BLOG DANIELA CHMIELEWSKIEGO

wtorek, 17 maja 2011

Relacja z imprezy, na której nie byłem. Komiksowa Warszawa 2011

Gdy usłyszałem, że tegoroczna edycja festiwalu będzie w Pałacu Kultury i Nauki, tym szpecącym miasto relikcie po Związku Radzieckim, postanowiłem zbojkotować imprezę. Nie po to mój ojciec i dziadek siedzieli w więzieniu podczas stanu wojennego, by takie rzeczy się wyprawiały!

Nie miałem jednak oporów, by odwiedzić okołofestiwalowe atrakcje, gdzie mogłem się polansować i wypić trochę piwa.

W piątek był mecz koszykówki Wydawcy kontra Reszta Świata. Wraz z kilkoma osobami zajęliśmy lożę vipowską. Po trzech minutach przestaliśmy śledzić wyniki, po czym jeden z mych towarzyszy wyciągnął alkohol.



Po tym wiadomo - burdy, wyzwiska, rzucanie krzesełkami i interwencja policji.

Marcin Podolec nie był zadowolony.



Gdy wypuścili nas z aresztu mogliśmy udać się na after. Najbardziej warszafski był łodzianin Maciej Łazowski, widziany tu w towarzystwie Agaty Wawryniuk, Roberta Sienickiego i Anny Lorek, która zgodnie z modą panującą w stolycy, odbiera telefon na imprezie, by kłócić się przy znajomych o dedlajny. Nie masz dedlajnu, towarzysko jesteś dead.



Trafiliśmy w jakieś mętne okolice, gdzie wesolutka połowicznie obnażona sześćdziesięcioletnia pani lekkich obyczajów opowiadała nam, jak w bramie przy której staliśmy kręcono sceny do Czasu Honoru. Większość towarzystwa była zdezorientowana, wchodząc do zdezolowanego małego lokum wyglądającego na opuszczony w pośpiechu squat. Jedynie stoisko z pompami piwnymi sugerowało, że ma tu być impreza.



Jednakże gdy towarzystwo zebrało się, Janek Mazur, organizator przedsięwzięcia, powiedział że piwo jest, niczym przedostatni album Radiohead bezpłatny, chyba że chcemy sami z siebie wrzucić uznaną przez nas za stosowną kwotę do stojącej na środku sali skarbonki.



Towarzystwo było w szoku.



A to mój nowy osobisty meme, znaleziony posród jakichś rysunkowych koszmarków w rogu sali. Nie wiem w jakich sytuacjach go jeszcze wykorzystywać, ale na pewno znajdzie się zastosowanie.



Robert Sienicki czule żegna się z Olgą przed jej wyjazdem do Tel Awiwu. Tak naprawdę lamentuje, że to nie on został wybrany by wygłosić referat o polskim komiksie w słonecznym Izraelu, spotkać się z komiksowymi szychami i wypić kawkę po godzinach z Rutu Modan.



Zjawiłem się następnego dnia oczywiście znów wyłącznie na after. Słyszałem, że było wielu oburzonych na płatny wstęp na imprezę, zbyt ciasny klub, niemiłą obsługę; ogólnie rzecz biorąc mówiono, że jest źle. Potem słyszałem, że większe kluby w ostatniej chwili wycofały się ze współpracy i trzeba było znaleźć Plan B w ramach planu awaryjnego. Nie wiem, nie obchodzi mnie to, ja w tym czasie zajęty byłem fotografowaniem plakatów wokół wejścia do klubu.



Bitwę komiksową prowadzili Batman i Rondel.



Prace były na wyjątkowo wysokim poziomie, a puenty inteligentne i śmieszne. Poniżej moja ulubiona para rysunków, wraz z niezapomnianym slapstockowym gagiem prowadzących.



Gdy udało nam się przecisnąć przez ten tłok na zewnątrz, kupując po drodze piwo, przykucnął się do mnie Kajetan Wykurz i poprosił o wspólne zdjęcie. Jakież było moje zdziwienie, gdy ocknąłem się po fleszu, a moje piwo... Zresztą sami widzicie dowód zbrodni i twarz winnego.



Tak naprawdę głównie wybrałem się na KaWowe imprezy, by chwalić się swoimi najnowszymi komiksami. Płaciłem ludziom po piątaku, by pozowali mi do zdjęć jak to poniżej i udawali totalne rozbawienie.



Zdegustowane kiszeniem się w komiksowym sosie towarzystwo ruszyło w środku nocy z Planu B do podziemi Placu na Rozdrożu...



...by podziwiać prawdziwą współczesną polską sztukę.



THE END

***

EPILOG

Przeglądając statystyki swojego bloga, odkryłem, że zależnie od pory roku mam dwa najpopularniejsze hasła. W okolicy wszelkich egzaminów semestralnych na uczelniach plastycznych, ludzie trafiają do Pubu pod Picadorem przez gógla najczęściej dzięki frazie "Tratwa meduzy", ewentualnie "Gericault".

Przez resztę roku słowo, które gwarantuje mi około sto wejść dziennie, nawet gdy od tygodni nic nie napisałem, to

DUPA

Jak wielka jest korelacja tego słowa, a popularności mojego bloga można sprawdzić samemu. Wejdźcie do zakładki GRAFIKA w góglu i wpiszcie tylko to jedno słowo. Link do mojego bloga, jak i zdjęcie, które zagwarantowało mi sławę znajduje się aktualnie w drugim rzędzie obrazków.

Jak pewnie zdążyliście już zauważyć, jestem egocentryczną attention whore, która zrobi wszystko, by nabić sobie kilka punktów w oglądalności.

Dlatego też, Drodzy Państwo, ogłaszam konkurs.

Podczas KW, jak podczas zeszłorocznej BFKi, został mi na chwilę skradziony aparat. Gdy znalazłem go ponownie w kieszeni swojej kurtki, zawierał zdjęcie, do którego powstania się nie przyczyniłem. Kto odpowie na konkursowe pytanie, dostanie egzemplarz zinu HURRA z rysunkową dedykacją ode mnie.

W konkursie nie mogą brać udziału twórca niniejszego bloga, twórca konkursowego zdjęcia i ich rodziny, jak również mieszkańcy miasta Słupsk.

Gotowi?

Zatem:

CZYJA TO JEST DUPA?
(edycja druga)

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Myślę, że jest to Dupa Człowieka.

Mirzka pisze...

Co więcej - to dupa mężczyzny. Niestety nie znam wszystkich na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kto ma pieprzyk na kości ogonowej.

wonder pisze...

Myślę, że to dupa słynnego ekshibicjonisty znanego z kontrowersyjnego performęsu pt. "Dupa, penis", Daniela Chmielewskiego.

Anonimowy pisze...

to jest dupa Daniela Chmielewskiego, szpecącego miasto reliktu po związku radzieckim.

Anonimowy pisze...

dupa najlepszego scenarzysty 2010

Ystad pisze...

czyżby to była dupa Stefana ?

Mateusz Skutnik pisze...

Daniel, to nie byla zeszloroczna BFK-a. to bylo dwa lata temu. :D

jak ten czas, qwa, leci....

Graphicus pisze...

Czy to dzięki temu zdjęciu Mateusz pamiętasz kiedy to było ?: :D
a tak poza tym rewelacyjna relacja Danielu:)

Daniel Chmielewski pisze...

Dzięki bardzo za miłe słowo, Bartku. A Mateusz dobrze rozpoznaje to pierwsze zdjęcie, bo m. in. dzięki niemu to zdjęcie trafiło na mój aparat.

Do Mariusza i Anonima - Nie jestem aż taką attention whore, by własny tyłek pokazywać swoim czytelnikom i kokieteryjnie pytać - Czyje to?

Sprytnie pomyślane, Jacku, ale nie, nie jest to portret Wojtka.

Anonimowy pisze...

warto wiedzieć zanim się znowu bzdurę napisze:
"Projektant wieżowca, radziecki architekt Lew Rudniew, chciał, aby był on w stylu polskim, więc objechał różne miasta, m.in. Kraków, Chełm i Zamość, w celu zgromadzenia potrzebnych informacji i zapoznania się z polską architekturą."
a także:
"Pałac jest darem narodu radzieckiego dla narodu polskiego, wybudowanym całkowicie z polskich materiałów, w większości przez polskich robotników a wnętrza wykończone przez ręce polskich rzemieślników. PKiN to także olbrzymi sarkofag - podczas budowy zginęło kilka tysięcy robotników"-
to się zdarza przyznać nawet salonowcom:
http://infidel.salon24.pl/140943,palac-kultury-jest-piekny

Daniel Chmielewski pisze...

Warto wiedzieć, drogi Anonimie, nim się na poważnie potraktuje. Posługuję się na swoim blogu ironią. Ni było burd z policją po opisywanym tu meczu koszykówki. Bohomazów w podziemiach pałacu na Rozdrożu (znajdującego się bądź co bądź przy CSW) nie uważam za "piękne okazy sztuki współczesnej". Historię PKiN znam od nie dziś i w pierwszym akapicie kpię sobie z podejścia ludzi, którzy są gotów bojkotować imprezy, karczować miasta, bo "obrażają ich uczucia religijne/ obywatelskie / historyczne". Dziękuję.

Anonimowy pisze...

Może zainteresuje:
jedna z przeróbek poprzedniego zdjęcia dupy, na jakie można się natknąć na niektórych forach:

http://i56.tinypic.com/2ms0ab5.jpg

link do odpowiedniego wątku:

http://forum.film.org.pl/showthread.php?tid=845&page=15

Daniel Chmielewski pisze...

Hahaha, bardzo ironiczne, że akurat tamta dupa została wykorzystana w plakacie o filmie. Lubię to.