BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Bałtycki Festiwal Komiksowy - retrospekcja

Jeśli już zdążyliście przekląć się za nie bycie na Bałtyckim Festiwalu Komiksowym po lekturze relacji Karola, Unki, Olgi, Mateusza, Tomka, Piotrka i Wojtka to jeszcze ja dorzucę swoje trzy grosze, bo lubię kopać leżącego.

Impreza, choć kameralna, była zorganizowana w pełni profesjonalnie. W jednej sali odbywały się wykłady, w drugiej warsztaty, w trzeciej rozdawano autografy i przeprowadzano wywiady, a piętro wyżej znajdowała się giełda. Przestrzeń biblioteki była idealnie dopasowana do celu. Nie było mowy o spotkaniach w małej klitce za toaletami, jak to bywa na WSK. Prelegenci mieli do dyspozycji mikrofony, rzutniki, laptopy, sztalugi i Bogdana z jego ekipą, którzy czuwali, by nie było żadnych technicznych ani logistycznych problemów.

Dzięki temu, że organizatorzy postawili w dużej mierze na młodych, którzy mieli przygotować autorskie warsztaty i wykłady, nie było mowy o nudzie. Spotkania z rodzimymi twórcami, które przybierają formę jedynie wywiadu przed publicznością są wtórne wobec tego, co czytelnicy już od dawna wiedzą z blogów i serwisów, a i pytania zazwyczaj są bezpieczne, a odpowiedzi nic nie wznoszące. Formuła wykłado-warsztatów pozwoliła na przekazanie publiczności ogromnego bagażu nowej wiedzy, jak i na większą interakcję między opowiadającym, a słuchaczami. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, gdy na prezentacji Karola Kalinowskiego publiczność wchodziła w dyskusję, a nie siedziała w milczeniu, jak to zazwyczaj bywa.

Dzień później na moim wykładzie z kompozycji w komiksie miałem największą w dotychczasowej karierze publiczność (a odbywało się to o 10 rano! Po interparty!), a na warsztat stawiła się grupa o wiele większa, niż przewidywałem . Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż przygotowałem dość wymagające ćwiczenia warsztatowe, gdzie uczestnicy dostali fragment scenariusza i niezależnie od talentu plastycznego mieli zakomponować ten tekst w formie obrazowej na planszy. Sami mieli zdecydować ile kadrów dadzą, jakie informacje ze scenariusza przekażą, a z których zrezygnują. Wszyscy spisali się świetnie, prezentując bardzo zróżnicowane rozwiązania, nad którymi wspólnie dyskutowaliśmy.

Jak już napisali inni goście festiwalu - zadbano o nas, jak byśmy byli zagranicznymi vipami. Na piątkowym wernisażu wystawy Komiks japoński - bogactwo stylów, bogactwo treści czekał na nas stół pełen tradycyjnych japońskich potraw. Sama wystawa odbyła się w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, w której wyżej prezentowane były bardzo ciekawe prace współczesnych twórców. Sobotni obiad w innej bibliotece był tak wykwintny, że aż czułem się nie na miejscu. Radek Bolałek na Interparty co chwila podbiegał do nas, by sprawdzić, czy jesteśmy kontent. Zdaję sobie sprawę, że w dużej mierze ta gościnność była wynikiem kameralności imprezy i w późniejszych latach, gdy będzie się rozrastała, już nie będzie jak tak dbać o wszystkich. Ale przecież nie chodzi o wytrawne obiady, a o te drobne, a ważne gesty. To, że idąc na swój wykład nie muszę się obawiać, że będzie półgodzinna obsuwa, bo komputer nie chce działać. To, że organizator osobiście wymienia kilka zdań z każdym z uczestników. To, że choć pewnie za kulisami było wiele stresu w dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik, ani Radka, ani Magdę, ani Bogdana i jego asystentów nie opuszczał dobry humor, który udzielał się wszystkim innym. Oczywiście w tym miejscu również muszę pozdrowić panie ze stoiska Unii Europejskiej, które stały przy wejściu na imprezę, ale integrowały się z nami jakby były częścią naszej ekipy, a nie płatnymi propagatorami molocha, który finansuje festiwal.

Jedyne zastrzeżenia mam do bitwy komiksowej, która była zorganizowana ad hoc. Sztalugi były wetknięte w róg Irish Pubu, jedna oparta o ścianę pod takim kątem, że trudno było dojrzeć co uczestnik narysował. Prowadzący, Bartek Sztybor, nie miał mikrofonu, przez co jego funkcja ograniczała się wyłącznie do prezentowania swojej urody i przekazywania rysownikom tematów. Czuję również, że Guy Delisle i David Lloyd, zagraniczni goście, którzy wzięli udział w bitwie, czuli się trochę zagubieni, zwłaszcza ten pierwszy, bo Lloyd po prostu dał popis warsztatowy. Tradycyjna formuła bitwy, gdzie wymyślane są dość abstrakcyjne hasła-tematy działa wśród młodych. Jestem pewien, że Mawil, gdyby był, bez problemu by sobie poradził. Wśród starszych, nie do końca rozumiejących specyfikę konkursu i będący pod wielkim ciężarem bariery językowej i kulturowej, lepiej byłoby dawać bardziej konkretne tematy, jak to bywa na MFK, gdzie jest jasny cel - narysować Miss Festiwalu. Przemyślenia te są wypadkową moich rozmów z Wojtkiem Stefańcem i Tomkiem Pstrągowskim.

Teraz, żeby już Was nie męczyć, a może właśnie pomęczyć psychicznie - fotorelacja. Zapewne na serwisach pojawią się zdjęcia z oficjalnych spotkań, ja kontynuuję tradycję pozostałych gości i zamieszczę galerię kuluarów imprezy.

BFK - FOTORELACJA

W piątek zainspirowani wystawami współczesnej fotografii i video-artu w Łaźni, postanowiliśmy przygotować performance. Tutaj kulminacyjny moment pracy pt. Pasja 2, gdzie Bartek Sztybor wchodzi w dialog ze znaną wystawą gdańskiej twórczyni - Doroty Nieznalskiej. Zaraz nastąpi odsłonięcie genitaliów.

*
W sobotę Unka Odya zabrała mnie do byłych zakładów mięsnych, tak zwanej Rzeźni. Teraz są to tylko ruiny. Ale jakie! Ogromne hale, z których największe wrażenie robi ta, cała spalona od wewnątrz.

*
Rzeźnię, poza gdańską młodzieżą odwiedziły już takie osobistości jak Czesław Miłosz, który popełnił okolicznościowy wrzut,

*
jak i Kajetan Wykurz, który wyskrobał swoją ksywkę na piątym piętrze jednego z budynków.

*
Unka zabrała mnie również na Akademię Sztuk Pięknych. Nie mogłem wiele zobaczyć, bo trwały egzaminy wstępne, ale pierwsze wrażenie ekspozycji, jak i samego budynku o wiele bardziej pozytywne, niż w mojej rodzimej uczelni. Dziękuję Ci, Unko, za wycieczkę i za linoryt Bazyliszka. Jak go tylko zawieszę w pokoju, to podzielę się z gośćmi Pubu tą piękną pracą.

*
Dużo czasu spędzaliśmy na pogawędkach w letniej rezydencji TeO. Awangardowa architektura nawiązująca do słynnego Domu nad wodospadem Franka Lloyda Wrighta, ale jeszcze bardziej ekstremalnie asymilująca przestrzeń człowieka z otaczającą go naturą (vide brak dachu). Na zdjęciu od lewej: Piotr Nowacki, Olga Wróbel, Łukasz Mazur, Łukasz Babiel, Karol Kalinowski i Bartosz Sztybor.

*
Arbuzowa róża była centralnym elementem dekoracyjnym podczas sobotniego obiadu w bibliotece. Jak zdradził kucharz, różę wyciął nożem tajskim w 20 minut, bo czas go gonił i nie do końca jest zadowolony z efektu. I beg to differ.

*
Obiad jedliśmy na stojąco lub rozlokowani na schodach na wygodnych pufach. Paweł Timofiejuk ukontentowany po skończeniu kolejnej pysznej porcji, Karol powoli delektujący się swoim posiłkiem, w tle Unka i Zuza Kochańska tworzą ranking facetów zebranych w bibliotece. Olga dyplomatycznie milczy.

*


Bitwa komiksowa w Irish Pubie. Tomek Pastuszka i David Lloyd. Penetrujące spojrzenie Anglika wciąż śni się biednemu komiksiarzowi z nad Wisły po nocach.

*
Temat: From Hell. Praca Tomka została zasztyletowana przez rysunek współtwórcy V jak Vendetta.

*
Fatum lewej sztalugi ciąży tym razem nad Guyem Delisle, który półtorej minuty od startu bitwy wciąż stoi sparaliżowany, nie wiedząc jak poradzić sobie z horror vacui.

*
Temat brzmiał Kroniki polskie. Guy narysował bezradność, jaką poczuł zerkając przez ramię Piotrka. Twórca Kwazia zatopił swojego przeciwnika w półlitrówce czystej.

*
Bolesna nauczka. Po bitwie Kaczyński kontra Obama zrozumiałem, że kpienie z własnego prezydenta jest w porządku, ale nie gdy idzie to wespół z gloryfikacją innego. Piotrek z kolei wiedział, żeby posypać każdą głowę państwa szczyptą ironii i bezproblemowo przeszedł dalej, by ostatecznie zostać zwycięzcą całego turnieju. Gratuluję, Piotrze!

*
Rednex i niezapomniany przebój Cotton Eye Joe! Na pierwszym planie Szymon Holcman i Jacek Jastrzębski aka Ystad sprawdzają kto potrafi wyżej podnieść kolano, na drugim planie Karol i Łukasz oddają się beztroskim harcom, a w tle Ania, partnerka Wojtka Stefańca, jest pod jego nieobecność molestowana przez timofa.

*
Gdy poleciały pierwsze nuty Greka Zorby, znikły wszystkie odruchy lokalnego nacjonalizmu i Gdańszczanie zaprosili komiksiarzy do jednego, pulsującego braterską miłością kręgu. TeO, timof i Olga czujący good vibes.

*
Zbiorowy portret alegoryczny. Mężczyźni, myśliciele, przedstawiają racjonalną część osobowości ludzkiej. Kobiety, uosobienie ludycznego, sensualnego pierwiastka, oddają się ekstatycznemu podrygiwaniu w rytm muzyki. Od lewej: Unka, Mateusz Skutnik, Bartek, Szymon, Łukasz, Karol, Zuza.

*
Jedyne zdjęcie z naszego hostelu znajdującego się nieopodal mostu bliźniaczo podobnego do warszawskiego mostu Świętokrzyskiego. Chyba, że to jeden z transformersów przybrał taką postać, będąc w zmowie z kelnerem-terminatorem. Na Waszym miejscu w najbliższym czasie trzymałbym się od Gdańska daleko. Na zdjęciu widzimy, jak Piotrek heroicznie odsuwa Olgę z linii strzału pochylonego Bartka. TeO, zgodnie z tym co uczyli na przysposobieniu obronnym, stoi we framudze drzwi. Do Szymona tymczasem powoli dochodzi nieunikniony tragizm jego położenia.


A teraz
galeria portretów
wybranych uczestników (reszta nie nawinęła się przed aparat, gdy naciskałem spust).

Enigmatyczny Wojciech Stefaniec w pełnej krasie. Oczywiście bez jeszcze bardziej enigmatycznego brata, Stefana.

*
Guy Delisle siedzący przy stole i rysujący Guya Delisle'a rysującego przy stole Guya Delisle'a rysującego przy stole Guya Delisle'a rysującego przy stole...

*
Gdy Karol zajęty jest autografowaniem dla tych hien, co to niby trzymali się z nami po koleżeńsku, a potem, gdy już byliśmy na rauszu, wyciągnęli kartki, albumy i przybory do rysowania, Olga wpada na pomysł, co dalej narysuje w komiksie zbiorowego autorstwa, jaki powstawał tamtego wieczoru.

*
Unka pod takim wrażeniem idealnych cartoonowych oczu, jakie właśnie narysował Piotrek, że aż jej mowę odjęło i usta zespoliło.

*
Ystad, który żyje z kupowania komiksów, spędza czas na dokładnym przemyśleniu niedzielnych inwestycji.
(zdjęcie niedostępne)




*
Specjalne bonusowe zdjęcie na pulpit wszystkich pań. Goły tors Łukasza B. i jego przenikliwe spojrzenie. A może to światłowstręt spowodowany fleszem. Och, a gdybyście widziały jak Łukasz tańczył Makarenę, trzymając koszulkę na nadgarstkach, jak kajdanki. Resztę zostawiam Waszej wyobraźni.


*
Mateusz i Bartek. Między nimi papieros, niby miecz w Tristanie i Izoldzie, mający chronić ich przed grzechem. Ale cóż to za iskierki czają się w ich oczach? Cóż za diaboliczne plany oni knują? Doprawdy - nie wiem.

A teraz KONKURS.
Czyja to jest dupa?


Zdjęcie wykonał Mateusz Skutnik. Nagrodą w konkursie jest autograf Dupy w zapachoszczelnym pojemniku*.

* Dupa zastrzega sobie prawo zrezygnowania z przyznania nagrody.

32 komentarze:

Człowiek Potas pisze...

a mi się zdjęcia nie wyświetlają:(

Ystad pisze...

Nie tylko Tobie Karolu ;) za dwie godziny według tego co pisze Daniel ma być lepiej.

unka pisze...

hahaha, mistrzowska relacja i komentarze! ten do kontemplujacego Ystada mnie rozwalił. mam do ciebie prośbe, jak zawiesisz gdzies tego bazyliszka, zechciej cyknąć mu zdjecie, to na diga wrzuce.

kamionek pisze...

jest to dupa bartłomieja tybora

templer pisze...

Karol: Trochę ci zazdroszczę, szczególnie w przypadku ostatniego zdjęcia ;)

kiamil pisze...

to dupa Sztybora. Miałem ją!!!
Przeczytałem wszystkie relacje i trochę mi smutno, że ja tak na obcej ziemi.
Ale cóż - obowiązki rodzinne.
Zdjęcia śliczne, podpisy jeszcze lepsze, bo przemyślane i wyważone.

PS. I nagle naszła mnie myśl straszna. A może dlatego ta impreza była taka udana, że mnie nie było...

Daniel Chmielewski pisze...

DO KRLa i Ystada: Bo mi zawsze się wciska ta kombinacja klawiszy, co to powoduje publikację tekstu. Więc jak kiedyś jeszcze zobaczycie tekst, żeby wrócić później, to naprawdę radzę wrócić później.

Do Unki: Dzięki. A, w ogóle to zdjęcie Jacka to wykonał TeO, co zapomniałem zaznaczyć. Ale nie będę psuł floł dowcipu i tutaj jasno zaznaczam: Autorem zdjęcia medytującego Ystada jest TeO.

A zdjątko zrobię, ładne, wyretuszowane i podeślę, ale wpierw muszę uwinąć się z obowiązkami, bo 5 godzin mi zeżarło przygotowanie relacji.

Do Kamionka: Bingo! Dupa zostanie poinformowana i podejmie decyzję, jaką dać nagrodę - rzadką, czy twardą.

Do Bartka: Etam, uważam, że kompozycyjnie bardzo estetyczne zdjęcie. I te pokaźne krzywizny. Gdyby były mniej owłosione, to pewnie byłby najczęściej oglądany obrazek na tym blogu.

Do Kamila: No faktycznie straszne te obowiązki masz, jak czytam u Ciebie na blogu. To prędzej podejrzewam, że ten wyjazd jest dla małżonki obowiązkiem rodzinnym, jak jest ciągana po tych nerdowskich miejscach wszystkich.

P.S. Bądź co bądź ostatni MFK, na którym przecież byłeś, był świetny. A na WSK nie byłeś i nie było to nic specjalnego. Zatem spokojnie możesz nie roztrząsać tej myśli.

Kingpin pisze...

Ja - hiena ze szkicownikiem - jestem bardzo wdzięczny za niewiarygodne bojowe dinozaury. Przy najbliższej okazji stawiam piwo. Duże. A najbliższa okazja już jutro :)

kiamil pisze...

O, wypraszam sobie, na WSK byłem i nawet prowadziłem spotkanie.
A co do obowiązków - no przecież żony i dzieci na Smitha, czy Wizardworld nie brałem. A oni mnie na plac zabaw biorą prawie codziennie. I do (fuj!) sklepów ciuchami. I (tu już nie fuj) do Zoo czy Muzeum Historii Naturalnej. Ale o tym dużo nie piszę na blogu, bo i po co?

mat pisze...

ostatnie i przedostatnie - oba jam ci zrobił. :D

Ystad pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Ystad pisze...

bo mi coś upadło pod stół i się schyliłem, a TeO wykorzystał moment i zrobił zdjęcie, i tej wersji się będę trzymał, nie zamierzam ściemniać że kontemplowałem :>
a ręce mam na stole, bo wzrok już deko rozmazany i najpierw starałem się dojrzeć zgubę, a potem dopiero po nią faktycznie sięgnąć :>
ha ! właśnie tak było !

Kaj-Man pisze...

To nie mój podpis na ścianie. Ktoś się podszywa. Domagam się odszkodowania za naruszenie mienia. Wszystko co opisujesz Ty, jak i ci co byli, wygląda zbyt pięknie, żeby było prawdziwe. Mam nadzieję,że uderzy to na ambicję MFK-owcom w mojej rodzimej Łodzi i zrobią najbardziej wypasiony konwent we wszechświecie.

skil pisze...

jak dotąd chyba najciekawsza fotorelacja (bo widzę tam kawałek swojego swetra!).

Olga Wróbel pisze...

Żałuję tylko, że nikt nie udokumentował dzieci-psów (piątek), strużyn i/ani pirackiego tańca Łukasza.
Świetna relacja.
A forma na dzisiaj już zbudowana, od wczoraj jem truskawki, piję mleko i długo śpię.

Daniel Chmielewski pisze...

Do Pawła: Ha, zupełnie zapomniałem o tych dinozaurach. Ale to była frajda, bo od lat ich nie rysowałem, a kiedyś to tylko dinozaury z giwerami. Przez całe dzieciństwo.

Do Kamila: W pociągu powrotnym z Gdańska nasłuchałem się od Polki i jej znajomej Amerykanki dużo dobrego o amerykańskich muzeach, że przy nich nawet wybajerowane Muzeum Powstania Warszawskiego jest TYLKO w porządku, a nie super (mówiła to Polka, nie Amerykanka, która dopiero jechała zobaczyć MPW).

Do Mateusza: Faktycznie, żeby już nie było niejasności i niedomówień, to lista autorów zdjęć:

Myślący Ystad - fot. TeO

Ja kontra Jaszczu przy sztalugach - fot. Wojciech Stefaniec

Mateusz i Bartek / Dupa - fot. Mateusz Skutnik

Pozostałe - chyba ja, choć nie jestem pewien co do zdjęcia Olgi i Karola i Unki z Piotrkiem. Niech się autor zgłosi, jeśli przypisuję sobie czyjeś zasługi.

Do Ystada: No ja wiem, Jacku, przecież sam na własne oczy widziałem, jak szukałeś. Ale ten kawalarz TeO tak Cię uchwycił przy tym szukaniu, że nie można było przegapić szansę na odpowiedni komentarz.

Do Kajetana: Ja bym najbardziej chciał, by MFKiG wziął od BFK formułę spotkań - zrezygnować z nudnych przepytywanek i postawić na bardziej interaktywne wykłady, czy warsztaty. Za to WSK to powinno barrrdzo się postarać, by nie zostać w tyle. A tego podszywającego się trzeba będzie dorwać. Na następnym BFK weźmiemy odciski palców i pójdziemy na policję.

Do Skila: A no to wielka szkoda, że się nie wkręciłeś na nasz stół, to byś sobie rysnął kilka kadrów komiksu zbiorowego. Następnym razem dawaj znać, bo choć bardzo podoba mi się Twój autoportret na deviancie, to nie przypasowałem go do żadnej twarzy zebranej w Irish Pubie.

Do Olgi: Dzieci psów? Czy ja o czymś nie pamiętam?! Gdzie one były?

A specjalnie dla Ciebie Łukasz podał mi linka do tańca, który tak Cię oczarował.

Olga Wróbel pisze...

Dzieci-psy widzieliśmy jeszcze zanim przyjechałeś, na trawniku nad Motławą, wypatrzył je Sztybor i bardzo się śmialiśmy, ale w sumie było to czysto sytuacyjne, chociaż nadal mnie bawi.

skil pisze...

Danielu, rozniosłeś mnie w pierwszym starciu komiksowego mortal kombat :]
co do komiksu (ten z muchą?) to nawet udało mi się zostawić swój ślad w postaci jednego z kadrów.

niestety, dzięki zamykanej o północy noclegowni ominęło mnie wszystko to, co działo się po bitwie. następnym razem nocuję na plaży!

Olga Wróbel pisze...

Piątkowy wernisaż"
Polecam końcowe sekundy, na których niczym głodne wrony rzucamy się z Danielem w stronę stołu.

Daniel Chmielewski pisze...

Do Skila: No to Mikołaju, my już ziomy jesteśmy, co sól z jednej beczki jedli, a ja nie skojarzyłem.

To dobrze, że też się załapałeś w karolowym zeszycie. Następnym razem uwzględnię Cię, gdy będę pisał po ludziach w sprawie noclegu.

Do Olgi: Haha, jakiś magnetyzm nas ciągnie do stołu. Brakuje tylko takiej widocznej ścieżki zapachowej, jak w filmach animowanych.

Coś z tym linkiem u Ciebie nie działa, spróbujmy raz jeszcze.

Ystad pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Ystad pisze...

Ogólnie Daniel rozpoczyna i kończy ten filmik... zupełnie jakby miał jakąś umowę z operatorem czy cuś. Mnie tam prawie nie ma. Raz raptem widać moje plery (ach jakież one szerokie i pieeeenkne)

arcz pisze...

Dobre foty i dobre komentarze. A w szczególności to dobra impreza była :)

Danielu - miło było Ci w końcu uścisnąć grabę po tylu latach jedynie wirtualnej znajomości!

Daniel Chmielewski pisze...

Do Ystada: No bo ja sobie zastrzegłem w umowie. Powiedziałem: Radku - poprowadzę wykład, ale w zamian proszę w relacjach filmowych o eksponowane miejsca przez przynajmniej 10% filmu. Jacku, jak czujesz się poszkodowany, to następnym razem i dla Ciebie wytrzasnę odpowiednio kilka procentów.

Do arcza: Ech, nas spotkał syndrom pierwszej imprezy - czyli za pierwszym razem, kiedy się spotykamy, to wymieniamy dwa zdania, a dopiero na następnym festiwalu nadarza się okazja do normalnej gadki. Ale jeszcze nieraz będzie okazja właściwego uczczenia naszej już pięcioletniej znajomości!

repek pisze...

Ech...
Pozostaje za rok stanąć na głowie i po raz pierwszy od 20 lat wybrać się nad morze na północ, a nie na południe. :D

Świetna relacja.

Olga Wróbel pisze...

@Skil - z tego co pamiętam, też robiłeś zdjęcia - są one do obejrzenia?

skil pisze...

spakowane zdjęcia wrzuciłem tutaj:
http://www.sendspace.pl/file/2d83a1e56b03c3c8e58eccf
gdyby ktoś miał kłopot z pobraniem, mogę przesłać na maila.

Daniel Chmielewski pisze...

Mikołaju, cyknąłeś najlepsze jakościowo zdjęcia. Nie ma to jak porządna głębia ostrości.

Nie chcesz tego gdzieś wrzucić publicznie? Na flikerze, jak to zrobił arcz? Tam takie ładne te slajdszoły są.

skil pisze...

dzięki :)
niemniej jestem średnio zadowolony, bo mam w aparacie awarię flesza przez co nie mogłem doświetlić zdjęć.
jakoś w weekend, kiedy będę miał trochę czasu, postaram się jakoś udostępnić do przeglądania.

arcz pisze...

Skil - świetne foty!

Szczególnie rozkoszna jest ta Jaszczowa z butelką podczas Kartonowego spotkania :)

Ystad pisze...

widać było że Piotrek mocno zmęczony poprzednim wieczorem ;)

Woyteac pisze...

witam

ostatnio staram sie zachecic blogerow do podcastowania. zapraszam do odsluchania mojego odcinka na http://amplitudychwil.blogspot.com/