BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

niedziela, 31 maja 2009

Finał Ligi Bitew Komiksowych w Hydrozagadce. Wrażenia po.

Po pierwsze, dzisiaj (niedziela) Jaśmina Wójcik robi pokaz wideoinstalacji w warszawskim Parku Skaryszewskim. Co prawda jaka pogoda jest, każdy widzi przez okno. Ale jeśli będziecie jednak wieczorem chcieli wyjść, to zapraszam na pokaz. Wstęp wolny. Start o 19.30. Są dwa duże namioty, więc nawet jak się rozpada, będzie można się skryć.

***

No i stało się. W piątek 29 maja odbył się pierwszy finał Ligi Bitew Komiksowych. Jakoś tak wyszło, że ja wygrałem. Wielkie trofeum bardzo ładnie prezentuje się obok mojej statuetki Władimira Iljicza i na tle memlingowskiego Sądu Ostatecznego.

(Wybaczcie kiepskiej jakości fotografię - pożyczyłem swój aparat i został mi tylko telefon komórkowy do robienia zdjęć)

Jeśli ktoś jest ciekaw, jak cała impreza przebiegała, to odsyłam do już napisanych relacji. Pierwsza - autorstwa Sebastiana Lucińskiego, skomplementowana filmem z bitwy. Druga - na szybko spisany, ale wnikliwy opis przebiegu zmagań uczestników autorstwa Dominiki Węcławek.

Co mogę dodać? Ze względu na umiejscowienie (Hydrozagadka mieści się w klubowym zagłębiu na warszawskiej Pradze, tyleż popularnym, co oddalonym od centrum miasta) frekwencja była o wiele niższa, niż w Punkcie, gdzie odbywały się poprzednie edycje. Z drugiej strony, ta kameralność bardzo mi odpowiadała. Paulina Gosk, organizatorka, powiedziała mi potem, że i tak połowę sali wypełniali stali bywalcy bitew.

Samo przedsięwzięcie było zrealizowane tip top. Didżeje grali, z rzutnika rzucane były na ekran prace z poprzednich imprez, na ścianach wisiały oryginalne prace z wcześniejszych walk. Lepsze oświetlenie i bardziej przestronna sala pozwalały całej publiczności dojrzeć co się dzieje przy sztalugach, co nie zawsze było możliwe w wąskim "tunelu", na końcu którego stała scena w Punkcie.

Przemek Pawełek jako wodzirej spisał się wyśmienicie. Pozostało nam tylko zastanowić się z Piotrkiem Nowackim, czy zapisana w gwiazdach kariera konferansjera telewizyjnego będzie dla Przemka powodem do dumy, czy wstydu ("A teraz przed państwem zespół Feel...!").

Ale dysputy natury etycznej zajmowały nam tylko ułamek wieczoru. Reszta to była fantastyczna zabawa, okraszona piwem, papierosami i gromkim kibicowaniem ze strony publiczności.

Miło jest mieć trofeum stojące na szafie, ale traktuję je raczej nie jako indywidualną nagrodę, a materialny znak zamknięcia pierwszego, bardzo udanego etapu wielkiego przedsięwzięcia, jakiego podjęła się Paulina i w jakie nas (rysowników, publiczność, dziennikarzy) wciągnęła. Ogromnie się cieszę, że mogłem w tym uczestniczyć, że mogłem poznać nowych ludzi, podbić sobie adrenalinę. Zresztą, jak widać pod koniec wideorelacji Sebastiana (kiedy ja i Mariusz Ciechoński ucinamy sobie pogawędkę przy sztalugach, gdy już nam leci czas podczas finału), atmosfera, mimo zacięcia i powagi, z jaką oddawaliśmy się samemu rysowaniu, była niesamowicie pozytywna.

W kuluarach rozmawialiśmy sobie jeszcze o samych motywach, jakie prezentowaliśmy na naszych rysunkach. Piotrek Nowacki, który świetny plastycznie rysunek Buki okrasił wielkim penisem i Tomek Pastuszka z antymoherowym przekazem odpadli w swoich rundach. Przed przystąpieniem do finału żartowaliśmy sobie, że tego dnia trzeba będzie wyciągnąć największe działa - dać tyle piersi, penisów i przekleństw, ile się zmieści na kartce. Strategia ta, sprawdzająca się we wcześniejszych edycjach, tym razem nie zadziałała. Czy publiczność byla inna? Czy mała liczba osób, inna cechy demograficzne, znudzenie pewnym typem humoru zaważyły na tym, które prace przechodziły dalej?

Prawdę mówiąc cieszę się z takiego obrotu spraw, bo to jest jedna rzecz, jaka mi zgrzytała we wcześniejszych bitwach. Z jednej strony chęć zainteresowania rysownikami i komiksem w ogóle. Z drugiej - zasypywanie widzów wulgarnymi dowcipami nie świadczącymi zbyt dobrze o tym, że "komiks ma coś do powiedzenia". Oczywiście, nie można stawiać znaku równości między jedno-obrazkowym żarcikiem (wciąż powtarzam, że "Bitwy cartoonowe" byłyby ściśliejszym terminem określającym charakter imprezy), a dojrzałymi albumami. Ale dla wielu widzów taka impreza moża mieć znaczenie, czy wciąż będą traktować komiks jako głupkowate rysuneczki i tekściki dla zabicia czasu, czy to co zobaczą na scenie na tyle ich zainteresuje, by zobaczyli co w trawie piszczy.

To są już oczywiście idealistyczne wynurzenia, które z rzeczywistością mają mało wspólnego - ludzie idą na imprezę się bawić, a nie edukować. Ale jakiś ułamek pozytywisty we mnie został i gdzie mogę, to staram się toczyć walkę ze stereotypami.

Zresztą jeśli chodzi o same rysunki, jakie robiliśmy, to wydaje mi się, że sprawa wygląda następująco. Ma się 5 minut na rysunek z puentą. Wcale nie łatwe zadanie. I można od razu narysować pierwsze skojarzenie, mając do dyspozycji pełne 5 minut lub zaryzykować, że drugie, trzecie lub czwate skojarzenie będą mniej oczywiste, bardziej intrygujące. Tylko że wtedy ma się o te 15-20 sekund mniej czasu. W tym leży całe napięcie takiego rysowania. Jak długo mogę myśleć nim zacznę rysować? Czasem z kolei zaczynało się rysować, mając nadzieję, że nim skończy się czas, wpadnie do głowy zabawna kwestia, którą może wypowiadać jedna z narysowanych postaci. Ale to już jest bardzo ryzykowna opcja.

Nie oszukujmy się też, że jest w tym aż tak dużo myślenia. Stykamy się przez całe życie z taką ilością humoru, że trzeba to sobie w głowie odpowiednio porozdzielać na szufladki pod względem pewnych cech danego dowcipu i potem, kiedy przychodzi czas na taką bitwę, odpowiednio dostosować jakiś szablon do kontekstu. Tak na przykład zrobiłem z jedną z prac podczas finału. Temat brzmiał "Co ma piernik do wiatraka". Narysowałem stojących naprzeciwko siebie piernika i wiatrak z twarzami. Wiatrak pyta - "Człowieniu, no powiedz wreszcie, co ty do mnie masz?" Na co piernik odpowiada - "Ok stary, ale nie przy ludziach". Choć sama sytuacja nie jest specjalnie śmieszna, to korzysta z tego, że widz nie może wejść w interakcję z filmem / komiksem. Nie może podejść. Jest bezradny. Ma świadomość, że nigdy nie będzie mógł mieć wglądu w pewną informację. Wykorzystanie tego w sposób komiczny najlepiej uwidaczna cykl You had to be there z serii komiksowej Sinfest, który przypomniał mi się po usłyszeniu tematu w Hydrozagadce i doprowadził do powstania rysunku o pierniku i wiatraku.

Tyle na ten temat. Teraz z finalistami będziemy omawiać sprawę antologii, którą ma wydać timof. Na jej łamach każdy z finalstów będzie mógł zaprezentować krótką formę komiksową. Wstępnie publikacja planowana jest na październik. Jak coś konkretniejszego będzie wiadomo, dam znać.

7 komentarzy:

maggot pisze...

Powiem ci Danielu, że to już trochę niepokojące. Spędziłam 1/4 dzieciństwa nad Sądem Ostatecznym Memlinga wyobrażając sobie, że jak umrę to trafię do czyśca. Miałam obsesję na punkcie tego tryptyku. Zaczynam podejrzewać, że ty i ja jesteśmy efektem nieudanego eksperymentu genetycznego Lema i chociaż wysłali cię aż do Australii, żeby się nigdy nie wydało, to, jak mówią ludzie ulicy, żeś wziął i żeś wrocił. Bracie!!!

PS. Gratuluję wygranej!

wonder pisze...

No nie "jakoś tak wyszło", tylko byłeś najlepszy.
Pewnie znowu pojadę wazeliną, ale jeśli przed finałem miałbym postawić pieniądze na czyjeś zwycięstwo, to wybrałbym kogoś, kto ma jednocześnie świetną kreskę, oryginalne - na tyle, na ile temat pozwoli - pomysły i własny styl. A Ty masz.
Szkoda tylko, że Łukasz Stachniak się nie pojawił, bo liczyłem na krwawy rewanż za eliminacje.

Jeśli chodzi o wulgarność w niektórych (niektórych?) pracach, to przygotowując z Pauliną rysunki do wystawy naliczyliśmy, że na dziewięć prac przypadły trzy penisy, sześć cycków i jedna cipa. Trochę sporo. Ja może nie mam Twojego pozytywistycznego zacięcia, ale również cieszy mnie, że w finale ta falliczna (i nie tylko) fascynacja nieco osłabła, bo przeważnie jest ona jedynie pójściem na łatwiznę.
No, chyba, że podejdzie się do tematu jak na www.sexylosers.com

Dobra, daj znać, jak będzie jakieś spotkanie w sprawie antologii. Chętnie dołączę do Waszego masońskiego kółka komiksiarzy. Mam już nawet kielnię i fartuszek.

Pozdrawiam i gratuluję raz jeszcze.

mtz&qba pisze...

gratulejszyns, ja nie dotarłem na żadną bitwę. Jak się toczył finał to pewnie akurat spałem :-)

jaszczu pisze...

Kurde bele, uroczyście obiecuję, że już nigdy (jeśli jeszcze będę brał udział w BK) nie narysuję nawet pół penisa, ani ćwiartki cycka. Zupełnie niezamierzenie stałem się specem od obscenicznych rysunków:)
Jeśli uda mi się wydać ten album, który mam zamiar wydać, muszę pamiętać, żeby wysłać egzemplarz Pani Dominice.

Daniel Chmielewski pisze...

Do Agaty: No ja przeczuwałem, że w kulki z nami grają, Siostrzyczko, ale niedoczekanie! Prawda zawsze zwycięży!

Do Mariusza: Przeczytaj From Hell - tam jest dokładnie opisany obrzęd przejścia, jaki Cię czeka.

No właśnie kogoś mi brakowało. Szkoda, szkoda. Ale to właśnie Łukasz musiał się zająć przyjściem potomka na świat, jeśli dobrze kojarzę, więc jest usprawiedliwiony. Choć jak się nadarzy okazja do rewanżu, to nie omieszkam skorzystać.

Do Kuby: Ech, Jakubie, Jakubie. Na piwka niet, na bitwy nicht. Jak będziesz w Gdańsku, to Cię upijemy za wszystkie przegapione okazje. I zaniesiemy do hotelu free of charge.

Do Piotra: Pokazywałem relacje z bitwy rodzinie i za każdym razem tłumaczyłem, że Ty tak naprawdę w zupełnie innych klimatach siedzisz - żeby się nie sugerowali. A potem brat dorwał ostatni Kolektyw, a tam Kapitan Mineta.

spud pisze...

congratulation. żałuje że nie mogłem być.
będziesz bronił tytułu w następnej edycji?

Daniel Chmielewski pisze...

Dzięki bardzo. Na pewno w jakiś sposób będę się chciał zaangażować w bitwę. Czy na scenie, czy poza, to się zobaczy.