ziom, wchodzę, ja od timofa, odhaczony na liście, daję grabę tym i owym, pizza, piwo, etc. Jak na to spojrzałem po zakończonej imprezie, to trochę smutno się zrobiło. To nie jest dzień, w którym propaguje się komiks. To jest impreza niczym nie różniąca się od wszystkich innych zamkniętych, środowiskowych imprezek, jakie znam chociażby z Akademii Sztuk Pięknych. Na organizowane co roku na grafice Fuksówkę albo na rzeźbie Rzeźbichę też może przyjść każdy z ulicy (za drobną opłatą oczywiście), ale tak naprawdę to chodzi o to, by sobie wypić i pobalować ze swoimi znajomymi. Chociaż prędzej na Rzeźbichę bym zaprosił znajomych, niż na WSK. Tam za piątkę wiesz, że możesz potańczyć całą noc i przeżyć kilka ciekawych chwil. A tutaj? Jeśli ktoś nie zna się na komiksie, to płaci 10 złotych po to, by posłuchać jak Trust nie narysuje Wiedźmina? By pójść na to samo spotkanie, na które można było pójść za darmo w czwartek z Mahlerem w Bambini di Praga?

Sam lokal jest, uważam, przystosowany do takiej imprezy - może lepsza wentylacja powinna być. Ale czy wszelkie odmiany zjełczałego potu na giełdzie nie są zapowiedzią zbliżającego się lata? Lokal dobry, 3 minuty od metra piechotą, ale w takim miejscu, że nikt, kto wcześniej się tym nie zainteresował, nie przyjdzie. Nie zauważyłem żadnych znaków, plakatów, graffiti na chodniku, co mogłoby zachęcić potencjalnych ciekawskich.

Wieczorem siedzieliśmy sobie w Kawangardzie z "ekipą" i śmialiśmy się z jednym znajomym (nie wymienię imienia, by fanów nie potracił) z tych geeków w grubych okularach i o tuszy niemałej, co to biegają po swoich idolach i trzęsącymi się łapkami wyciągają kupiony za pięniążki mamusi komiks, błagając bezgłośnie o autograf. Przypomniało mi się wtem, jak przed rokiem rozmawiałem z Szymonem Holcmanem - ja, mały, spocony, przerażony dzieciaczek, on - który dzierżył los mój przyszły w swych rękach i mógł w każdej chwili upuścić i rozdeptać.

I smutno mi się zrobiło.

Moja rada na przyszłe WSK. Albo to jest impreza dla komiksiarzy i dajemy im coś na ich poziomie, a nie popłuczyny z Alei i Poltera, tylko w postaci siedzących na scenie, ale mówiących w kółko to samo, albo jest to impreza otwarta i są atrakcje zachęcające ludzi z zewnątrz, i atrakcje dla ludzi z wewnątrz.

Żeby nie było, że wszystko źle, to kilka słów o samych spotkaniach - w małej sali, bo do dużej nie chodziłem.

O Ziniolu było dużo i ciekawie, aż po chwili ludzie nie zaczęli zadawać w kółko tych samych pytań, jak zdarta płyta, mimo, że nowi ludzie nie dochodzili. Pytanie o ilość stron padło chyba 4 razy. Stron będzie około 100, w przypadku pierwszego numeru trochę ponad. 2/3 to będą komiksy. 1/3 publicystyka, teksty naukowe i recenzje. Okładkę zrobił Mateusz Skutnik. Następną zrobi Mahler, a trzecią Maciej Banaś. W pierwszym numerze pisali będą Konwerski, Turek, Szyłak, Gizicki (nie pamiętam kto jeszcze), komiksy będą dłuższe, krótsze, ale też i same rysunki, będą umieszczane. Pod warunkiem, że będzie na najwyższym poziomie, to autorzy przedsięwzięcia, na czele których stoi timof, są otwarci. Cena będzie wynosiła koło 20 złotych, a sam Ziniol w nakładzie 1000 sztuk ma w drugiej połowie kwietnia pojawić się na półkach w Empiku w dziale "Kultura i sztuka" obok takich pism jak Lampa. Ta ostatnia kwestia jest teraz obgadywana przez timofa i ludzi z Empiku - istotne jest, by nie trafiło obok W.I.T.C.H na półce dla dzieci, tylko do właściwego targetu. O, strona internetowa Ziniola ruszy w czerwcu (a może w maju? Nie pamiętam).

Paweł Zych pokazał plansze ze swojego nowego projektu, trzytomowego komiksu historycznego, dziejącego się m. in. w Polsce (tłem pierwszego tomu jest Warszawa) w XVII wieku. Rysunkowo jest pięknie, z dbałością o najmniejsze szczegóły, akcja ma być wartka, krew się leje itd. Ale to, co podziwiam w Zychu, to jego pieczołowita praca naukowa nad tą tematyką. Jeśli ma narysować jakiś kościół, to sprawdza w różnych źródłach zdjęcia, ryciny, opisy. Czasem okazuje się, że jakiś kościół zburzono i odbudowano, ale nie zachowały się pierwotne projekty, więc szuka analogicznych budowli, z których czerpie. Jak sam mówi, chciałby trafić tym komiksem nie tyle do komiksiarzy, co do ludzi interesujących się czasami opisanymi w swoim komiksie. Pan Maciek z Taurusa zdradził też, że przed samym komiksem będzie obszerny tekst wprowadzający w realia. Piotrek Nowacki podpowiedział mi, że tytuł brzmi "Infamis". Każdy z tomów będzie miał około 100 stron i będzie w kolorze. 60 stron pierwszego tomu jest już ukończone, więc poczekajmy jeszcze chwilę, a potem kupujmy, bo to będzie wydarzenie!

Na Łukaszu Ryłce nie byłem. Kto był, niech pisze.

Marek Oleksicki i Przemysław Pawełek opowiadali z kolei o drugim Odmieńcu, który ukaże sie dopiero na jesieni, ale postanowili już teraz nam apetyty zaostrzyć. I udało się. Jedyny pokaz w małej salce, na którym działał projektor (czy rzutnik? Nie znam sie na tych nazwach), więc przez chwilę, nim się komputer nie wyłączył, mogliśmy poadorować przepiękne plansze Oleksickiego, który wypytywany był też przez moderatora o swoje podejście do rysowania, o przeszłe projekty i inne tego typu rzeczy, o które pytają ludzie nie mający pomysłu na to konkretne spotkanie. Przemek za to opowiadał o współpracy z Markiem nad scenariuszem, o demonologii i o różnych motywach pojawiających się w samym Odmieńcu.

Po piwie wróciłem na spotkanie z Przemysławem Chojnackim i Jerzym Szyłakiem. Publiczność nie dopisała (Nie dopisała też przy Zychu, co było bardzo smutne, bo dobrze się przygotował i miał bardzo dużo do powiedzenia). Ale z tą publicznością, która się zjawiła, była bardzo ciekawa dyskusja. O Sercu wilkołaka zostało powiedzianych kilka zdań. Jest to wielowątkowy pulpowy komiks dziejący się współcześnie. Każdy rozdział to inny bohater, inne patologie, inne problemy. Ale to wszystko spaja postać tytułowa. Komiks składam ja, powinien ukazać się na Pyrkonie. Stron 80, czerń i biel i odcienie szarości, limitowany nakład. Ale znów zbaczam - ciekawa dyskusja. Toczyła się na temat komiksu historycznego, na który ma pomysł Przemek Chojnacki. Zdradzał szczegółów nie będę, ale szczerze porozmawialiśmy o tym, czego się wystrzegać przy takich publikacjach, co jest w nich zbędne, a co niezbędne. Jeśli w taki sposób podejdzie sie do całego projektu, jak podeszliśmy wczoraj, to kto wie, co może się z tego zrodzić?

Jacek Świdziński i Michał Rzecznik byli następni do małej sali. Musiałem wyjść na chwilę, więc przegapiłem większość ich rozmowy, w której czynnie uczestniczyła dość licznie zgromadzona publiczność, a sama rozmowa, z tego, co zdążyłem usłyszeć, brzmiała, jakby wycięta była z komiksu Jacka - Paproszek - czyli gry słowne, inteligentne riposty, itd. W ogóle Jacek i Michał okazali się tegorocznymi gwiazdami WSK. Od samego rana siedzieli przy stoliku i niestrudzenie dawali autograf za autografem, a fanów nie ubywało. Paproszki kupiłem, wkrótce zrecenzuję. O tych dwóch pewnie będzie teraz głośno.

Spotkanie ze mną miało sie już nie odbyć, bo wszyscy poszli na spotkanie z panem "Jedyny-pełnometrażowy-komiks-który-ukończyłem-zdewaluował-się- tydzień-po-wydaniu", ale gdy zauważyłem, że wychodzą w trakcie, to ich zwerbowałem, by poopowiadać o nielinearnym podejściu do komiksu i pokazać cytaty poukrywane w Powidoku, ale nim to się udało, to padł komputer. Na szczęście wynikła bardzo ciekawa dyskusja, której prowodyrem był Przemek Pawełek, pytający o rolę medium komiksowego w przekazywaniu treści filozoficznych i o to, czy Epilog w Powidoku w ogóle był potrzebny.

I tyle było mojego udziału w WSK. Poszliśmy z Olą na pizzę Napoletanę do De Grasso. Okazała sie tak ostra, że ledwo ją zjedliśmy. A potem ziomalskie spotkanie w Kawangardzie.

Dopiszę tu tylko, że w czwartek wpadliśmy z Szymonem i timofem na spotkanie z Nicolasem Mahlerem w Bambini di Praga. To samo, co na WSK, tylko bez tłumacza. Czy w rozmowach toczonych po angielsku my wciąż potrzebujemy rozbijających całe spotkanie tłumaczy?

Mahler pokazał kilka swoich animacji i opowiedział o ich powstaniu. W Austrii jest jeszcze gorzej niż w Polsce. Pierwszą serię filmów miał finansowaną przez cośtam austriackiego, resztę już musiał robić na własną rękę. Komiksy musiał wysłać do Paryża, bo w Austrii właściwie nie ma rynku. Dobrze, że tam się spodobało, bo fantastycznie Mahler potrafi kilkoma kreskami i to bez mimiki postaci (nie mają twarzy) oddać całą paletę stanów emocjonalnych i sytuacji międzyludzkich.

Kto nie ma siły na swoją relację, a chce coś dodać do tej, to niech pisze i zrobimy wielowymiarowe sprawozdanie.

9 komentarzy:

kmh pisze...

Zgadzam się co do konieczności podjęcia przez organizatorów wyboru, dla kogo właściwie chcą tę imprezę robić. Osobiście wolałbym aby zdecydowali się na bardziej otwartą formułę - dla wszystkich, promocyjną.

Ale w tym roku, pomimo całej hermetyczności i przybijania piątek, moim zdaniem przyszła cała masa młodszych ode mnie ludzi, gimnazjalistów, wczesnych licealistów. I to było fajne. Tylko nie wiem, czy jakiekolwiek spotkanie ich zainteresowało.

Maciej pisze...

Dzięki za relację!
Tego mi było trzeba.

pjp pisze...

Danielu, ale rok temu WSK było w kinie Ochota :). Grunwald był wcześniej...

Daniel Chmielewski pisze...

Faktycznie było w kinie Ochota. Bo wciąż słyszę wokół, że cośtam Grunwald i bez zrobienia riserczu tak napisałem. Dziękuję za wytknięcie błędu!

A Konradzie co do interesujących spotkań, to jeszcze ludzi zaskoczymy. Trzeba małej rewolucji! I przysięgam na stojącego mi na szafie Leninka - rewolucja będzie!

kolec pisze...

Kmh, osobiście jestem z I LO i byłem na Ziniolu (niestety tylko na końcówce), na Wydawcach, na I Brygadzie, z której się ulotniłem na spotkanie z Mazolem i Głowonukiem. O, jeszcze Kolektyw (Dolną Półkę) zaliczyliśmy dzielnie (:

Danielu, skoro poznałem Cię osobiście, to muszę przyznać, że wyszedł Ci autoportret (:

Mnie się wydaje, że najwięcej było studentów lub gości w granicach 30-40 lat.

Daniel Chmielewski pisze...

Rozumiem, Kolcu, że ze znajomymi byłeś. Co tam między sobą za opinie powymienialiście? Zaciągnąłeś kogoś, kto się komiksami średnio, czy mało interesuje? Co oni na to?

Muszę też w tym miejscu przeprosić, ale w wysypie ksywek i imion zbyt potężnym na moją percepcję, nie mogę przypasować połowy imion do twarzy. Mógłbyś mi się przypomnieć? Wstyd, wstyd, ale Piotrka Nowackiego Pawłem nazywałem przez półtora dnia, aż mi Bartek Sztybor uwagi nie zwrócił...

kolec pisze...

No ja nie jestem z Warszawy, właściwie 6-7h godzin od stolicy. Więc chodziłem z Robertem Wyrzykowskim na ten przykład, trochę z Mazolem i Głowonukiem siedzieliśmy. A opinie wymienialiśmy pozytywne.

A co do naszego spotkania, to sprowadziło się ono do uścisku dłoni, także nic wielkiego. Niemniej, na blog dzisiaj zdjęcia wrzucę, jak wpadniesz i mnie poznasz to będzie mi bardzo miło (:

Pozdrowienia!

jaszczu pisze...

Daniel, żaden tam wstyd:) Normalna sprawa w tym natłoku nowych twarzy. Bardzo fajna relacja. A komiks Pawła Zycha będzie miał, zdaje się, tytuł "Infamis".

Daniel Chmielewski pisze...

Masz rację z tytułem. Już poprawiłem. Dzięki. I cieszę się, że relacja się spodobała.