Jeśli już zdążyliście przekląć się za nie bycie na Bałtyckim Festiwalu Komiksowym po lekturze relacji Karola, Unki, Olgi, Mateusza, Tomka, Piotrka i Wojtka to jeszcze ja dorzucę swoje trzy grosze, bo lubię kopać leżącego.
Impreza, choć kameralna, była zorganizowana w pełni profesjonalnie. W jednej sali odbywały się wykłady, w drugiej warsztaty, w trzeciej rozdawano autografy i przeprowadzano wywiady, a piętro wyżej znajdowała się giełda. Przestrzeń biblioteki była idealnie dopasowana do celu. Nie było mowy o spotkaniach w małej klitce za toaletami, jak to bywa na WSK. Prelegenci mieli do dyspozycji mikrofony, rzutniki, laptopy, sztalugi i Bogdana z jego ekipą, którzy czuwali, by nie było żadnych technicznych ani logistycznych problemów.
Dzięki temu, że organizatorzy postawili w dużej mierze na młodych, którzy mieli przygotować autorskie warsztaty i wykłady, nie było mowy o nudzie. Spotkania z rodzimymi twórcami, które przybierają formę jedynie wywiadu przed publicznością są wtórne wobec tego, co czytelnicy już od dawna wiedzą z blogów i serwisów, a i pytania zazwyczaj są bezpieczne, a odpowiedzi nic nie wznoszące. Formuła wykłado-warsztatów pozwoliła na przekazanie publiczności ogromnego bagażu nowej wiedzy, jak i na większą interakcję między opowiadającym, a słuchaczami. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, gdy na prezentacji Karola Kalinowskiego publiczność wchodziła w dyskusję, a nie siedziała w milczeniu, jak to zazwyczaj bywa.
Dzień później na moim wykładzie z kompozycji w komiksie miałem największą w dotychczasowej karierze publiczność (a odbywało się to o 10 rano! Po interparty!), a na warsztat stawiła się grupa o wiele większa, niż przewidywałem . Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż przygotowałem dość wymagające ćwiczenia warsztatowe, gdzie uczestnicy dostali fragment scenariusza i niezależnie od talentu plastycznego mieli zakomponować ten tekst w formie obrazowej na planszy. Sami mieli zdecydować ile kadrów dadzą, jakie informacje ze scenariusza przekażą, a z których zrezygnują. Wszyscy spisali się świetnie, prezentując bardzo zróżnicowane rozwiązania, nad którymi wspólnie dyskutowaliśmy.
Jak już napisali inni goście festiwalu - zadbano o nas, jak byśmy byli zagranicznymi vipami. Na piątkowym wernisażu wystawy Komiks japoński - bogactwo stylów, bogactwo treści czekał na nas stół pełen tradycyjnych japońskich potraw. Sama wystawa odbyła się w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, w której wyżej prezentowane były bardzo ciekawe prace współczesnych twórców. Sobotni obiad w innej bibliotece był tak wykwintny, że aż czułem się nie na miejscu. Radek Bolałek na Interparty co chwila podbiegał do nas, by sprawdzić, czy jesteśmy kontent. Zdaję sobie sprawę, że w dużej mierze ta gościnność była wynikiem kameralności imprezy i w późniejszych latach, gdy będzie się rozrastała, już nie będzie jak tak dbać o wszystkich. Ale przecież nie chodzi o wytrawne obiady, a o te drobne, a ważne gesty. To, że idąc na swój wykład nie muszę się obawiać, że będzie półgodzinna obsuwa, bo komputer nie chce działać. To, że organizator osobiście wymienia kilka zdań z każdym z uczestników. To, że choć pewnie za kulisami było wiele stresu w dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik, ani Radka, ani Magdę, ani Bogdana i jego asystentów nie opuszczał dobry humor, który udzielał się wszystkim innym. Oczywiście w tym miejscu również muszę pozdrowić panie ze stoiska Unii Europejskiej, które stały przy wejściu na imprezę, ale integrowały się z nami jakby były częścią naszej ekipy, a nie płatnymi propagatorami molocha, który finansuje festiwal.
Jedyne zastrzeżenia mam do bitwy komiksowej, która była zorganizowana ad hoc. Sztalugi były wetknięte w róg Irish Pubu, jedna oparta o ścianę pod takim kątem, że trudno było dojrzeć co uczestnik narysował. Prowadzący, Bartek Sztybor, nie miał mikrofonu, przez co jego funkcja ograniczała się wyłącznie do prezentowania swojej urody i przekazywania rysownikom tematów. Czuję również, że Guy Delisle i David Lloyd, zagraniczni goście, którzy wzięli udział w bitwie, czuli się trochę zagubieni, zwłaszcza ten pierwszy, bo Lloyd po prostu dał popis warsztatowy. Tradycyjna formuła bitwy, gdzie wymyślane są dość abstrakcyjne hasła-tematy działa wśród młodych. Jestem pewien, że Mawil, gdyby był, bez problemu by sobie poradził. Wśród starszych, nie do końca rozumiejących specyfikę konkursu i będący pod wielkim ciężarem bariery językowej i kulturowej, lepiej byłoby dawać bardziej konkretne tematy, jak to bywa na MFK, gdzie jest jasny cel - narysować Miss Festiwalu. Przemyślenia te są wypadkową moich rozmów z Wojtkiem Stefańcem i Tomkiem Pstrągowskim.
Teraz, żeby już Was nie męczyć, a może właśnie pomęczyć psychicznie - fotorelacja. Zapewne na serwisach pojawią się zdjęcia z oficjalnych spotkań, ja kontynuuję tradycję pozostałych gości i zamieszczę galerię kuluarów imprezy.
BFK - FOTORELACJA
W piątek zainspirowani wystawami współczesnej fotografii i video-artu w Łaźni, postanowiliśmy przygotować performance. Tutaj kulminacyjny moment pracy pt. Pasja 2, gdzie Bartek Sztybor wchodzi w dialog ze znaną wystawą gdańskiej twórczyni - Doroty Nieznalskiej. Zaraz nastąpi odsłonięcie genitaliów.

*
W sobotę Unka Odya zabrała mnie do byłych zakładów mięsnych, tak zwanej Rzeźni. Teraz są to tylko ruiny. Ale jakie! Ogromne hale, z których największe wrażenie robi ta, cała spalona od wewnątrz.

*
Rzeźnię, poza gdańską młodzieżą odwiedziły już takie osobistości jak Czesław Miłosz, który popełnił okolicznościowy wrzut,

*
jak i Kajetan Wykurz, który wyskrobał swoją ksywkę na piątym piętrze jednego z budynków.

*
Unka zabrała mnie również na Akademię Sztuk Pięknych. Nie mogłem wiele zobaczyć, bo trwały egzaminy wstępne, ale pierwsze wrażenie ekspozycji, jak i samego budynku o wiele bardziej pozytywne, niż w mojej rodzimej uczelni. Dziękuję Ci, Unko, za wycieczkę i za linoryt Bazyliszka. Jak go tylko zawieszę w pokoju, to podzielę się z gośćmi Pubu tą piękną pracą.
*
Dużo czasu spędzaliśmy na pogawędkach w letniej rezydencji TeO. Awangardowa architektura nawiązująca do słynnego Domu nad wodospadem Franka Lloyda Wrighta, ale jeszcze bardziej ekstremalnie asymilująca przestrzeń człowieka z otaczającą go naturą (vide brak dachu). Na zdjęciu od lewej: Piotr Nowacki, Olga Wróbel, Łukasz Mazur, Łukasz Babiel, Karol Kalinowski i Bartosz Sztybor.

*
Arbuzowa róża była centralnym elementem dekoracyjnym podczas sobotniego obiadu w bibliotece. Jak zdradził kucharz, różę wyciął nożem tajskim w 20 minut, bo czas go gonił i nie do końca jest zadowolony z efektu. I beg to differ.

*
Obiad jedliśmy na stojąco lub rozlokowani na schodach na wygodnych pufach. Paweł Timofiejuk ukontentowany po skończeniu kolejnej pysznej porcji, Karol powoli delektujący się swoim posiłkiem, w tle Unka i Zuza Kochańska tworzą ranking facetów zebranych w bibliotece. Olga dyplomatycznie milczy.

*
Bitwa komiksowa w Irish Pubie. Tomek Pastuszka i David Lloyd. Penetrujące spojrzenie Anglika wciąż śni się biednemu komiksiarzowi z nad Wisły po nocach.

*
Temat: From Hell. Praca Tomka została zasztyletowana przez rysunek współtwórcy V jak Vendetta.

*
Fatum lewej sztalugi ciąży tym razem nad Guyem Delisle, który półtorej minuty od startu bitwy wciąż stoi sparaliżowany, nie wiedząc jak poradzić sobie z horror vacui.

*
Temat brzmiał Kroniki polskie. Guy narysował bezradność, jaką poczuł zerkając przez ramię Piotrka. Twórca Kwazia zatopił swojego przeciwnika w półlitrówce czystej.

*
Bolesna nauczka. Po bitwie Kaczyński kontra Obama zrozumiałem, że kpienie z własnego prezydenta jest w porządku, ale nie gdy idzie to wespół z gloryfikacją innego. Piotrek z kolei wiedział, żeby posypać każdą głowę państwa szczyptą ironii i bezproblemowo przeszedł dalej, by ostatecznie zostać zwycięzcą całego turnieju. Gratuluję, Piotrze!

*
Rednex i niezapomniany przebój Cotton Eye Joe! Na pierwszym planie Szymon Holcman i Jacek Jastrzębski aka Ystad sprawdzają kto potrafi wyżej podnieść kolano, na drugim planie Karol i Łukasz oddają się beztroskim harcom, a w tle Ania, partnerka Wojtka Stefańca, jest pod jego nieobecność molestowana przez timofa.

*
Gdy poleciały pierwsze nuty Greka Zorby, znikły wszystkie odruchy lokalnego nacjonalizmu i Gdańszczanie zaprosili komiksiarzy do jednego, pulsującego braterską miłością kręgu. TeO, timof i Olga czujący good vibes.

*
Zbiorowy portret alegoryczny. Mężczyźni, myśliciele, przedstawiają racjonalną część osobowości ludzkiej. Kobiety, uosobienie ludycznego, sensualnego pierwiastka, oddają się ekstatycznemu podrygiwaniu w rytm muzyki. Od lewej: Unka, Mateusz Skutnik, Bartek, Szymon, Łukasz, Karol, Zuza.

*
Jedyne zdjęcie z naszego hostelu znajdującego się nieopodal mostu bliźniaczo podobnego do warszawskiego mostu Świętokrzyskiego. Chyba, że to jeden z transformersów przybrał taką postać, będąc w zmowie z kelnerem-terminatorem. Na Waszym miejscu w najbliższym czasie trzymałbym się od Gdańska daleko. Na zdjęciu widzimy, jak Piotrek heroicznie odsuwa Olgę z linii strzału pochylonego Bartka. TeO, zgodnie z tym co uczyli na przysposobieniu obronnym, stoi we framudze drzwi. Do Szymona tymczasem powoli dochodzi nieunikniony tragizm jego położenia.
Enigmatyczny Wojciech Stefaniec w pełnej krasie. Oczywiście bez jeszcze bardziej enigmatycznego brata, Stefana.

*
Guy Delisle siedzący przy stole i rysujący Guya Delisle'a rysującego przy stole Guya Delisle'a rysującego przy stole Guya Delisle'a rysującego przy stole...

*
Gdy Karol zajęty jest autografowaniem dla tych hien, co to niby trzymali się z nami po koleżeńsku, a potem, gdy już byliśmy na rauszu, wyciągnęli kartki, albumy i przybory do rysowania, Olga wpada na pomysł, co dalej narysuje w komiksie zbiorowego autorstwa, jaki powstawał tamtego wieczoru.

*
Unka pod takim wrażeniem idealnych cartoonowych oczu, jakie właśnie narysował Piotrek, że aż jej mowę odjęło i usta zespoliło.

*
Ystad, który żyje z kupowania komiksów, spędza czas na dokładnym przemyśleniu niedzielnych inwestycji.
(zdjęcie niedostępne)
*
Specjalne bonusowe zdjęcie na pulpit wszystkich pań. Goły tors Łukasza B. i jego przenikliwe spojrzenie. A może to światłowstręt spowodowany fleszem. Och, a gdybyście widziały jak Łukasz tańczył Makarenę, trzymając koszulkę na nadgarstkach, jak kajdanki. Resztę zostawiam Waszej wyobraźni.

*
Mateusz i Bartek. Między nimi papieros, niby miecz w Tristanie i Izoldzie, mający chronić ich przed grzechem. Ale cóż to za iskierki czają się w ich oczach? Cóż za diaboliczne plany oni knują? Doprawdy - nie wiem.
*
W sobotę Unka Odya zabrała mnie do byłych zakładów mięsnych, tak zwanej Rzeźni. Teraz są to tylko ruiny. Ale jakie! Ogromne hale, z których największe wrażenie robi ta, cała spalona od wewnątrz.
*
Rzeźnię, poza gdańską młodzieżą odwiedziły już takie osobistości jak Czesław Miłosz, który popełnił okolicznościowy wrzut,
*
jak i Kajetan Wykurz, który wyskrobał swoją ksywkę na piątym piętrze jednego z budynków.
*
Unka zabrała mnie również na Akademię Sztuk Pięknych. Nie mogłem wiele zobaczyć, bo trwały egzaminy wstępne, ale pierwsze wrażenie ekspozycji, jak i samego budynku o wiele bardziej pozytywne, niż w mojej rodzimej uczelni. Dziękuję Ci, Unko, za wycieczkę i za linoryt Bazyliszka. Jak go tylko zawieszę w pokoju, to podzielę się z gośćmi Pubu tą piękną pracą.
*
Dużo czasu spędzaliśmy na pogawędkach w letniej rezydencji TeO. Awangardowa architektura nawiązująca do słynnego Domu nad wodospadem Franka Lloyda Wrighta, ale jeszcze bardziej ekstremalnie asymilująca przestrzeń człowieka z otaczającą go naturą (vide brak dachu). Na zdjęciu od lewej: Piotr Nowacki, Olga Wróbel, Łukasz Mazur, Łukasz Babiel, Karol Kalinowski i Bartosz Sztybor.
*
Arbuzowa róża była centralnym elementem dekoracyjnym podczas sobotniego obiadu w bibliotece. Jak zdradził kucharz, różę wyciął nożem tajskim w 20 minut, bo czas go gonił i nie do końca jest zadowolony z efektu. I beg to differ.
*
Obiad jedliśmy na stojąco lub rozlokowani na schodach na wygodnych pufach. Paweł Timofiejuk ukontentowany po skończeniu kolejnej pysznej porcji, Karol powoli delektujący się swoim posiłkiem, w tle Unka i Zuza Kochańska tworzą ranking facetów zebranych w bibliotece. Olga dyplomatycznie milczy.
*
Bitwa komiksowa w Irish Pubie. Tomek Pastuszka i David Lloyd. Penetrujące spojrzenie Anglika wciąż śni się biednemu komiksiarzowi z nad Wisły po nocach.
*
Temat: From Hell. Praca Tomka została zasztyletowana przez rysunek współtwórcy V jak Vendetta.
*
Fatum lewej sztalugi ciąży tym razem nad Guyem Delisle, który półtorej minuty od startu bitwy wciąż stoi sparaliżowany, nie wiedząc jak poradzić sobie z horror vacui.
*
Temat brzmiał Kroniki polskie. Guy narysował bezradność, jaką poczuł zerkając przez ramię Piotrka. Twórca Kwazia zatopił swojego przeciwnika w półlitrówce czystej.
*
Bolesna nauczka. Po bitwie Kaczyński kontra Obama zrozumiałem, że kpienie z własnego prezydenta jest w porządku, ale nie gdy idzie to wespół z gloryfikacją innego. Piotrek z kolei wiedział, żeby posypać każdą głowę państwa szczyptą ironii i bezproblemowo przeszedł dalej, by ostatecznie zostać zwycięzcą całego turnieju. Gratuluję, Piotrze!
*
Rednex i niezapomniany przebój Cotton Eye Joe! Na pierwszym planie Szymon Holcman i Jacek Jastrzębski aka Ystad sprawdzają kto potrafi wyżej podnieść kolano, na drugim planie Karol i Łukasz oddają się beztroskim harcom, a w tle Ania, partnerka Wojtka Stefańca, jest pod jego nieobecność molestowana przez timofa.
*
Gdy poleciały pierwsze nuty Greka Zorby, znikły wszystkie odruchy lokalnego nacjonalizmu i Gdańszczanie zaprosili komiksiarzy do jednego, pulsującego braterską miłością kręgu. TeO, timof i Olga czujący good vibes.
*
Zbiorowy portret alegoryczny. Mężczyźni, myśliciele, przedstawiają racjonalną część osobowości ludzkiej. Kobiety, uosobienie ludycznego, sensualnego pierwiastka, oddają się ekstatycznemu podrygiwaniu w rytm muzyki. Od lewej: Unka, Mateusz Skutnik, Bartek, Szymon, Łukasz, Karol, Zuza.
*
Jedyne zdjęcie z naszego hostelu znajdującego się nieopodal mostu bliźniaczo podobnego do warszawskiego mostu Świętokrzyskiego. Chyba, że to jeden z transformersów przybrał taką postać, będąc w zmowie z kelnerem-terminatorem. Na Waszym miejscu w najbliższym czasie trzymałbym się od Gdańska daleko. Na zdjęciu widzimy, jak Piotrek heroicznie odsuwa Olgę z linii strzału pochylonego Bartka. TeO, zgodnie z tym co uczyli na przysposobieniu obronnym, stoi we framudze drzwi. Do Szymona tymczasem powoli dochodzi nieunikniony tragizm jego położenia.
A teraz
galeria portretów
wybranych uczestników (reszta nie nawinęła się przed aparat, gdy naciskałem spust).
galeria portretów
wybranych uczestników (reszta nie nawinęła się przed aparat, gdy naciskałem spust).
Enigmatyczny Wojciech Stefaniec w pełnej krasie. Oczywiście bez jeszcze bardziej enigmatycznego brata, Stefana.
*
Guy Delisle siedzący przy stole i rysujący Guya Delisle'a rysującego przy stole Guya Delisle'a rysującego przy stole Guya Delisle'a rysującego przy stole...
*
Gdy Karol zajęty jest autografowaniem dla tych hien, co to niby trzymali się z nami po koleżeńsku, a potem, gdy już byliśmy na rauszu, wyciągnęli kartki, albumy i przybory do rysowania, Olga wpada na pomysł, co dalej narysuje w komiksie zbiorowego autorstwa, jaki powstawał tamtego wieczoru.
*
Unka pod takim wrażeniem idealnych cartoonowych oczu, jakie właśnie narysował Piotrek, że aż jej mowę odjęło i usta zespoliło.
*
Ystad, który żyje z kupowania komiksów, spędza czas na dokładnym przemyśleniu niedzielnych inwestycji.
(zdjęcie niedostępne)
*
Specjalne bonusowe zdjęcie na pulpit wszystkich pań. Goły tors Łukasza B. i jego przenikliwe spojrzenie. A może to światłowstręt spowodowany fleszem. Och, a gdybyście widziały jak Łukasz tańczył Makarenę, trzymając koszulkę na nadgarstkach, jak kajdanki. Resztę zostawiam Waszej wyobraźni.
*
Mateusz i Bartek. Między nimi papieros, niby miecz w Tristanie i Izoldzie, mający chronić ich przed grzechem. Ale cóż to za iskierki czają się w ich oczach? Cóż za diaboliczne plany oni knują? Doprawdy - nie wiem.

Zdjęcie wykonał Mateusz Skutnik. Nagrodą w konkursie jest autograf Dupy w zapachoszczelnym pojemniku*.
* Dupa zastrzega sobie prawo zrezygnowania z przyznania nagrody.
* Dupa zastrzega sobie prawo zrezygnowania z przyznania nagrody.



