BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

środa, 2 kwietnia 2008

O intertekstualności

Ogłoszenie

Ostatnia szansa obejrzeć powidoczną wystawę fotografii p.t. "Portrety" albo "Powidok" (różne źródła róźnie podają)" Kawangardzie. W piątek popołudniu zdejmujemy.

Od razu też zaproszę na następną komiksową niedzielę. A teraz, dzisiejszy wpis czas zacząć...

Koniec ogłoszenia

***
Ful wiuł pliz

Nie wiem, czy Kasia Nosowska zainspirowała się tym wierszem, pisząc jedną z moich ulubionych piosenek Hey - Z rejestru strasznych snów, której tekst w prawdziwym emo stylu niegdyś wypisałem na szafie obok takich haseł jak "God is empty just like me" albo "Fuck fuck fuck fuck..." Podejrzewam, że kiedyś przeczytała ten wiersz, zapomniała o nim i po kilku miesiącach nagle przyszło jej do głowy napisać takie właśnie wersy o tym, że już nic nie cieszy i że miesiące mijają. Brakuje mi w komiksach intertekstualności. Subtelnej, inteligentnej intertekstualności.

Można jak Frank Quitely w "Ziemii 2" walnąć parafrazę potężnego obrazu (tak rozmiarowo jak i wrażeniowo) Géricault - "Tratwa Meduzy". Zresztą bardzo mi się to spodobało, ale tak naprawdę jest to zabieg estetyczny. Treściowo jest to niespecjalnie połączone z obrazem, w którym ludzie, by przeżyć na otwartym morzu, musieli oddać sie kanibalizmowi, co na małej tratwie musiało być przerażającym przeżyciem. Parafraza Quitelego nie wstawia oryginału w nowy kontekst.

Takie estetyczne parafrazy też powrzucałem do "Powidoku". Łanszot "Der Himmel über Warschau", nawiązujący do przynajmniej pięciu filmów i jednego wiersza (niektórzy dostrzegają więcej), nawiązuje tylko w warstwie estetycznej. Przeczytało się, zrozumiało, teraz można odetchnąć i sie chwilkę zabawić. Bez tych nawiązań komiks by nie stracił, a też nie wprowadza starych treści w nowy kontekst. Chyba, że wchodzi w dialog z wierszem Herberta o aniołach pijących kawę i palących papierosy. Niestety czytałem go z 5 lat temu, nie pamiętam tytułu, więc nie mogę znaleźć wiersza i go skonfrontować z komiksem (jeśli ktoś może pomóc, byłbym wdzięczny.). Pewnie na takiej zasadzie Nosowska napisała wspomnianą wyżej piosenkę.

Wracając do intertekstualności - wolę taki rodzaj, jaki wykorzystałem w łanszocie "Popołudnie na plaży", gdzie na pierwszym planie jest dość banalna sytuacyjka, niespecjalnie śmieszna, jeśli w ogóle. Ale dopiero, gdy zauważy się, że na brzegu plaży dwie postacie budują wieżę Babel wg Bruegla, że podczas zamieszania, ktoś biegnąc, niszczy tę wieżę, pewnie nawet nie zauważając swego czynu, można spojrzeć na ten komiks w jego pełni. Mamy tu wieżę Babel w kontekście a) dorosły i wewnętrzne dziecko, b) obcych sobie ludzi, którzy nieodpowiedzialnie dążąc do swoich celów płacą najwyższą cenę i c) akt niszczenia wieży Babel w wyniku nieuwagi. Zresztą, bojąc się, że znak ten przejdzie zupełnie niezauważony, trochę nachalnie do niego wróciłem pod koniec Epilogu, dodając relacje Anny z mężem i światem jako kontekst d).

Jest też intertekstualność trzecia. Nie będę się silił na nazwy, bo to pewnie jest już udokumentowane i obnazwione przez różnych filozofów i językoznawców. Trzecia polega na powinowactwie emocjonalnym, w przeciwieństwie do powyższej polegającej na powinowactwie racjonalnym. Taki rodzaj zastosowałem w łanszocie "Deszcz I (Impresja)". Zaczynam tekst od słowa "więc", czyli jest to scena wyrwana z kontekstu, małe "tu i teraz", sam tytuł odwołuje się do obrazu Moneta - "Impresja, wschód słońca", który to poprzez pewnego krytyka dał nazwę całemu kierunkowi w malarstwie, czyli impresjonizmowi. A żeby nie było wątpliwości (jak w przypadku piosenki Noswowskiej), na bilbordzie na drugim kadrze widać centralny element obrazu Moneta. Nic dodatkowego tu nie mówię, jak w przypadku wieży Babel, ale też nie jest to zabieg estetyczny, bo każda warstwa komiksu współgra z tonem nadanym poprzez obraz Francuza. Albo przynajmniej chciałbym, by współgrał. A czy się udaje mogą najlepiej poświadczyć ci, którzy nie znali tego obrazu przed komiksem.

Claude Monet: "Impresja, wschód słońca"

Poczytuję sobie ostatnio kupione dopiero na WSK "Morfołaki" Skrodzkiego i Skutnika i to jest komiks pięknie intertekstualny, tak w warstwie wizualnej, jak i tekstowej. Nawiązuje, cytuje, parafrazuje i neguje. Jak skończę, pewnie zrecenzuję.

Zmienię pod koniec wpisu temat, ale nawiązując do umieszczonego na górze fotostory. Jest to fotostory autobiograficzne. Jednakowoż jest przekłamane. Ten konkretny rozdział "Przygotowania..." czytałem w tramwaju. Ale najważniejsze jest, by umieć syntetyzować, czy to w obrazie, czy w filmie dokumentalnym poprzez odpowiedni montaż. Nie łudźmy się, że jakiś dokument albo jakaś książka jest czysta. Zresztą, ta myśl jest banalna i chyba nikt się nie łudzi. Ale istotniejsze, a co nie takie oczywiste. Nawet gdybym napisał 10 komiksów czysto-autobiograficznych, nie szczędząc szczegółów (ale dbając o dobrą i ciekawą konstrukcję), to czytelnik i tak nie poznaje mnie. Ja w tym wszystkim jestem zupełnie nieistotny. I dlatego tak sobie pitu pitolę wciąż o sobie na tym blogu i w komiksach, bo właśnie jestem nieistotny jako człowiek. Jestem tworzoną (z pewną dozą kontroli) przez siebie i (poza moją kontrolą) przez czytelników postacią. Gdybyśmy potrafili to zrozumieć, to nie mielibyśmy sporów o to, które słowa w Biblii napisał kto, które są apokryfami napisanymi w V w n.e., a które są zesłane natchnieniem boskim. Nie zaśmiecalibyśmy forów dywagacjami o tym, czy ten komiks jest w pełni, a czy ten semi-biograficzny.

Ale i tak będziemy to robić, bo człowiek potrzebuje kropki nad i. Ten obraz musi coś znaczyć, a pisarz chciał przez to powiedzieć. Pisarz zazwyczaj jest za głupi, by powiedzieć coś, czego nie ma w samych słowach, a obraz nie jest malowany pojęciami.

Jestem ciekaw jak wypadnie praca magisterska Tomasza Pstrągowskiego, który przygląda sie zjawisku autobiografizmu w polskim komiksie. Gorąco mu przy tym kibicuję.

***

Z innej beczki. Po pewnym wypadku życiowym, który u mnie ostatnio nastąpił, muszę odpocząć od "Zapętlenia", czyli mojego kolejnego eseju komiksowego; nabrać do pewnych rzeczy dystansu. Jednocześnie chcę jeszcze w tym roku kalendarzowym zrealizować szorta wg scenariusza timofa i dwa komiksy napisane około dwóch lat temu. Pisałem je z myślą o konkretnych rysownikach, ale nikt nie chciał się ze znajomych za to wziąć. A teraz jednak sam chcę to zrealizować. Chyba ołówkiem, może też z kolorem. Zobaczymy. Jacek Gdaniec na Gildii właśnie umieścił przygotowaną przeze mnie notkę biograficzną, to tam jest kilka słów o tych dwóch komiksach.

Pojawiła się też na Gildii zremasterowana wersja recenzji "Paproszków", bo gdy poproszono mnie o zgodę na umieszczenie mojej blogowej recenzji, to się złapałem za głowę. Człowiek poświęca o 2/3 za mało czasu na myślenie o pisanym na blogu tekście.

No cóż.

4 komentarze:

gilo pisze...

Myślę, że komiksów intertekstualnych nie brakuje, bo było nie było każdy komiks jest dziełem intertekstualnym. Ale owszem komiksów gdzie intertekstualność jest jednym z głównych celów nie jest aż tak dużo, ale z drugiej strony nie przesadzajmy... "Pierwsza Brygada", "48 Stron", "Fastnachtspiel" a także wszelkie klony opowieści o superbohaterach itd. itp. :)
pozdrawiam

godai pisze...

Hm, w kontekście autobiograficznym, a konkretnie samo-kreacji, to właśnie w zeszłym tygodniu przegryzłem się przez odpowiedni fragment Lodu, Dukaja, zadający pytani: czy Jelena Muklanowiczówna ze swoim wstrętem do mężczyznowatych istot jest wytworem steranej chorobą wyobraźni dziecka, czy jest to zywe kłamstwo, wychowanica Buncwaja, z ulicznicy obrócona w prawdę, którą sama wykłamała? Wiem, że to brzmi jak bełkot, ale trudno inaczej streścić kilkanaście stron ciągłego tekstu z opowieści bohaterów. W każdym razie polecam ten fragment (całość polecam, chociaż jeszcze nie skończyłem), rozgrywa się w Transsibie (aby łatwiej namierzyć).

A moje osobiste pytanie, to na ile sami siebie kłamiemy (żeby trzymać się ta dukajowej nomenklatury), a na ile inni nas kłamią na swoje potrzeby, obracając swoje o nas kłamstwa w prawdę (zgodnie z nieklasyczną koncepcją, że prawdą co, to większość uznaje za prawdę).

Teraz to już naprawdę bełkot. Chyba trzeba zacząć mniej pracować, bo się psycha tyra od tego :D

mica pisze...

helou, co słychać?

mazol pisze...

My z jackiem intertekstualność przenosimy w świat matematyki: doliczyliśmy sie w Przygodach powstania ponad 60 bodajże znanych postaci. niestety wyliczenie wszystkich nawiązań póki co sie nie udało.