BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

środa, 23 września 2015

Pożegnanie przyjaciela


5 komentarzy:

Dyzjuszowa pisze...

Bardzo, ale to bardzo mi przykro. My Reksia pożegnaliśmy w 2011 roku, miał 13 lat, nowotwór. Również borykaliśmy się z podobnym dylematem - kontynuować leczenie, które nie dość, że kosztowne, to nie daje gwarancji wyleczenia a tylko wydłuża cierpienia psa, czy zlitować się nad nim i pozwolić mu odejść. Wybraliśmy to drugie. Tata płakał jak dziecko, trzymając go za łapę gdy lekarz robił zastrzyk.

Uważam, że - jeżeli rodzina należy do tych ucywilizowanych, mających do zwierząt stosunek podobny jak do ukochanych bliskich - odejście ukochanego zwierzęcia, które było z rodziną kilka(naście) lat, zawsze wiąże się z bardzo trudnym czasem (zastanawiam się, czy nie użyć słowa "żałobą"). My śmierć Reksia przeżyliśmy bardzo. Ba, do dzisiaj oglądając zdjęcia czy filmy z nim w rodzinnym archiwum, zdarza mi się rozpłakać. Tak już jest, daję sobie na to zgodę. I żal mi ludzi, którzy traktują po macoszemu swoich pupili, nie dbają o nich, nie chodzą do weterynarza, nie obdarzają taką miłością, jaką zwierzę obdarowuje ich zupełnie bezwarunkowo...

Daniel Chmielewski pisze...

Bardzo dziękuję za komentarz i też współczuję. Jako dziecko miałem koty, które ginęły w różnych okolicznościach (samochód, pies sąsiadów), ale nie miałem nigdy sytuacji, by żegnać się ze zwierzęciem, być odpowiedzialnym za te ostatnie dni życia i ostatecznie za decyzję o śmierci. Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Spłakałam się. Bardzo, bardzo mi przykro.

Dyzjuszowa pisze...

Jeśli chodzi o kota, w tym też mam doświadczenie :) (taka z nas zwierzętolubna rodzina). Filemon, 18 lat (rekordowy pacjent naszej pani wet.). W tym wieku cierpiał już na wiele schorzeń, był wychudzony, słaby, wątły. Szkoda było patrzeć. Decyzja o uśpieniu była jedyną słuszną.

A z Reksiem stanowili niezły duecik :) I wierzę, że nadal stanowią, gdzieś tam...

Pozdrawiam

agra1 pisze...

Oh, jak bliskie mi to wszystko... Pół roku temyu walczyliśmy o życie naszego kota - Czort miał niewydolność nerek. Dopóki nie cierpiał, próbowaliśmy, jak sie zaczęły dolegliwości - podjęliśmy tę strasznie trudną decyzję. Byłam przy nim i głaskałam do samego końca, a łzy kapały mi na kocie futerko... Dzieci do dziś tęsknią. Mnie też sie zdarza popłakać nad zdjęciami.