Gdy usłyszałem, że tegoroczna edycja festiwalu będzie w Pałacu Kultury i Nauki, tym szpecącym miasto relikcie po Związku Radzieckim, postanowiłem zbojkotować imprezę. Nie po to mój ojciec i dziadek siedzieli w więzieniu podczas stanu wojennego, by takie rzeczy się wyprawiały!
Nie miałem jednak oporów, by odwiedzić okołofestiwalowe atrakcje, gdzie mogłem się polansować i wypić trochę piwa.
W piątek był mecz koszykówki Wydawcy kontra Reszta Świata. Wraz z kilkoma osobami zajęliśmy lożę vipowską. Po trzech minutach przestaliśmy śledzić wyniki, po czym jeden z mych towarzyszy wyciągnął alkohol.
Po tym wiadomo - burdy, wyzwiska, rzucanie krzesełkami i interwencja policji.
Marcin Podolec nie był zadowolony.
Gdy wypuścili nas z aresztu mogliśmy udać się na after. Najbardziej warszafski był łodzianin Maciej Łazowski, widziany tu w towarzystwie Agaty Wawryniuk, Roberta Sienickiego i Anny Lorek, która zgodnie z modą panującą w stolycy, odbiera telefon na imprezie, by kłócić się przy znajomych o dedlajny. Nie masz dedlajnu, towarzysko jesteś dead.
Trafiliśmy w jakieś mętne okolice, gdzie wesolutka połowicznie obnażona sześćdziesięcioletnia pani lekkich obyczajów opowiadała nam, jak w bramie przy której staliśmy kręcono sceny do Czasu Honoru. Większość towarzystwa była zdezorientowana, wchodząc do zdezolowanego małego lokum wyglądającego na opuszczony w pośpiechu squat. Jedynie stoisko z pompami piwnymi sugerowało, że ma tu być impreza.
Jednakże gdy towarzystwo zebrało się, Janek Mazur, organizator przedsięwzięcia, powiedział że piwo jest, niczym przedostatni album Radiohead bezpłatny, chyba że chcemy sami z siebie wrzucić uznaną przez nas za stosowną kwotę do stojącej na środku sali skarbonki.
Towarzystwo było w szoku.
A to mój nowy osobisty meme, znaleziony posród jakichś rysunkowych koszmarków w rogu sali. Nie wiem w jakich sytuacjach go jeszcze wykorzystywać, ale na pewno znajdzie się zastosowanie.
Robert Sienicki czule żegna się z Olgą przed jej wyjazdem do Tel Awiwu. Tak naprawdę lamentuje, że to nie on został wybrany by wygłosić referat o polskim komiksie w słonecznym Izraelu, spotkać się z komiksowymi szychami i wypić kawkę po godzinach z Rutu Modan.
Zjawiłem się następnego dnia oczywiście znów wyłącznie na after. Słyszałem, że było wielu oburzonych na płatny wstęp na imprezę, zbyt ciasny klub, niemiłą obsługę; ogólnie rzecz biorąc mówiono, że jest źle. Potem słyszałem, że większe kluby w ostatniej chwili wycofały się ze współpracy i trzeba było znaleźć Plan B w ramach planu awaryjnego. Nie wiem, nie obchodzi mnie to, ja w tym czasie zajęty byłem fotografowaniem plakatów wokół wejścia do klubu.
Bitwę komiksową prowadzili Batman i Rondel.
Prace były na wyjątkowo wysokim poziomie, a puenty inteligentne i śmieszne. Poniżej moja ulubiona para rysunków, wraz z niezapomnianym slapstockowym gagiem prowadzących.
Gdy udało nam się przecisnąć przez ten tłok na zewnątrz, kupując po drodze piwo, przykucnął się do mnie Kajetan Wykurz i poprosił o wspólne zdjęcie. Jakież było moje zdziwienie, gdy ocknąłem się po fleszu, a moje piwo... Zresztą sami widzicie dowód zbrodni i twarz winnego.
Tak naprawdę głównie wybrałem się na KaWowe imprezy, by chwalić się swoimi najnowszymi komiksami. Płaciłem ludziom po piątaku, by pozowali mi do zdjęć jak to poniżej i udawali totalne rozbawienie.
Zdegustowane kiszeniem się w komiksowym sosie towarzystwo ruszyło w środku nocy z Planu B do podziemi Placu na Rozdrożu...
...by podziwiać prawdziwą współczesną polską sztukę.
THE END
***
EPILOG
Przeglądając statystyki swojego bloga, odkryłem, że zależnie od pory roku mam dwa najpopularniejsze hasła. W okolicy wszelkich egzaminów semestralnych na uczelniach plastycznych, ludzie trafiają do Pubu pod Picadorem przez gógla najczęściej dzięki frazie "Tratwa meduzy", ewentualnie "Gericault".
Przez resztę roku słowo, które gwarantuje mi około sto wejść dziennie, nawet gdy od tygodni nic nie napisałem, to
DUPA
Jak wielka jest korelacja tego słowa, a popularności mojego bloga można sprawdzić samemu. Wejdźcie do zakładki GRAFIKA w góglu i wpiszcie tylko to jedno słowo. Link do mojego bloga, jak i zdjęcie, które zagwarantowało mi sławę znajduje się aktualnie w drugim rzędzie obrazków.
Jak pewnie zdążyliście już zauważyć, jestem egocentryczną attention whore, która zrobi wszystko, by nabić sobie kilka punktów w oglądalności.
Dlatego też, Drodzy Państwo, ogłaszam konkurs.
Podczas KW, jak podczas zeszłorocznej BFKi, został mi na chwilę skradziony aparat. Gdy znalazłem go ponownie w kieszeni swojej kurtki, zawierał zdjęcie, do którego powstania się nie przyczyniłem. Kto odpowie na konkursowe pytanie, dostanie egzemplarz zinu HURRA z rysunkową dedykacją ode mnie.
W konkursie nie mogą brać udziału twórca niniejszego bloga, twórca konkursowego zdjęcia i ich rodziny, jak również mieszkańcy miasta Słupsk.
Gotowi?
Zatem:
CZYJA TO JEST DUPA?
(edycja druga)
(edycja druga)




