BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

poniedziałek, 26 lipca 2010

Drogi pamiętniczku

Największa wada nie posiadania stałego dostępu do internetu? Że z powodu niemożności ciągłego surfowania po Wikipedii największy fan Deftonesów w Polsce (zacząłem ubierać się na czarno i przez wiele lat miałem bródkę pod wpływem teledysku Be quiet and drive) dowiaduje się dopiero teraz, że na wiosnę wydali nowy album! Chyba najbardziej popowa rzecz od czasu White Pony, ale i tak genialna. Poguję sobie od godziny przy Rocket Skates po pokoju ku zupełnemu niewzruszeniu psa.

***

Ostatnio gościnnie wystąpiłem w komiksie sieciowym Roberta "Bele" Sienickiego, The Movie (trzeba cofnąć się o jeden pasek). Skoro nie miałem w swoim komiksowym CV gościnnych występów, to jak Robert zaproponował mi udział, to rzuciłem się na to, jak Hitler na Polskę. Jest to też mój debiut w kolorze. Wciąż raczkuję jeśli chodzi o akwarelę na papierze, ale pierwsze koty za płoty.

***

Miesięczne poszukiwania pracy zakończone sukcesem. Będę pracował w dziale obsługi klienta w międzynarodowej renomowanej firmie, which is nice. Rękami i nogami broniłem się przed pójściem do agencji reklamowej, a nie mam tyle samodyscypliny, by jak Kajetan Wykurz łączyć frilancerstwo z autorską twórczością. Agencje to może dobry pomysł dla tych, którzy chcą się wyżyć twórczo, ale nie mają własnych określonych planów, ale zbyt wiele przykładów mamy w komiksowym grajdołku autorów, którzy poświęcając się pracy zawodowej zrezygnowali z tego, w czym są najlepsi. Dlatego podejście bibliotekarza Karola Kalinowskiego i sekretarki Olgi Wróbel wydaje mi się najsłuszniejsze. Wychodzę z pracy i nie ma telefonów od szefa, nie ma myślenia o projektach przed snem, nie ma przeciągających się kilka dni dedlajnów. Czysty podział. A tego potrzebuję.

Tym bardziej, że choć od dawna o tym nie pisałem, praca nad Zapętleniem wre. Mam skończony storibord końcówki prologu i pierwszej sceny pierwszego rozdziału, czyli jakieś 20 stron. Gdy je skończę, wraz z materiałem, który przygotowałem na dyplom, będzie tego 59 stron. A potem już z górki. Najbardziej męczyłem się z końcówką prologu, gdzie Herbert, Miłosz, Cynik i ja dywagujemy o paralelach między Bojaźnią i drżeniem Kierkegaarda, a jednostkowym życiem współczesnego człowieka. Po trzykrotnej lekturze książki, kilku godzinach spędzonych na oglądaniu wywiadów z poetami, przeczytaniu ich korespondencji i wwierceniu się do najgłębszych pokładów własnej podświadomości uważam, że napisałem jeden z najlepszych dialogów w swoim życiu. Teraz czas to narysować.

Zatem, do następnego! Auf wiedersehen.

5 komentarzy:

jaszczu pisze...

Podział - dudki za nierysowanie a rysowanie po godzinach dla przyjemności i realizowania tego co człowiekowi w duszy gra, również uważam za dobrą opcję. Kiedyś marzyła mi się praca w agencji reklamowej, ale po zrobieniu kilku komercyjnych zleceń mi przeszło.

kolec pisze...

wszystko ładnie, a wyobrażanie sobie Twojej miny, kiedy piszesz o najlepszym dialogu w życiu, bardzo poprawia mi humor

tO mY: pisze...

Deftones dobra płyta. You've seen the butcher to mój faworyt nad faworytami.

Paweł Łyczkowski pisze...

Ooooh, też oglądałes The Fast Show. Jego twórcy mają fajne niekonwencjonalne poczucie humoru.

Czarodziej XXI wieku pisze...

Owszem Deftones wydali krążek i to moim zdaniem bardzo dobry krążek:) "Diamond Eyes" i "Rocket Skates" są świetne, ale dla mnie najładniejsza jest "Sextape":)