BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

środa, 26 marca 2008

O depresji Daniela Cha

Andrzej Wróblewski: "Rozstrzelanie V"

Wyszedłem wczoraj z trwającego miesiąc napadu depresji.

Nie miałem depresji już od ponad półtora roku, czyli od kiedy poznałem Oposową. Bywały chandry, złe dni, ale nie zupełne poddanie się.

Wystarczy mały impuls, a jeśli tych impulsów nazbiera się kilka w jednej chwili, to tragedia murowana. Najgorsze w tym jest fakt, że ma się wtedy więcej winnych, których można obarczyć tym, iż ma się świat gdzieś. Bo najczęściej człowiek jest nieświadom tego, że jest w depresji. Ja tak naprawdę zauważyłem dwa dni temu, kiedy zaczęły mi do głowy przychodzić bardzo niepokojące myśli. I wtedy dopiero spojrzałem na ostatnie kilka tygodni i co ja przez nie uczyniłem.

Zostałem notorycznym kłamcą, by inni dali mi spokój. Siedziałem po 4, 5 godzin dziennie gapiąc się w statystyki na blogu, czy przeglądając stare komiksy, albo co gorsza, mój komiks, gromadząc zaległości na Akademii i w pracy. Nie odbierałem telefonów, gdyż nie miałem na nie siły. Kiedy wreszcie komuś udało się ze mną skontaktować, mówiłem, że nie mogłem odebrać, bo jestem strasznie zajęty.

W pewnym momencie przestałem pracować, przestałem robić cokolwiek na Akademię, zaniedbałem swój związek. I tłumaczyłem wszystkim, i sobie, że to dlatego, że praca ogranicza, Akademia bez sensu, w związku zbytnio się różnimy. A że niestety jestem jako tako inteligentny, potrafiłem to tak wyargumentować, że nikt nie zauważył, iż jedynym powodem mojego braku zaangażowania byłem ja sam.

Pewnego dnia wszystkim zacząłem mówić, jak to nareszcie wyszedłem z tego marazmu, jak opuścił mnie strach przed wszystkimi tłamszącymi mnie rzeczami. Mówiłem o tym radośnie. Teraz dopiero widzę, że tego dnia już zupełnie przestało mi na czymkolwiek zależeć, moja radość była radością nihilisty, któremu cała odpowiedzialność za życie swoje i innych spada z barków.

Pokój zaczął wyglądać jak komora zsypowa, bo po co odkładać cokolwiek na miejsce, a podczas wszystkich tych dni przeglądania starych rzeczy powyjmowałem z szaf prawie wszystko, co w nich było. Dezodorant się skończył. Zbyt daleko iść do sklepu.

Przez cały ten czas moja druga połowa wciąż o mnie walczyła. I udało się. Wracam do życia, odrabiam zaległości. Niektórych zaprzepaszczonych spraw już nie odrobię, straconego zaufania u niektórych też już nie odrobię. A nawet jeśli, to zostanie niesmak.

Po co o tym piszę? Bo tak łatwo stracić kontrolę i tak łatwo zniszczyć sobie życie. Tutaj była to depresja. Ale można to słowo zamienić na narkotyki, alkohol (który też jest narokotykiem), itd, itp. A gdybym nie miał Oli i wyłowiono by mnie za kilka dni z Wisły, to mówiliby wszyscy - Przecież on taki miły chłopak, taki roześmiany, nikt by nie podejrzewał... I faktycznie, w ciągu ostatniego miesiąca przebiłem się jako autor dość dobrze przyjętego komiksu, poznałem całą masę fantastycznych osób, zorganizowałem wystawę fotografii dla znajomych, byłem na plenerze, gdzie się żywo udzielałem... A to wszystko to były małe wybuchy wysiłku, by zatuszować przed wszystkimi, że się pogrążam.

A teraz wezmę te wszystkie doświadczenia, dorzucę kilka innych i zrobię na ich podstawie komiks. Tak jak zrobiłem z "Powidokiem". Za 22 złote kupujecie prawie cztery lata kradzieży i wykorzystywania innych ludzi. Ile to razy podczas najokropniejszych świństw, jakie innym robiłem, myślałem: Tak! To się idealnie da przerobić na komiks! A potem mogę lapidarnie powiedzieć: A, ja tak trochę korzystam z tego co przeżyłem, trochę z tego co zobaczyłem, i też z tego, co przeczytałem. A inni mówią: Fajnie, fajnie. I dobrze.

Na Wraku można przeczytać:

Następnym komiksem Daniela Chmielewskiego ma być ponad 300-stronicowe "Zapętlenie". Tematyka albumu (czy też rozprawy filozoficznej) ma obracać się dookoła gestu, znaku, wspólnoty i autonomii.

Już mam zaplanowany cały komiks (mniej lub więcej), powoli zbieram cytaty, nadrabiam zaległości w literaturze, zaczynam na własną rękę krótki kurs z pewnych zagadnień psychologicznych. I przede wszystkim zaczynam żmudny proces cenzurowania. Bo druga połowa komiksu, w kształcie, jaki mam w głowie, byłaby nie do zniesienia przez kilka bliskich mi osób. Pamiętam, jak skończyłem "Inny Świat" Herlinga-Grudzińskiego. W ostatnim rozdziale książki odwraca się plecami do znajomego z obozu, który dopuścił się okropieństwa w trosce o swoje życia i przychodzi do autora, wierząc, że ten mu przebaczy w imieniu skrzywdzonych. Pomyślałem: Hipokryto! Sam tak pewnie zrobiłeś, a teraz się wybielasz?! Odwracasz plecami?! Poczułem pogardę. Ale widocznie tak trzeba. Widocznie to jest jedyne wyjście, jak chce się mieć życie.

Bo ważniejsi dla mnie są moi bliscy, niż jakiś komiks. Mimo, że ja i moi bliscy możemy jutro umrzeć, a komiks (jak to nędznie brzmi - komiks. Książka! Och! Ale komiks?) zostanie i kiedyśtam, gdzieśtam komuś zmieni życie.

Długa to i bolesna lekcja, że ważniejsze jest tu i teraz, niż jakiś uniwersalny absolut. Ale żaden absolut nie zabierze mnie na spacer. Nie przytuli. Nie uśmiechnie się do mnie, jak Pani Oposowa. Banał. I dobrze. Niebanały zostawię dla komiksu i absolutów. Ale to za jakiś czas. Teraz jednak banalnie się pouśmiecham przy Oposowej.

4 komentarze:

Maciej pisze...

Od dziś masz zakaz słuchania Joy Division!

Daniel Chmielewski pisze...

Cieszę się, że nie poszedłem na ten film wtedy! To by dopiero było!

Anonimowy pisze...

Pozdrawiam Cię, Danielu. Normalnie, walcz z choróbskiem, jakie choróbsko się ma, z takim trzeba walczyć. Ja też walczę z choróbskami i nie poddaję się. Pozdrawiam jeszcze raz.

Siegfried pisze...

hmm... czasami mam tak samo, z tym ze u mnie sie to objawia przede wszystkim totalnym lenistwem zawodowo-hobbistycznym (najlepszy przyklad - moj blog lezacy odlogiem)

cale szczescie ze nie mam zadnych durnych mysli, tj jezeli mam to zaraz wiem ze cos jest nie w porzadku - najczesciej kupuje wtedy jakas nowa zabawke/gre lub zaczynam sie uczyc czegos nowego - pomaga zapomniec. znajomi tez pomagaja, jezeli tylko sie im powie co i jak. mozna tez przyjrzec sie problemom innych ludzi - najczesciej nasze wlasne to pikus w porownaniu do powaznych sytuacji.
pozdrawiam i trzymaj sie!