BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

piątek, 10 października 2008

O spóźnianiu się

Nigdy nie ufałem czasowi, linearnemu sposobowi przedstawiania go i zazwyczaj banalnym podróżom w czasie ukazywanym w komiksach i kreskówkach, z logiką podziurawioną jak ser szwajcarski.

Może dlatego się spóźniam. Jeśli zmieszczę się w kwadransie akademickim, oznaczać to może tylko to, że pomyliłem się o godzinę do przodu. Gdy ktoś się spóźnia, to nie robię tragedii. Bo mam przy sobie książkę lub komiks, w najgorszym wypadku zestaw bodźców, jakim jest otaczający mnie świat. Tak, są momenty, gdy nie można się spóźnić:
- gdy nie oddanie komiksu na czas do drukarni skutkuje nie wyrobieniem się na MFK.
- gdy nie wydrukuje się komuś komiksu na czas, przez co nie może on wystawić komiksu na MFK.
- Gdy komuś przestaje działać serce i ma się 4 minuty, by uchronić ich przed nieodwracalnymi uszkodzeniami mózgu (choć, jeśli wierzyć Wikipedii, to mimo iż w telewizji CPR pomaga w 75% przypadków, to realnie tylko 5-10% ludzi odzyskuje przytomność!)
Wymieniłbym ślub, ale w serialu Scrubs (Hoży doktorzy - idiotyczny polski tytuł) pokazali, że nie zdążenie na własny ślub wcale nie musi oznaczać tragedii, a może nawet umocnić więzy między parą młodą.

Więc tak, są sytuacje, gdzie nie wolno się spóźniać. Ale gdy ktoś, czekając na mnie, po prostu siedzi sobie na rogu, pali szluga, nie ma zwyczaju brać ze sobą książki i nie interesuje się tym, co się dzieje wokół i zaczyna mi mówić o tym, jak nie szanuję ich czasu, to jakoś nie mogę się zdobyć na skruchę.

Dziś znajomi spóźnili się na wspólne spotkanie piętnaście minut (bo grali w Łajpałta), dając mi możliwość zapoznania się z nowymi reklamami na stacji metra - Dworzec Gdański. Olśniło mnie jak wulgarna i uboga jest estetyka takich reklam. Poza kilkoma wyjątkami to wszelkie bilbordy, banery, łebsajty i inne są pod względem formy żenujące. Wklej obrazek, wklej tekst, wklej więcej tekstu, zapełnij przestrzeń. Powiększ obrazek. Daj weselsze kolory. Mam na koncie kilka lejałtów stron internetowych i jest to chyba jedyna rzecz, jakiej naprawdę mogę się wstydzić w życiu. Zresztą idealnie tę traumę opisał JAPONfan.

Dzięki spóźnieniu znajomych dowiedziałem się tez o jakimś remiksowym tribiucie dla Mieczysława Fogga, co mnie zmotywowało do tego, by wkrótce dowiedzieć sie kto zacz, bo poza nazwiskiem nic o nim nie wiem, a to też chyba powód do wstydu. A, była też reklama tribiutu dla Nalepy. Też chyba ktoś ważny.

I wreszcie, tuż przed pojawieniem się na peronie znajomych, wpadłem na nowy komiksowy projekt, o którym, mam nadzieję, wkrótce napiszę. I gdy wreszcie wyszli z pociągu, usprawiedliwiając się tym, że gra była zbyt dobra, by się odciągnąć, ja mogłem im tylko podziękować. Bo gdyby byli na czas, cały wieczór upłynąłby pod znakiem cytowania Futuramy, dzielenia się nowymi odkryciami jutubowymi i śmianiem się z różnego rodzaju politycznie niepoprawnych dowcipów. I tak wieczór upłynął pod tym znakiem, ale dzięki poślizgowi pozwolił też narodzić się ważnemu pomysłowi.

Do czego zmierzam? W skrócie - odczepcie się od spóźnialskich! Nawiasem mówiąc, Kierkegaard napisał swe wielkie dzieło - Bojaźń i drżenie, bo nie wiedział jak w dwóch zdaniach powiedzieć kobiecie, że chce z nią zerwać. Tacy ludzie lub ich wypowiedzi określane są po angielsku cudownym słowem: verbose.

***

Na koniec ogłoszenia parafialne.

Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył - Ziniol umościł sobie kąt w blogosferze.

Będę miał wystawę plansz komiksowych, rysunków, grafik, videoartów, fotografii (w jakich proporcjach, jeszcze nie wiem, bo wszystko w tej chwili, rozłożone w moim pokoju, czeka na selekcję). Wernisaż jest w poniedziałek, 20. października w Sosnowcu. Nie wiem gdzie to jest, sprawdzę potem w Wikipedii. Albo sprawdzę teraz. I dam linka, jak ktoś też nie wie.

W celu archiwizacji podaję linki do ostatnio napisanych przeze mnie dla Gildii recenzji komiksowych.

Batman i syn
Miasto Grzechu: Ten żółty drań
Lucyfer: Dzieci i potwory
Dilbert: Twoja głowa jarzy się jak świetlówka

***

I jeszcze jedna rzecz na deser. Kto jest w trakcie lektury Prosto z piekła i zna dobrze angielski, może będzie miał ochotę poczytać sobie ten tekst źródłowy. Nie ma w nim nic o czasie jako łuku, ale w przystępny sposób podane są hipotezy o rodzajach przestrzeni. Opcje są dwie, jeśli istnieje czwarty wymiar. Albo jest nam niedostępny - jak dwuwymiarowym postaciom ruch w głąb (proszę sie nie sugerować Paper Mario) i jesteśmy tylko wytworem wyobraźni czterowymiarowych istot (model idealistyczny), albo istniejemy w czwartym wymiarze, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Hm, a o czasie jest chyba w innych jego pracach, też o czwartym wymiarze, ale nie doczytałem. Jest też opowiadanie o ludziach trójkątach! Miłej lektury.

9 komentarzy:

Vincent van Blogh pisze...

Gratulacje z okazji wystawy.

marcin pisze...

U mnie ze spóźnianiem jest tak, że jak wyjdę z domu o 8:05, to dojdę do szkoły przed dzwonkiem na 8:00. Może na szkołę działa inny wymiar, taki bez poczucia czasu?

Jest też hipoteza, że mój zegarek spieszy. Odrzucam ją ze względu na oczywistą przyziemność.

marcin pisze...

Poważnie - nic z Robem nie wiemy o mecenasie Rosińskiego. Ale jak się dowiemy, to Ty też będziesz wiedział.

Szkoda, że nie wypali przez to projekt naszego klubu: "Panowie, którzy nie są o niczym informowani".

A już wymyśliłem projekt kart członkowskich..

Daniel Chmielewski pisze...

Też tak bym chciał z tym czasem. Ale gdybym przestawił zegarek to potem nigdy bym nie mógł połapać się w rozkładach jazdy na przystankach. Chyba, że wszędzie wybudują takie tablice z czasem jak przy przystankach tramwajowych na Jerozolimskich. Europa, Panie, te tablice!

Ma być klub! Nie chcę niczego wiedzieć! Wiedza szkodzi i uzależnia!

qba pisze...

hmmm, ja nie znoszę się spóźniać i czasami denerwuje mnie jak ktoś inny się spóźnia- tak do 15-30min. A jak wytrzymam powyżej pół godziny, to już się tylko z tego smieję ;-) a rekord mojego czekania na kogoś to 1,5h :lol:

patent ze śpeszącym się zegarkiem z powodzeniem wykorzystuję do dziś :-) działa.

yumi pisze...

well... zawsze się spóźniam. prawie, kiedy np. trzeba jechać z kotkiem do lekarza - wtedy nie!

ale generalnie - tak. i to nie dlatego, że nie szanuje czyjegoś czasu (ach, jak ludzie uwielbiają wypluwać takie zarzuty, stawiać znak = pomiędzy czasem, a swoją osobą...;))
nie chcę wyłączać odbioru. to dość destrukcyjnie działa.
jestem gdzieś - coś mnie porusza - chcę się zatrzymać w tym odczuciu. elementy tych odczuć tworzą całość.
simply.

ps. spóźniam się też, bo nie noszę zegarka:))

Daniel Chmielewski pisze...

Do Kuby: Rozumiem, że nie czekałeś wtedy na mrozie. Do tego raz zmusiłem znajomego. Akurat poddał się kilka minut przed tym, jak się zjawiłem. Za to faktycznie mogę uderzyć sie w pierś i powiedzieć Mea Culpa.

Do Yumi: Następnym krokiem w ewolucji musi być możliwość zapauzowania jakiejś myśli, czy odbioru jakiejś chwili, by móc zająć się spotkaniem, a potem znów wrócić do tego co istotne.

Choć obawiam się, że drogą selekcji naturalnej Natura stara się nam powiedzieć, że prędzej spóźnialscy wyginą, niż ona zgodzi się na takie postulaty.

yumiyu pisze...

one zostaja zapauzowane;)))
ale lubię je poczuć chwilę dłużej, niż jakieś packshoty robić;)
lubię je poczuć tak dogłębnie, jak to możliwe. niezależnie od tego, czy są to myśli, czy nie (często nie. wolę ten moment, zanim wszystko zostanie okrojone przez nazywanie, klasyfikację niepotrzebną.. wolę, kiedy to, co jest - jest, a ja jestem tym samym...).
spotkanie w niczym nie przeszkadza;), jeśli tylko nie wymaga pośpiechu. tego nie znoszę, choć robię:/

qba pisze...

no te 1,5h czekałem w cieniu, piękne lato było.

a tego dnia, kiedy wpisałem swoje mąrości na temat czekania/spóźniania się, traf chciał, że się spóźniłem na zajęcia... (cholerne 150...) a studenci już czekali... i musiałem się przed nimi pokajać i wygłosić formułkę, której nauczyłem ich na zajęciah wcześniej, jak się po portuglasku przeprasza za spóźnienie... o ironio...