BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

poniedziałek, 11 lutego 2008

Słów kilka o "Powidoku" i słów więcej o "Szanownym"

No i stało się. "Powidok" ujrzał światło dzienne. Już jest w Kawangardzie (bardzo miłym, cichym miejscu na Wilczej, gdzie teraz wiszą cudowne prace plastyczne), w Centrum Komiksu (wysiada się na stacji metra Pola Mokotowskie i idzie od centrum po stronie wschodniej ulicy z 5 minut aż się trafi do sutereny po swojej lewej), i w Gildii. Od jutra będzie w księgarni CSW, a w ciągu dwóch tygodni w Empikach.

Nie uznaję skończoności "dzieła" jakiegokolwiek. "Powidok" jest tylko iskrą rozpalającą dyskusję - nie o samym "Powidoku" (choć i takie też pewnie się odbędą), ale o tym, co w nim zawarte lub zasugerowane, a o czym można mówić w oderwaniu od komiksu.

O sprawach światopoglądowych będzie już niedługo. Dziś chciałbym zachęcić do lektury wydanego w styczniu komiksu p.t:

Szanowny
autorstwa Bartka Sztybora i Wojtka Stefańca. Wydany przez timofa. Zaraz będzie, że robię propagandę, bo to też i mój wydawca. Prawdę mówiąc wolałbym zacząć od jakiegoś nietimofowego komiksu, by nie być posądzanym o kumoterstwo, ale "Szanowny" domaga się recenzji, więc nie mam wyboru.

Komiks Sztybora i Stefańca to krótki, bo liczący zaledwie 24 strony zeszyt, ładnie wydany, na błyszczącym papierze, z nasyconymi barwami. Tekstu jest na 5 minut czytania i to przy pobieżnym oglądaniu. Tak mogłoby się wydawać, jeśli się podniesie "Szanownego" w Empiku. Radzę jednak bez przeglądania po prostu kupić, uciec w zaciszne miejsce i spędzić przynajmniej 2 kwadranse z tym dziełkiem.

Forma. "Szanowny" jest tradycyjnie malowany farbami, w sposób realistyczny. Choć otoczenie jest tylko zasugerowane, jak sceneria teatralna. Jak musi być pokazany stół, to jest, jak nie musi, to mamy pełne barw przestrzenie przypominające obrazy Turnera. Nie brak tu też kolażu i w pewnym momencie mrocznej ekspresji. W przeciwieństwie do wielu malowanych albumów, ruch jest płynny z kadru na kadr. I choć zdarzają się pewne niefortunne kiksy montażowe (np. na str. 2 barman zorientowany tak samo jak gość sugeruje, że to ta sama postać*, albo plansze 11/12, które wydają się rozkładówką, choć powinno się czytać każdą planszę od góry do dołu), to ogólnie jest nie dość, że bez zarzutu, to często bardzo efektywnie i -townie (str. 3, gdy z planu średniego przechodzi do psychologicznego planu bliskiego, a potem znów do średniego, przy czym postać wykonuje z lewego kadru do prawego widoczny obrót 180 stopni).

*autorzy mogliby powiedzieć, że mój zarzut jest bezpodstawny w świetle całej lektury i może w świetle całej lektury tutaj akurat nie ma błędu, ale wydaje mi się, że symbolika nie powinna szarpać gładko idącego toku akcji.

Plansze 8/9. Dla samej tej rozkładówki powinno się kupić ten komiks, a jeśli nie lubi się komiksów, to przykleić go do ściany i oprawić w ramki. Zapiera mi dech w piersiach, za każdym razem, gdy na to patrzę.

Treść. Zawarta jest tak w słowach, jak i w obrazie. Nie jestem fanem polskiej przypadłości abstrakcyjnych światów i oniryczności, które zbyt często są przykrywką na nieumiejętność napisania ciekawie o rzeczywistości. I znów powód, by nie czytać "Szanownego" w Empiku, by nie pozostać na takim wrażeniu. Tutaj formuła zeszytowa przysłużyła się historii. Dzięki niej można było uciec przed powierzchownością szortów i nie wplątywać się w poboczne wątki wymuszane przez format albumowy. Okazuje się, że pod powłoką onirycznego teatru mamy bardzo klarownie zarysowany motyw rozdarcia i spychania odpowiedzialności w zakamarki swojej psyche, co świetnie podsumowuje ostatnie zdanie komiksu, jak i pewne tropy ze sfery obrazowej, mianowicie rysunki na wnętrzu okładek. Dlatego pisałem o niebezpieczeństwach innych formatów, bo w dłuższym Bartek Sztybor mógłby ulec pokusie dorabiania motywacji konkretnego bohatera, tracąc na uniwersalności przekazu. A tutaj powstało coś unikatowego.

Konkluzja. "Szanowny" okazuje się jednym wielkim obrazem, tylko zamiast ganiać wzrokiem po płótnie, przewracamy kartki do przodu i do tyłu, by zobaczyć, że esencja tego komiksu nie leży w jego sekwencyjności. Raczej ta sekwencyjność jest jak spacer po spiralnej klatce schodowej aż do światła latarni.

Oryginalne podejście do medium ze strony obydwu autorów, uniwersalna treść, piękna forma i przystępna cena (15 zł) spokojnie pozwalają, a nawet nakazują mi polecić ten komiks właściwie każdemu, kto lubi nie tylko odbierać, ale i angażować sie w to, co odbiera.

1 komentarz:

Protazy pisze...

Nigdy jeszcze nie bawiłem się w opisywanie klatek komiksu. Podejrzewam, że to cały dział naukowo-artystyczny, z perspektywy którego ciężko jest w ogóle coś wydać :)

Zainteresowałeś mnie tym komiksem.