BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

wtorek, 9 lutego 2010

Ligatura 2010 - moim rzetelnym okiem

.......................................not. (jakby to powiedział Borat).

Olga właściwie wszystko już napisała, jeśli chodzi o nasze wrażenia z wyjazdu, ale fotorelacje z festiwalów nieźle podnoszą oglądalność bloga, więc cynicznie skleciłem coś z ochłapów, jakie mi zostały, bo mając małego penisa, przynajmniej chcę mieć wysokie słupki w statystykach.

No więc, eee...

Pierwsze w historii międzyblogowe zdjęcie panoramiczne. Jeśli posiadacie dwa monitory, możecie zobaczyć pół naszego pokoju na raz. Następny festiwal postaramy się czteroblogowo objąć technologią 360.
















Festiwalowa giełda znajdowała się w lochach Empiku, co można uznać za tyleż ironiczną, co banalną w swej dosłowności metaforę.
















Przy ulicy jakiejśtam znajduje się cudowny lokal - Kociak. Urzeka nie tylko swoim retro-wystrojem...
















...ale i pysznymi deserami. Smakując poznańskich specjałów oddawaliśmy się z Dominiką Węcławek dysputom o wychowywaniu dzieci (mówiła głównie Dominika - jako że my z Olgą na swoje musimy jeszcze poczekać), o dziennikarstwie (znów prym wiodła Dominika) i o kompleksach, frustracjach i oderwaniu od świata (to moja działka). Olga słuchała macierzyńskich rad Dominiki, a podczas moich monologów zastanawiała się, czy jeszcze nie jest za późno znaleźć sobie bardziej zrównoważonego partnera.
















Wernisaż wystawy "Komiks kobiecy z Europy Środkowej". Bardzo dobrze zorganizowana, w dobrym miejscu, z ciekawymi pracami. Na otwarciu zjawiło się kilkadziesiąt osób, w tym tylko garstka była z naszego aktywnego (w sieci, w publikacjach) komiksowego światka. Reszta to prawdopodobnie "zwykli ludzie". Co cieszy.
















Afterparty w klubie Meskal. Już tradycją stało się, że na każdym festiwalu musi mieć miejsce komiksowa sesja dżemowa. Po Łoczmenach, Muchach, Kto zabił polski komiks, nastał czas na Przygody Kapitana Kadra. Po niebywałym sukcesie i zaskakująco pozytywnych recenzjach wydanych na papierze Much, Przygody Kapitana Kadra zostaną wydane w pełnym kolorze, w twardej oprawie i z dodatkami. Jeszcze nie wiadomo przez kogo, bo Kultura Gniewu, timof, Egmont i L'Association wciąż podbijają stawkę, chcąc zapewnić sobie prawa do tego wyjątkowego albumu.
















Dobra fotorelacja nie może obyć się bez kompromitujących zdjęć. Poniżej przykład tego, co alkohol robi z ludźmi. Robert Sienicki, wypiwszy dwa redsy popadł w amok. Po znokautowaniu Karola Konwerskiego, Jacka Frąsia i Łukasza Babiela, rzucił się na biednego Jacka Jastrzębskiego, którego aż zmroziło ze strachu*.
















Ktoś może pomyśleć, że to niepoważny komentarz do pozowanego zdjęcia, bo przecież widać, że w tle nikt nie zwraca uwagę na to, co się dzieje na pierwszym planie. Proszę nie dać się nabrać - wszyscy ci ludzie jedynie stosują znany mechanizm społeczny pt. "Pilnuję własnej dupy i patrzę gdzie indziej, a może do mnie nie podejdą".

Przez okno naszego hostelowego pokoju widać było słynny poznański Okrąglak. Mój bliski znajomy, Łukasz Dybalski, pełniący podczas Ligatury funkcję miejskiego przewodnika miał nam do powiedzenia o tym budynku to: "Kiedyś był tu ogromny sklep z zabawkami, ale zastąpiono go sekszopem, ku wielkiemu zaskoczeniu dzieci".





















Drugiego wieczoru, w klubie Meskal, objawiło mi się w kałuży piwa na stole logo Ligatury. Nie przemówiło, nie płakało krwawymi łzami, ale na pewno jest to dobry omen. Jako dowód zrobiłem poniższe zdjęcie. Cudowne logo znajduje się akurat w świetle flesza, ale naprawdę tam jest.
















Największą atrakcją podczas festiwalowych afterparty było oglądanie wizualizacji składających się ze scen z seriali Batman (z Adamem Westem) i Wonder Woman. Kilkuminutowe sekwencje złożone wyłącznie z ujęć, jak Wonder Woman kręci się w kółko, transformując się ze zwykłej kobiety, w skąpo odziany obiekt fantazji seksualnych sfrustrowanych amerykańskich mężów z lat 60. było najbardziej hipnotycznym przeżyciem od czasu, gdy zobaczyłem film "Obrzędy intymne" na zakończonej ostatnio wystawie Libery w Zachęcie, na którym to filmie Libera przez 12 minut przewija swoja niedołężną niewidomą babcię*.
















* Żeby ktoś mi nie zarzucił nierzetelności - w filmie tym jest też scena, jak jego babcia się kąpie i próbuje wstać po tym, jak spadła z łóżka (albo jak starała się oddać kał do nocnika - nie jest to do końca klarowne), ale pomyślałem, że powyższe zdanie wielokrotnie złożone nie wytrzyma już ani jednego słowa więcej.
Poniżej, psze Państwa, reklama.






















Piękna Pani z papierosem poleca nam pizzę z restauracji Pinokio znajdującej się obok naszego Hostelu.
















Pizza zajebista ziom,
A nie jakiś syf i złom
z Dominos, czy Pizza Hut.
Mówi Ci to gangsta, mówi ci to brat.
Jak nie masz kasy zabierz tacie.
"Raperska" mówią na nią na kwadracie.
Joł. HWDP! dwa zero jeden zero, ziąąą.
Pizza raperska składa się z bekonu i szpinaku i czegośtam jeszcze, pewnie sera. Jak widać, po jej zjedzeniu raczej rapperem się nie stałem, choć wydaje mi się, że do Waszki G. mało mi brakuje. Gdy już wracaliśmy do Warszawy, chłopaki zasmucili mnie, sugerując, że może po prostu "T" odpadło na tablicy z daniami i jest to pizza traperska. Ale na święte logo Ligatury ze stołu w Meskalu, jestem pewien, że to była pizza raperska!
No więc, podsumowując,
Ligatura jest fajna.
Nie wierzcie mi na słowo. Uśmiech Olgi odjeżdżającej do Warszawy zdradza pełną satysfakcję ze spędzonego w Poznaniu łikendu.















Jest to festiwal nastawiony nie na marketing, a na edukację. Różnorakie wystawy i spotkania, na tyle zróżnicowane, że znajdzie coś dla siebie laik, jak i profesjonalista. A giełda zepchnięta do podziemia. Wydaje mi się, że taka propozycja festiwalu może się sprawdzić. Czy brak stałego miejsca konsolidacji gości (poza Meskalem wieczorami) jest dobre i skłania ludzi do zwiedzania atrakcji, zamiast przesiadywać na giełdzie, czy jest jednak przeszkodą w objęciu festiwalu jako jednej całości? Na to w tej chwili odpowiedzieć nie potrafię. Poczekam z wyrobieniem sobie zdania do kolejnej edycji, którą na pewno znów z Olgą postaramy się odwiedzić.

4 komentarze:

Łukasz Mazur pisze...

Bardzo elo wpisik ziom.
Szacun na dzielni nieustanny.

Haku pisze...

No i rzeczywiście, staty podskoczą, bo i relacja ciekawa i foty "jedyne w swoim rodzaju" ;)

Anonimowy pisze...

ale żenujące całkiem jak prawdziwy polski hiphop.

WSZĘDOBYLSKI MIŚ pisze...

do wszystkich miłośników sztuki dobrej woli. jest fajna akcja w szalenie zacnej sprawie. warta przyłączenia się bez względu na różnice płciowe, religijne, czy te w politycznych zapatrywaniach.

cel – zebranie 100 000 podpisów pod petycją do premiera z apelem o przeznaczenie 1% (dosłownie: jeden procent) z budżetu na kulturę.

o bracia i siostry, co nie samym chlebem żyjecie, a telewizyjne igrzyska nie budzą uśmiechu na waszych pyskach! :)
połączmy się w tym czynie obywatelskim i pokażmy, że siła nas!
pod tym adresem można dowiedzieć się o szczegółach akcji:
http://obywatelekultury.pl/

albo np.:
http://galeriabrowarna.blogspot.com/2010/05/1-na-kulture.html

a tu można złożyć podpis:
http://obywatelekultury.pl/zloz-swoj-podpis/

przekażcie proszę dobrzy ludeczkowie tę wiadomość drogą blogowo-postowo-pantoflową do jak najszerszego grona odbiorców. a jeżeli wola gospodarzu, poświęć proszę dwa zdania tej akcji u siebie na blogu.
dzięki za uwagę i z góry przepraszam jeżeli zakłuciem jakąś harmonię w postach panującą.
pozdrawiam serdecznie z turbo szacunkiem
obywatel kultury
czyli jeden z was