BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

niedziela, 12 października 2008

Everything in its right place?

Często sprzątam. Wyrzucam wszystko z trzech szaf lub z kilku szuflad, albo trochę z szaf, a trochę z szuflad. Wypróżniam zawartość moich mebli na podłogę, aż wszystko się miesza, a chodzić można tylko na palcach.

I zaczyna się porządkowanie. Układanie na nowych miejscach niektórych rzeczy, wyrzucanie do kosza innych. Napełniam worek na śmieci starymi rysunkami, fotografiami, biletami przejazdu i wejściówkami na wystawy. Muszę nazbierać przynajmniej dwa worki rzeczy do wyrzucenia. Jeśli nie starcza śmieci, zaczynam pozbywać się przedmiotów posiadających jakąś wartość.

Zauważyłem, że nawet gdy zdarza mi się wyrzucić rysunek lub fotografię, z którymi się zżyłem, one nie umierają, a właśnie zyskują pełniejsze życie. Bo za każdym razem, gdy biorę się za nowe porządki, powracają w całej swej okazałości w mojej głowie. Mógłbym bez problemu je skopiować, ale wtedy znów zajęłyby przestrzeń i pewnego razu podarłbym je ponownie.

Z każdym rokiem coraz trudniej mi sie rysuje, coraz mniej chętnie rzeźbi i maluje. Bo to wszystko zajmuje przestrzeń. Trzydzieści osób jest na roku grafiki. Każda osoba maluje z dwadzieścia obrazów rocznie, niektórzy mniej, niektórzy o wiele więcej. Obrazy malowane są czasem na ogromnych płótnach naciągniętych na krosna posiadające wszystkie trzy wymiary - wysokość, szerokość i głębokość. Ustawienie dwadzieścia takich obrazów jedno przy drugim tworzy bryłę zajmującą np. półtora metra na półtora metra na trzydzieści centymetrów. Teraz ustawmy trzydzieści takich brył. I pomnóżmy to przez pięć, bo tyle jest roczników na Grafice. Dodajmy do tego wszelkie fotografie, rysunki, grafiki, setki wydrukowanych stron na osobę. Nie można zapomnieć też o pozostałych wydziałach. O Malarstwie, Rzeźbie, Wzornictwie. A modele robione na ostatnich dwóch wymienionych wydziałach zajmują o wiele więcej miejsca, niż obrazy.

Pomnóżmy to następnie przez wszystkie Akademie w Polsce. A przecież wciąż mowa jest tylko o studentach. A o dyplomowanych plastykach? A tych niedyplomowanych?

To wszystko zajmuje przestrzeń.

Najoptymalniej byłoby, gdybym mógł kiedyś zmieścić całą swoją własność w jednej walizce. Może dwóch.

Często sprzątam. Po trzech godzinach na łóżku wciąż leży kilka stosów kartek, a na podłodze kilkanaście książek. Zazwyczaj sprzątam, gdy na następny dzień mam wiele rzeczy do zrobienia. Jest to pewna forma eskapizmu. Wmawiam sobie, że tym razem wszystko znajdzie swoje właściwe miejsce, otworzą się wrota do tajemnej komnaty poznania i już jako nowy, uporządkowany człowiek zasiądę do pracy. Pod koniec tych trzech godzin już wiem, że to nie nastąpi, więc ogarnięty beznadzieją upycham te pozostałości gdziekolwiek, byleby po zamknięciu wszystkich drzwi i szuflad pokój wydawał się bardziej pusty.

Oczywiście nie wyrabiam się z pracą na następny dzień, choć czasem obudzenie się w tej pozornie nowej lokacji wyzwala energię, by co prawda z dziennym poślizgiem, ale wreszcie skończyć robotę.

Dziwny to rytuał, i jeszcze dziwniejszy proces, w jakimś sensie jednoczący przez te kilka godzin przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Choć ani przeszłość, ani przyszłość nie istnieją. Zatem poprawniej będzie powiedzieć jednoczy realność z fikcją.

***

W związku z tymi przemyśleniami zawsze nachodzi mnie pewien poemat Różewicza, którym się na koniec podzielę. Jest jeszcze bardziej pretensjonalny od powyższego tekstu, ale naprawdę nie mam ochoty w tej chwili na autoironię, więc już bez przeciągania:

Tadeusz Różewicz
Na powierzchni poematu i w środku

Biały pagórek soli
na szklanym spodku
ślady palców
wgłębienia cienie
iskry kryształów

Biała sól
na spodeczku
wgłębienia po palcach
cienie
iskrzenie (światła)

sól
na spodeczku
ślady po palcach
światła cienie
iskrzenie (ziaren)

na popielniczce
(popielate) wystygłe zimne
grudki popiołu
żółtobiały zgnieciony
skręcony (pomarszczony)
niedopałek
ślad po wargach

na popielniczce
grudki szarego popiołu
wygaszone (bez światła)

żółtawobiały
niedopałek
wgnieciony palcem
ślad po ustach

na popielniczce
grudki ostygłe
popiołu
biały niedopałek
wgnieciony palcem
ślad szminki

Słoik z dżemem
różowa bryła
z ciemnym wilgotnym
wnętrzem
brzegi przezroczyste
po brzegach
ciemne ziarenka

wilgotna słodka
bryła w zielonym słoiku
plamki światła
ciemne i jasne ziarenka

Na białym
porcelanowym talerzyku
obok porowatej cytryny
jajko
dwa pomidory powleczone
napiętą czerwoną skórką
na białym talerzyku
gładkie (blade) jajko
cytryna z przezroczystym wnętrzem
dwa czerwone pomidory

Szklanka po herbacie
w szklance łyżeczka
niklowe lśnienia
na dnie szklanki
czarne fusy herbaciane

Szklanka
blaszana łyżeczka
wilgotne brązowe
źdźbła herbaciane

futerał do okularów
niebieski
kalendarzyk kieszonkowy
z białymi cyframi
1970

Mucha na pudełku
(zapałek) czyści
przezroczyste skrzydełka

srebrzystoszary
chiński termos dziwaczne znaki
litery

mała martwa natura
pomniejsza ucisza
leczy
usypia

mucha uderza
miarowo w szybę
kropla drąży kamień

na blaszanym talerzu
grzyby
brązowe ciepłe kapelusze
szorstkie korzenie
osypane ziemią

mała martwa
natura oświetlona do połowy
druga część w cieniu

mucha uderza w okno
za którym stoi
wielka matka natura
z grupą drzew
drogą
i listonoszem
który zbliża się
do mnie
(do domu)


POSŁOWIE DO POEMATU

Powoli ostrożnie
trzeba zdejmować słowa
rozbierać obraz z obrazu
kształty z barw
obrazy z uczuć
aż do rdzenia
do języka cierpienia
do śmierci

Są wiersze
wewnętrzne
i wiersze zewnętrzne
są wiersze skończone uchwytne
wyrzucone
na powierzchnię
przez wiedzę rutynę
jasne kryształowe
promienne
jak światło
i są inne
płynne senne
ciemne




x

4 komentarze:

Zychu pisze...

Ciekawe.Co do sprzątania mam bardzo podobne odczucia.Strasznie mnie uspokaja kiedy powyrzucam trochę rzeczy(może nawet czasem potrzebnych)Zwiększa się wtedy moje poczucie tymczasowości, a co za tym idzie wszystkie "sytuacje życiowe" zaczynam traktować z odpowiednim dystansem podróżnika badającego życie codzienne Aborygenów.

Daniel Chmielewski pisze...

Miło mi Cię gościć pod Picadorem, Pawle! Jak tam praca nad Infamis? Komiks "Kotlet i Zombi" mnie rozbawił, a po Twoim spotkaniu autorskim na WSK wyszedłem szczerze zachwycony!

Co do sprzątania, to obawiam się, że to jest jakiś objaw naszego zniewieszczenia (o którym tak cudownie pisuje Tomasz Pstrągowski na swoim blogu), to całe katharsis płynące z porządkowania. Zaraz będziemy osiągali stan zen robiąc zakupy.

Nie wiem, czy pływałeś kiedyś na Mazurach, ale tam na jachtach z męską załogą jest zawsze czysto, a z damską jest totalny syf.

Widocznie taki zeitgeist. Sinusoidalny charakter historii i tak znów za jakiś czas odwróci role, więc nie ma co się opierać. Przynajmniej dobrze, że potrafimy wyciągnąć jakąś inspirację z tak niemęskiej rzeczy, jak sprzątanie.

yumyum pisze...

hi hi:)
uwielbiam odczucie przestrzeni po powyrzucaniu połowy wyposażenia mieszkania:))
(mój Bardzo Ważny Człowiek zawsze ma małą schizę, kiedy wynoszę ósmy, czy dziewiąty worek;))
ale to normalne, bo MY (=byty w ludzkim ciele), nie mamy za zadanie gromadzić nadmiary materii... naszym zadaniem jest iść dalej...

a jak to zrobić z za ciężkim plecakiem?
;)

Zychu pisze...

Witam również (choć Twój blog odwiedzam już od jakiegoś czasu) i dzięki za miłe słowa.

Co do kwestii porządku to przeczytałem niedawno,że mężczyźni przez całe życie zachowują zdolność do spakowania całego dobytku i przeniesienia się na inne pastwiska. Myślę że sprzątanie przez WYRZUCANIE jest typowo męską cechą objawiającą się mniej więcej raz- dwa razy w roku,i jest mocno powiązana z ww. zdolnością .Co innego jeśli ktoś lubi co tydzień ścierać kurz z półek i od nowa układać porcelanowe figurki tak żeby stały od najmniejszej do największej (patrząc od prawej), wtedy owszem taki facet ma problem z estrogenami (czy jak się to nazywa).
No a co do zniewieścienia naszego gatunku to temat na zupełnie inną dyskusję (może przy okazji recenzji Y:The last man :))
W każdym razie pozdrawiam i do usłyszenia.