BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

poniedziałek, 15 września 2008

Koniec i początek

Właściwie nie chce mi się tego wpisu robić, ale pomyślałem, że warto mieć w archiwum notkę o okładce Powidoku, i jednocześnie chcę jakimś akcentem zamknąć ten rozdział w moim życiu, jakim jest mój debiut. Ale przedtem...

***

Ostatnio głośno o tragedii w Kutnie, gdzie mężczyzna zabił swoich trzech synów, a potem popełnił samobójstwo. Albo był koneserem greckiego dramatu i chciał zostać męską Medeą, albo nie wytrzymał presji życia. Dla tych, którzy rozważają jak zupełnie zwyczajny człowiek doprowadza się do takiego czynu, polecam obejrzenie filmu Rainera Wernera Fassbindera - Dlaczego Pan R. oszalał? Nakręcony jest paradokumentalnie, jak Amator Kieślowskiego i wstrząsa. Nie wiem co to za cyniczny trend, że ludzkie tragedie wyzwalają we mnie chęć pisania o literaturze albo filmie. Widocznie nie potrafię z pełną powagą podchodzić do wiecznie powtarzających się pewnych ludzkich czynów i wiecznego szoku otoczenia. Uczą nas bzdur o tym, że są ludzie dobrzy i źli, a potem kochany przez swoich synów Tatuś zabija swoją rodzinę i nikt nie potrafi pojąć dlaczego.

***

Odchodząc od tak posępnych tematów, i wracając do meritum. Niedawno ukazała się kolejna recenzja Powidoku autorstwa Pauli Porowskiej. Miło mi się zrobiło, bo jest to jej dziennikarski debiut (przynajmniej na serwisie Młoda RP). Na dodatek recenzja bardzo zgrabnie napisana, erudycyjnie, ale zwięźle; widać, że autorka odrobiła swoją pracę domową. Jedynym niedociągnięciem jest literówka, która w tak krótkim tekście nie ma prawa bytu. Zawsze powinno się czytać to co się gdzieś publikuje trzy razy (blog można dwa razy, bo jest mniej formalny).

***

Również niedawno Jarek Obważanek napisał w 51. KaZecie, w felietonie Komiksowa kawa: Niezłą okładkę do Serca wilkołaka za Przemysława Chojnackiego zrobił Daniel Chmielewski. Klimatyczna, na temat, wyraźnie nawiązuje do klasyki i jednocześnie puszcza oko do fanów gatunku (oko puszcza modelka, żeby nie było, że okładka sama z siebie ma jakieś oczy). Co ciekawe, Chmielewski do swojego własnego komiksu zrobił okładkę wyjątkowo marną. To zresztą wyraźny dowód na to, że niejeden autor kompletnie nie liczy się z opakowaniem swojego towaru - narysował komiks, pracował nad nim miesiące, lata, po czym w jeden wieczór, na kolanie zrobił byle jaką okładkę.

Dziękuję za słowa uznania za Serce wilkołaka. Co do Powidoku, chciałbym się w tym miejscu podzielić historią powstania okładki.

Kulturze Gniewu w 2007 wysłałem inną wersję (nie licząc pierwszej, faktycznie na kolanie robionej - gdyby ktoś kiedyś znalazł i chciał wytknąć). Wiedziałem, czego nie chciałem.

- Nie chciałem typowej, dwukolorowej okładki z prostym rysuneczkiem (vide Blankets, Deszcz, Niebieskie Pigułki)
- Nie chciałem rozbuchanej wizualnie mozaiki a la Oczy Tanatloca, choć wydawałoby się, że coś takiego pasuje do mozaikowego komiksu.
- Nie chciałem w ogóle komiksowej okładki, raczej coś, co by pasowało do tomiku wierszy, albo na okładkę albumu muzycznego.

Myślałem o tym, że skoro Powidok jest zbiorem cytatów, niech zacznie się od cytatu, czyli od obrazu Gierowskiego (przedstawiłem kilka jego prac w ostatnim wpisie). A tu jest rozważany dla okładki obraz, pt. CLXIV (malarz od lat 50. nazywa, czy raczej numeruje, wszystkie swoje obrazy liczbami rzymskimi):

Ale po pierwsze byłyby pewnie problemy prawne lub finansowe z tym związane, nawet jeśli dałoby się coś wskórać przez znajomości. Po drugie, wewnątrz znajduje się łanszot pt. Przeciw abstrakcji, a na wysyłaniu tak sprzecznych sygnałów bez wytłumaczenia dlaczego mi nie zależało.




Więc z pomocą Pani Oposowej stworzyłem takie coś:


Ni to abstrakcyjna, ni to figuratywna forma. Do tego nie ostra. Dla mnie idealnie współgrająca z istotą komiksu - czyli jak relatywnie wszystko postrzegamy i jak niepełnie. Niektórzy widzieli tu kobietę, inni ptaka, inni gladiatora. A było to nic innego, niż zdjęcie chmur nad Mińskiem Mazowieckim.




Tak wygląda okładka w inwersji:


Kiedy timof dostał mój komiks, powiedział, że okładka jest za mało okładkowa i poprosił o zmianę. Poprosił też o dorobienie trzech stron w Epilogu, by był symetryczny ilością stron z częścią główną.

Zauważyłem wtedy, jak istotną, nawet jeśli trzecioplanową, rolę gra w tym wszystkim tramwaj. Nie dość, że w Warszawie jest to jedyna sensowna forma transportu, zwłaszcza w godzinach szczytu, to tramwaje są moją ulubioną czytelnią, obserwatorium mód i zachowań ludzkich jak i miejscem rozmyślań.

W tym czasie zachwyciłem się okładką Year Zero zespołu Nine Inch Nails. Jej przypadkowym charakterem. Postanowiłem do tego nawiązać.
By wydobyć ten charakter, potrzebne było zdjęcie, więc zaprosiłem do współpracy swojego bliskiego znajomego, Krzysztofa Kasprzaka.

Już wcześniej wykonaliśmy z nim zdjęcia do tyłu komiksu. Plan na tylną okładkę był prosty: Ja w pozie zbuntowanego młodego poety stojący na tle swojego wierszyka ulicznego, napisanego nieopodal Zachęty. Ale ktoś w przeddzień sesji wierszyk zamalował, więc po godzinie poszukiwań znaleźliśmy blaszane płotki wzdłuż schodów przy Akademii Muzycznej. Tam szybko nabazgrałem znów wierszyk i zapozowałem. Ale Krzyśkowi to nie wystarczyło i kazał mi robić idiotyczne rzeczy, jak skakać, machać rękami, biegać w tę i wewtę. Gdy przejrzeliśmy wynik sesji, nasunęło mi się skojarzenie z pewnym wspaniałym zabiegiem zastosowanym w albumie Hatful od Hollow zespołu The Smiths. Tam, pod koniec książeczki z tekstami mamy zdjęcie Morrisseya:


















Odwracamy stronę i:

















To samo zrobiliśmy w moim komiksie. Na tylnej okładce jest rozszalały ptakoczłek (zakrywający swoją głową wulgarny wyraz, by nikt się w sklepie nie czepiał), a gdy otwieramy do wnętrza, widzimy zdezorientowanego faceta, który wygląda jakby dostał obuchem po głowie.

Wracając do przedniej okładki - żeby nie wyszło komiksowo, umiejscowiłem żywego człowieka na pierwszym planie. W myśl okładki do albumu muzycznego - siebie. By jednak zaznaczyć komiksowość, Annę dałem rysowaną. Przypadkowy charakter został zachowany - nie stykamy się wzrokiem, nie tworzymy zwartej, centralnej grupy, uchwycona jest i idea rozmycia fikcji i realności, jak też przypadkowości, które przewijają się przez cały Powidok.

***

Tyle tego. Koniec. Pięć lat od kiedy zacząłem, zamykam ten rozdział raz na zawsze. W nowym Ziniolu będziecie mieli okazję przeczytać mój nowy, pięciostronicowy szort. Jest to obyczajowy komiks rysowany zupełnie inaczej, niż to, co dotychczas zrobiłem. Nie wiem jak zostanie przyjęty. Pożyjemy, zobaczymy...

1 komentarz:

jaszczu pisze...

Fajno, że będzie coś nowego od Ciebnie w Ziniolu. Szykuje się numer z dobrymi komiksami.