Jako, że niektóre moje, publikowane w sieci, komiksy, poznikały przez te lata, postanowiłem co jakiś czas udostępniać je tutaj na blogu (w zakładce Krótkie formy, w kolumnie z prawej strony - tam są zebrane linki do wielu moich krótkich form).
Dziś: wzniecić. spłonąć, komiks przygotowany dla pisma internetowego mała kultura współczesna do numeru pt. Przemoc. Był to idealny pretekst do tego, by wrócić do wątków z Zapętlenia i jednocześnie zmierzyć się po raz pierwszy w życiu z dokumentem opartym na wywiadach. Uważam, że jest to nierozerwalny companion-piece do Zapętlenia, które powinno się czytać po lekturze tamtego albumu i gdybym kiedyś miał robić wznowienie, to oba te komiksy zawarte byłyby w jednym tomie.
Zapraszam do lektury komiksu pt. "Dlaczego Pan B. oszalał". Napisałem go w 2015 roku dla Bartka Glazy, który planował zrobić antologię komiksową o wrestlingu (7 nowelek, z jego rysunkami i scenariuszami innych autorów). Bartek skończył rysować w 2016, ale ostatecznie zdecydował się porzucić projekt i zajął się wspaniałym debiutem - Tylko spokojnie. Uważam, że to była dobra decyzja.
Ale nasz komiks leżał i się kurzył. Pomyślałem, że w świetle samobójczej śmierci syna Leszka Millera i wypowiedzi jego znajomych, np. Piotra Majchrzaka: "Nie wiem czy Leszek miał depresję, ale pewnie jakaś jej forma była u niego. Spędzaliśmy mnóstwo czasu ze sobą i jestem w ogromnym szoku, nie mogę zrozumieć, że Leszek nie wziął telefonu, nie zadzwonił do mnie...", w świetle zdziwienia, jakie panuje po samobójczych śmierciach np. Chestera Benningtona, to warto się przyjrzeć temu, jak wyglądają ostatnie chwile człowieka targającego się na własne życie.
Niestety historia Chrisa Benoita, która posłużyła za kanwę naszego komiksu, jest o wiele tragiczniejsza od wspomnianych śmierci, ale bazując na źródłach, starałem się uchwycić niuanse tego, jak to mogło wyglądać. Tytuł komiksu odnosi się oczywiście do wybitnego i przerażającego filmu Rainera Wernera Fassbindera - "Dlaczego Pan R. oszalał" -obowiązkowej pozycji dla każdego kinomana. Nie życzę miłej lektury, bo miła nie będzie.
Jeśli znacie kogokolwiek na terenie Warszawy, kto wydaje lub chciałby wydawać cykliczne pismo na terenie szkoły albo instytucji (np. w domu kultury) - dzieci, opiekunów, nauczycieli, animatorów, to dajcie im proszę znać o spotkaniu 12 maja.
Myślałem, że raczej skupimy się na wieku gimnazjalnym i licealnym, ale dostaję sygnały, że dużo ciekawego dzieje się albo potencjalnie może się wydarzyć w szkołach podstawowych.
Nie robię jednorazowego projektu, narzuconego dzieciom ćwiczenia do wrzucenia do portfolio. Wyobrażam sobie stworzenie grupy wsparcia, która będzie dzieliła się swoim know-how, praktycznie pomagała w inicjatywach i tworzyła sieć kontaktów między twórczymi grupami młodzieży.
Szczegóły:
Mały Przegląd pod redakcją Janusza Korczaka wychodził w latach 1926-1939 i był demokratyczną platformą informacji i komunikacji dla dzieci i młodzieży. Jego współpracownicą była też Stefania Wilczyńska, bohaterka 5. edycja akcji Warszawa Czyta | 10-14 maja 2017. Gdy patrzymy na kolejne strony pisma w archiwach, widzimy nie narzucony przez dorosłych produkt, a oddolną inicjatywą dziecięcą. Jak obecnie wygląda papierowa (i cyfrowa) prasa adresowana do młodzieży, ale i przez nią tworzona?
Podczas tegorocznej edycji Warszawa czyta chcemy stworzyć laboratorium, gdzie: - redaktorzy gazetek szkolnych i innych cyklicznie wydawanych pism mogą pokazać innym co robią. - potencjalni redaktorzy mogą nauczyć się jak ruszyć z własnym pismem. - młodzież może spotkać się ze specjalistami z różnych dziedzin, którzy wspomogą ich swoją wiedzą. - może uda się wytworzyć zaskakujące formy komunikacji? Efemeryczne artykuły rzucane z rzutnika na ściany kamienic? Czemu nie!
To nie jest jednorazowy warsztat, to nie jest projekt z narzuconym pomysłem. To będzie żywe forum wsparcia i wymiany doświadczeń.
Zapraszamy młodzież redagującą albo chcącą redagować gazetkę szkolną albo inny typ pisma cyklicznego. Jeśli macie przykłady swojej pracy, koniecznie przynieście! Opiekunów/opiekunki, nauczycielki/nauczycieli, animatorów/animatorki również zapraszamy.
Jeśli macie ochotę wcześniej przedstawić nam gazetę, którą współtworzycie, piszcie: zerodc@wp.pl
Koordynatorem Laboratorium jest Daniel Chmielewski, scenarzysta i rysownik komiksowy, autor Zapętlenia, scenarzysta narysowanego przez Marcina Podolca Podglądu i rysownik napisanego przez Katarzynę Szaulińską komiksu Czarne fale. Jak radzić sobie z depresją. Poradnik dla młodzieży.
----------------------------------------------------------------------------------- Pierwsze spotkanie Otwartego Laboratorium Prasy Szkolnej kiedy: Fundacja Zmiana, Czytelnia na Bazarze Różyckiego, Brzeska 23 gdzie: Czytelnia na Bazarze Różyckiego, Brzeska 23 organizacja: Warszawa Czyta i Fundacja Zmiana
----------------------------------------------------------------------------------- To i inne wydarzenia akcji Warszawa Czyta odbywają się przede wszystkim dzięki waszemu wsparciu, które możecie przekazać tutaj: http://pomagam.pl/warszawaczyta2017 Liczy się każda kwota!
Otwarcie: niedziela 2 kwietnia 2017, godz. 18.00 Wystawa potrwa do 7 maja 2017 Koordynacja: Aleksander Ryszka
Pusta kartka naświetlona przez czas staje się zapełniona. Zarysowana kartka niszczeje.
Wystawa plansz komiksowych z albumów Zapętlenie, Zostawiając powidok wibrującej czerni i krótszych form. Notatki z pracy, szkice, instalacje z lat 2006-2017.
27 listopada na Kredytowej w Warszawie odbędzie się wernisaż mojego przyjaciela, Łukasza Dybalskiego. Koniecznie wpadnijcie, bo warto!
ul. Kredytowa 9, II piętro (wejście od pl. Dąbrowskiego 8).
Wernisaż: 27 listopada, 19.00
Wystawa trwa do 13 grudnia
Godziny otwarcia: wt - pt: 15:00 - 19:00 sob - nie: 12:00 - 20:00
A już dziś możecie przeczytać moje obszerne omówienie poprzedniej wystawy Łukasza, Czerwień i Złoto - polecam nie tylko fanom malarstwa do porannej kawy.
W październiku 2014 byłem świeżo po premierach Zapętlenia i zrobionego wspólnie z Marcinem PodolcemPodglądu. Zaczynały pojawiać się pierwsze recenzje, które czytałem między telefonami w punkcie obsługi klienta firmy kurierskiej, której byłem pracownikiem od 2010 roku. Za chwilę miałem podpisać umowę na czas nieokreślony, Olga działała prężnie z Kurzojadami i jej kariera felietonistki ruszyła z kopyta. Wyglądało na to, że jest dobrze, ciężka praca się opłaciła i mamy przed sobą niezłe perspektywy.
21 października szefowa poprosiła mnie do pokoju i wytłumaczyła, że nie jest zadowolona z moich wyników i nie przedłuży umowy. Już nawet nie musiałem przychodzić do biura (strategia wielu firm, by jak najszybciej pozbyć się pracowników, których zachowanie pozwala przypuszczać, że mogą np. powypisywać różne niemiłe maile na forum całej firmy. Choć mimo mojego kontestowania korpo-standardów - nigdy bym się nie dopuścił tego typu akcji odwetowych). Siedziałem w domu, rozsyłałem CV do kolejnych korporacji i nie dostawałem odpowiedzi.
Po dwóch tygodniach pogrążania się zdecydowałem, że teraz albo nigdy. Mam do wyboru: wreszcie trafić na jakąś korpo-pracę niskiego szczebla i pewnie zarabiać jeszcze mniej niż na dotychczasowym stanowisku, albo wykorzystać ten moment by zbudować swoją zawodową autonomię.
Słyszy się zawsze, że bycie komiksiarzem to hobby, coś robionego po godzinach. I autorzy komiksów zaczynają tak bardzo wierzyć w te słowa, że nawet nie zastanawiają się nad opcjami. Zakładają też, że skoro to hobby, to robią to dla siebie i swojej frajdy. Ale zazwyczaj wpadają w najgorszą pułapkę. Wymyślają krótkie popowe formy bez głębszych treści, bez jakiejkolwiek funkcji, często już wyeksploatowane przez seriale i filmy, którymi się karmią. Nie korzystają z wolności, jaka przysługuje ich niszowemu statusowi, by robić rzeczy bezkompromisowe, albo pożyteczne.
Postanowiłem udowodnić sobie rok temu, że mogę być autorem komiksów i mogę z tego żyć. Moje nowe dwa albumy są pozytywnie odbierane, jestem na fali, mam teraz wolny czas. Działam!
I kropla po kropli zaczął płynąć strumień pieniędzy. Moje sukcesy artystyczne już nie były kwestią ego, a ekonomii. I każda złotówka zarobiona w zgodzie z sobą, każda przepracowana godzina z myślą o tym, że mogę się publicznie pochwalić tym, co przez tę godzinę zrobiłem, pozwoliły mi poczuć swoją wartość. Mogłem po raz pierwszy od 2010 odstawić leki antydepresyjne.
Przez wiele lat odgrażałem się rzeczywistości, że to będzie mój rok! I wreszcie mogę powiedzieć, że tak, to BYŁ mój rok. I na horyzoncie widnieją kolejne fantastyczne projekty, których realizacji nie mogę się doczekać.
Poniżej prezentuję dla siebie, ale i dla Was, listę najciekawszych i najważniejszych projektów, które od końca października 2014 udało mi się zrobić. Jeśli coś przegapiliście, to teraz możecie nadrobić. Jak zawsze życzę miłej lektury! I dziękuję wszystkim, którzy czytają, piszą, motywują, dają mi odczuć, że ta praca ma sens!
***
Grudniowa odsłona małej kultury współczesnej w 2014 nosiła hasło "Przemoc". Z tej okazji przygotowałem komiks wzniecić/spłonąć (do przeczytania TU). Jest to uzupełnienia Zapętlenia oparte na wywiadach z uczestnikami pleneru dłużewskiego z 2008, Grzegorzem Kowalskim, Arturem Żmijewskim, Karolem Sienkiewiczem i byłymi już studentami Kowalni. Ostatecznie chyba ten komiks jest dla mnie ważniejszy niż Zapętlenie i gdyby miała być kiedyś reedycja albumu, to ten komiks na pewno się w nim znajdzie.
Bez mapy do celu. Zostałem poproszony o zrobienie jednostronicowej wypowiedzi komiksowej o tym jak widzę psychiatrię. Rzecz oparta jest na faktach i można ją przeczytać w piśmie Psychiatra.
Bardzo ciekawą pracą było zrobienie komiksowych ilustracji podsumowujących kolejne punkty tekstu Łukasza Smolarowa i Pawła Habrata, Model przygotowania psychologicznego w piłce nożnej, który ukazał się w piśmie Asystent Trenera. Wykorzystałem język komiksowy ćwiczony w małej kulturze współczesnej, by zrobić klarowną i zabawną syntezę.
W styczniu 2015 okazało się, że moja praca wygrała konkurs Cydru Lubelskiego podczas Złotych Kurczaków. Nie chciałem brać udziału w konkursie, ale Łukasz Mazur mnie namówił. Reperkusją tej wygranej było późniejsze zlecenie na komiksy o cydrze, co mnie przekonało, że jak się ma wolna chwilę, to konkurs nie musi być marnotrawstwem czasu i może posłużyć do odprężającej zabawy z ewentualnym bonusem w postaci wygranej.
Wszyscy gracze są głupcami. Zredagowany przez Mikołaja Dusińskiego zbiór tekstów, z których większość ukazała się na CDBlogu. Wydany jako e-book. Ilustracje wyglądają przepięknie na Kindlu!
Czarne Fale. Kasia pokazała mi pierwszą wersję scenariusza jeszcze chyba w 2013 roku, potem było szukanie funduszy, spotkanie z młodymi pacjentami szpitala psychiatrycznego, konsultacje z lekarzami, wreszcie trzy miesiące intensywnej pracy rysunkowej na początku 2015 roku. I choć włożyliśmy w ten projekt z Kasią całą wiarę i siłę, jaką mieliśmy, to chyba nie wierzyliśmy, że rozwinie się to do takich rozmiarów. Obecnie w wielu gimnazjach poprowadzone zostały zajęcia o depresji, podczas których rozdawany jest komiks, można go nabyć prywatnie, doczekał się wielu recenzji i niedawno przetłumaczyłem go na angielski z myślą o rozsyłaniu go zagranicę. Bardzo polecam polubienie strony projektu na facebooku, gdzie Kasia publikuje wszystkie aktualne wieści.
Jak tylko skończyłem pracę nad Czarnymi Falami, dostałem zaproszenie do zrobienia komiksu dla Strapazinu i wystąpienia w Komiksofonie, do którego trzeba było zrobić film (do zobaczenia TU). Pomyślałem, że połączę jedno z drugim i zrobiłem film o procesie twórczym. Była to ogromna frajda, bo nie montowałem od czasów ASP, czego strasznie żałowałem. Na szczęście dostałem od cioci starą kamerę, dzięki której znów poczułem się jak student multimediów. Choć ciśnienie czasowe było straszne, komiks i dokument i występ na wrocławskiej imprezie zaliczam do bardzo udanych.
W kwietniu wróciłem do Wrocławia na zaproszenie Agnieszki Jamroszczak w celu przygotowania swojej pierwszej indywidualnej wystawy z prawdziwego zdarzenia. Pozwoliło mi to ostatecznie uporządkować i zamknąć projekt Zapętlenie i zadziałać w przestrzeni instalacjami, czego też mi brakowało od czasów studenckich.
W maju literowałem Magiczne pióro Dylana Horrocksa, byłem tłumaczem spotkań z autorami podczas Komiksowej Warszawy, a na koniec dostałem nagrodę: Scenarzysta roku 2014.
Foto z Dylanem Horrocksem i Adamem Gawędą: Daniel Hilbrecht, foto z Robertem Sienickim i Janem Mazuerm: Jarek Obważenek
W czerwcu z kolei kolejne uznanie - Podgląd wyszedł we Francji pod tytułem Voyuers. Spotkał się z dość przychylnym przyjęciem i doczekał się kilkunastu recenzji w radio i w prasie. Udzieliłem też wywiadu dla pisma Casemate. Przede wszystkim miałem szansę zobaczyć jak działa wydawnictwo na Zachodzie (Marcin już doświadczył tego przy kolejnych wydaniach Fugazi) - jest więcej ingerencji, ale też pogłębionej dyskusji o treści i formie, co bardzo mi się spodobało.
Przed wakacyjnym wyjazdem udało mi się skończyć kolejny komiks dla małej kultury współczesnej, napisaną wspólnie z Zuzanną KłyszejkoTopografię uwagi. Znów mało czasu, na położenie koloru miałem chyba 4 godziny, ale udało się. Zresztą cenię sobie ciasne dedlajny, bo każą człowiekowi skupić się na efektywnych rozwiązaniach, a jeśli chodzi o stronę plastyczną komiksów - wymuszają szybki, bezpretensjonalny rysunek. Nie ma czasu na szlifowanie, które często odnosi estetycznie odwrotny skutek do zamierzonego. Topografia jest lekka i bardzo ładna, czego nie powiedziałbym o swoich wcześniejszych albumowych dokonaniach. (Całość do przeczytania TU).
Lato upłynęło pod znakiem Cydru Lubelskiego, czyli reperkusji grudniowej wygranej. Wykonałem według hasłowych wskazówek autorskie komiksy o cydrze, do tego "wafle", czyli podkładki pod piwo (lub cydr!) i pocztówki - okolicznościowe gadżety rozdawane podczas Święta Młodego Cydru w Lublinie. Bardzo cenię sobie pracę w Ambrą i swobodę twórczą, jaką dostałem. W ogóle ani razu przez ten rok nie czułem, że robię coś wbrew sobie, głównie dzięki zaufaniu zleceniodawców.
We wrześniu wyjście do ludzi - warsztaty komiksowe z dziećmi w Muzeum Warszawskiej Pragi (niestety nie mam zdjęć) i konsultacje społeczne w sprawie rowerów miejskich Veturilo. Na potrzebę konsultacji musiałem wyciągnąć z szuflady tablet graficzny, który wygrałem podczas bitwy komiksowej trzy lata temu, a z którego nigdy nie korzystałem. Musiałem w dwa miesiące nauczyć się posługiwać tą zupełnie nową dla mnie technologią i zachwyciłem się możliwościami, zwłaszcza jeśli chodzi o efektywność pracy.
Potem jeszcze przygotowałem dla Zarządu Dróg Miejskich krótki komiks instruktażowy dla rowerzystów, który będzie umieszczony na mapkach turystycznych. Pozytywnie mnie zaskoczyło, że zgodzili się na moje dość makabryczne podejście - zależało mi na tym, by było trochę śmiesznie i trochę strasznie, by czytelnikowi zostało w głowie. Nie ma nic gorszego niż mdły (a przez to ulatujący od razy z pamięci) przekaz o bezpieczeństwie. Zresztą w Australii wychowywany byłem na uznanych na całym świecie naturalistycznych kampaniach, np. "If youdrink and drive, you're a bloody idiot".
Skończyłem też już pierwsze 33 strony szkicu konceptualnego mojego nowego albumu, adaptacji jednej z powieści Olgi Tokarczuk. Czekam na zielone światło od wydawcy, Wojtka Szota, i działam dalej. Jeśli mój pomysł na adaptację przejdzie, to szykujcie się na coś zupełnie wyjątkowego - dla mnie adaptacja ma sens, jak wchodzi w dialog z pierwowzorem, jednocześnie dając czytelnikowi coś zupełnie nowego. Kopiowanie do innego medium dla samego kopiowania jest pozbawione sensu.
Już nie wspominam o wszystkich małych zleconkach i wykładach, które urozmaicały mi czas. Mogę tylko powiedzieć, że jestem zadowolony. Ciężka praca, dobra sieć kontaktów (w tym nieocenionej żony), kilka zbiegów okoliczności i jeszcze raz ciężka praca - owocują.
Na zakończenie serwuję teledysk, z którego pochodzi tytuł wpisu. Czas zaczynać nowy rok!
Gdy tylko pojawił się nowy call for papers na małej kulturze współczesnej pod tytułem RUCH od razu pomyślałem o związanej z New York University Zuzannie Kłyszejko i jej eksperymentach z eye-trackerem (urządzeniem do rejestracji ruchu gałek ocznych), o których opowiada mi od lat. Problem w tym, że nic z tego nie rozumiałem, bo na neurologii się nie znam, a specjalistyczne słownictwo wypowiadane nad latte w kawiarni bez oparcia w materiałach poglądowych było jakąś abstrakcją.
Ale tym bardziej wiedziałem, że muszę z Zuzą zrobić komiks, chociażby żeby wreszcie zrozumieć czym się zajmuje. Moja skrzynka pocztowa została zalana artykułami naukowymi z zakresu ostatnich dwudziestu pięciu lat badań nad korelacją uwagi i wzroku i przez dwa tygodnie uczyłem się od podstaw o co w tym wszystkim chodzi.
Uwielbiam współpracować nad projektami komiksowymi. Ja wysyłałem Zuzie swoje szkice i notatki, Zuza odsyłała mi z Nowego Jorku swoje uwagi i poprawki, potem na czacie to wszystko omawialiśmy na żywo i tak, kroczek po kroczku, stworzyliśmy Topografię uwagi, którą możecie przeczytać
Dla mnie to, czego się dowiedziałem, jest niesamowitym olśnieniem. Mam nadzieję, że i Was komiks zachęci do sięgnięcia po kolejne artykuły polecane przez Zuzę w bibliografii.
Zbliża się koniec roku i mam dla Was świąteczny prezent w postaci nowego, 31 stronicowego komiksu, będącego niejako uzupełnieniem Zapętlenia.
Jako, że czeka Was długa lektura, to nie będę nudził. O ile album w takiej postaci, w jakiej go wydałem, jest zamkniętą całością, to pytanie pozostawało otwarte - co zrobić z resztą materiału, jaki miał się zmieścić w oryginalnie zakładanym kształcie Zapętlenia.
Na ratunek przyszło nowe call for papers małej kultury współczesnej (gdzie publikowałem już komiksy Austalgia i Dochodząc do siebie). Temat brzmiał "Przemoc", więc postanowiłem upiec wszystkie pieczenie na jednym ogniu.
wzniecić. spłonąć składa się z archiwalnych materiałów Kowalni i z wywiadów przeprowadzonych uczestnikami dłużewskiego pleneru z 2008 roku. Pragnę podziękować za pomoc i zaangażowanie wszystkim, którzy wystąpili w komiksie - Grzegorzowi Kowalskiemu, Arturowi Żmijewskiemu, Karolowi Sienkiewiczowi, Jaśminie Wójcik, Ani Senkarze, Wojtkowi Tymickiemu, Adamowi Janischowi i Pawłowi Sysiakowi. Dziękuję też Ani Molskiej, która odpowiedziala na moje pytania, ale niestety już w dniu, gdy oddawałem komiks. I jak przy Zapętleniu, dziękuję przede wszystkim Oldze, która mnie wbrew rozsądkowi namówiła do tego, bym ten komiks zrobił.
Zanim przejdę do sedna, chciałbym się podzielić pierwszą recenzją, jaką dostał wspólny album Marcina Podolca i mój, Podgląd. Na razie dość cicho o tym komiksie, ale kroją się ciekawe rzeczy, o których wkrótce.
W zeszłym roku Olga namówiła mnie do spróbowania sił w komiksie dla małej kultury współczesnej - projekcie naukowym będącym młodszą siostrą pisma Kultura Współczesna.
Esej Austalgia okazał się dużym sukcesem i jednocześnie pchnął mnie na nowe ścieżki myślenia o narracji wizualnej. Po bardzo wizualnych albumach, jakim są Podgląd i Zapętleniu, potrzebuję czegoś świeżego - poligonu, na którym mogę od nowa odkrywać medium i ograniczenia albo możliwości, z których nie zdawałem sobie wcześniej sprawy.
Dzisiaj pojawiła się nowa odsłona mkw - poświęcona selfie. Jako, że CFP zbiegł się z moimi poszukiwaniami w dziedzinie teorii fotografii, wykorzystałem nagromadzoną przez ostatni rok wiedzę, by stworzyć nowy, trzynastostronicowy esej. Już teraz widzę, że dwie strony więcej dobrze by mu zrobiły, ale na tym polega radość odkrywania nowych lądów. Sprawia mi ogromną frajdę komponowanie nie filmowymi sekwencjami narracyjnymi, a tekstem - dzielenie go na cząstki, odpowiednie ich rozmieszczanie, by tworzyć współgrające albo rozdzielne wątki, uzupełnianie treści tylko najbardziej potrzebną informacją obrazową.
Wychodzę obecnie z założenia (już od dłuższego czasu), że samo obcowanie z tekstem, filmem komiksem, autor może tak spreparować, by po jakimś czasie czytelnik lub widz miał w głowie coś zupełnie innego - uzupełnionego. Miałem tak z Melancholią von Triera - która wydawała mi się niesamowicie wyrafinowaną wizualnie epopeją. Jednak gdy obejrzałem ją po raz drugi - okazało się, że reżyser wpierw dał wspaniałe wizualia na początku, które w pamięci nakładają się na resztę filmu, który krecony jest z ręki i rozgrywa się dosłownie w dwóch lokacjach (ogród / dom). Wierzę, że można zbudować taki szkielet komiksu, który jak te herbaty rozwijające się w piękne kwietne kształty w dzbanku, rozwija się w głowie do pełnowymiarowej doświadczenia literackiego albo naukowego.
Dochodząc do siebie jest kolejnym krokiem w tym kierunku.
Za kilka dni wracam po urlopie wychowawczym do biura, gdzie w oczekiwaniu na premierę Podglądu i Zapętlenia będę odbierał telefony od klientów (ha, właśnie że nie! W trakcie pisania tego wpisu dostałem telefon z pracy, że awansem równoległym dostaję posadę bardziej mi odpowiadającą!). Może kiedyś rozwinę temat urlopu wychowawczego tu na blogu, ale uważam, że oczyszczenie wspólnego konta z pieniędzy, bym mógł przez prawie rok siedzieć z córką, wychowywać ją i od niej się uczyć, było warte każdego grosza. Nasze (Olgi i moje) życie rodzinne rozkwitło, życie intelektualne wróciło na właściwe tory, a żadne premie i pochwały od szefów nie są warte tyle, ile doświadczanie życia z perspektywy rozwijającego się małego człowieka. Postulowałbym obowiązkowy urlop wychowawczy dla facetów, gdyby nie fakt, że większość rodzin żyje w schematach mentalnych, z powodu których takie rozwiązanie nie przyniosłoby nikomu korzyści ani satysfakcji (znajome matki z korporacji zbyt często, gdy szedłem na wychowawczy, mówiły: "Mój chłop nie potrafiłby się zająć dzieckiem przez weekend". Świetnie.).
***
Czas znów zajrzeć do archiwum komiksów opublikowanych, a właściwie niedostępnych. Skoro mój wychowawczy trwał 10 miesięcy, to pokażę Wam komiks, nad którym też pracowałem 10 miesięcy.
W kwietniu 2008 roku, czyli wkrótce po premierze mojego debiutanckiego albumu, mój ówczesny wydawca, Paweł Timofiejuk, zapytał, czy nie zilustrowałbym komiksu do jego scenariusza. Przez prawie rok zastanawiałem się jak to ugryźć; szkicowałem i obmyślałem. Można o całym tym procesie przeczytać we wpisie z roku 2009. Sam komiks pt. Zakład został opublikowany z czwartym numerze Ziniola i miał premierę na Komiksowej Warszawie we wspomnianym roku 2009.
Istotne informacje, których nie zawarłem w tamtym wpisie:
Scenariusz rozpisany był na 6 stron. Miała to być jedna z wielu nowelek dotyczących seksualności na podstawie autobiograficznych doświadczeń autora. Były plany, bym zilustrował jeszcze kilka i byśmy to wydali, ale jak zawsze, rozmyły się w gąszczu innych projektów.
Uznałem, że sześciostronicowy komiks będzie tylko wulgarną scenką bez głębi i nie odda sprawiedliwości esencji historii. Zainspirowany trybem pracy Wojtka Stefańca, rozciągnąłem temat do osiemnastu stron, by zyskał potrzebną przestrzeń. Wyrzuciłem z 1/3 zbędnych dialogów i monologów (wczoraj przeczytałem Noir Wojtka i Łukasza Bogacza i najchętniej korektorem wymazałbym 80 procent zbędnego, charakterystycznego dla komiksu, pompatycznego, nieodpowiadającego rzeczywistości i banalizującego historię monologu wewnętrznego). Skupiłem się na rozbiorze gramatycznym chwili. I choć, podświadomie, czas jako zjawisko obiektywne i subiektywne interesował mnie już długo, to dopiero od tego momentu świadomie zacząłem szukać narzędzi do jego właściwej analizy w medium komiksowym.
Zdecydowałem się na skorzystaniu z fascynacji filmami Beli Tarra: na komponowaniu długimi ujęciami, na mikro-ruchach kamery i na skupieniu się na geście. Odszedłem też od czerni i bieli w stylu undergroundowym do szarości, by móc wydobywać więcej głębi z przestrzeni i z rysów twarzy. Ograniczyłem przestrzeń do tego, co jest potrzebne w danym ujęciu.
Jedną z moich ulubionych rozkładówek w tym komiksie i w ogóle w mojej twórczości to jest gra w billarda, z podziałem na obiektywny rzut kamery i na cztery kamery subiektywne odpowiadające konkretnym bohaterom. Da się odpowiednio wszystkie te momenty ustawić w porządku chronologicznym, ale istotniejsza jest możliwość bardzo subtelnego ukazania relacji między znajomymi.
Dorzuciłem też trochę symboliki antycypującej wielkie wydarzenie, które z kolei montażowo wykroiłem, bo nie jest to komiks pornograficzny. Po raz pierwszy zastosowałem też geometryczne schematy np. architektury nakładane na rysunek (wyjście z MDKu), bo bardzo lubię łączenie zdjęć i abstrakcyjnych kształtów w projektowaniu graficznym.
Czy jestem z perspektywy czasu zadowolony? Dopiero szukałem optymalnego sposobu kalkowania (wszystkie postaci są na bazie zdjęć lub kompozytów) i rysunki są dość sztywne, a miejscami puszczone za bardzo, bo się spieszyłem. Ale cóż. Przynajmniej kompozycyjnie bym nic nie zmienił.
W najbliższych dniach i nadchodzącym roku życzę Wam w gronach rodzinnych, mniejszych lub większych, równego podziału obowiązków, by wszyscy mogli po równo cieszyć się owocami pracy.
Zanim nastąpi oficjalne oświadczenie, napiszę dosłownie kilka słów o wyjeździe do Lublina, bo zostałem tam zaproszony przez Maćka Pałkę w ramach Seminariów z wyobraźni.
Przed spotkaniem autorskim zostałem oprowadzony przez Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN. Fascynujące miejsce, bardzo dobrze zaaranżowane - współcześnie, intuicyjnie i multimedialnie, ale w sposób stonowany, subtelnie symboliczny. Koniecznie trzeba odwiedzić będąc w Lublinie, zwłaszcza jeśli człowiek interesuje się historią polskich Żydów.
Innych krajoznawczych wrażeń Wam oszczędzę. Powiem tylko, że na wielkim bazarze stojącym na dawnej dzielnicy żydowskiej nie mają w ogóle sznurowadeł do glanów. W jednym jedynym kiosku pani sprzedała mi sznurowadła osiemdziesięciocentymetrowe, co starczyło, ale doprawdy! Jeśli ktoś chce ze mną zagospodarować tę lubelską niszę rynkową, mail jest po prawej. Piszcie!
Skłamałbym, gdybym powiedział, że frekwencja na spotkaniu była duża. Skłamałbym nawet, gdybym powiedział, że była przyzwoita. Mimo wszystko w kameralnej atmosferze Izby Drukarstwa Maciek pozadawał mi pytania, ja poodpowiadałem w swój przydługi, zawiły sposób, autografy na wyciągniętych z szafy Powidokach zostały rozdane, goście dostali po egzemplarzu Ogrodów Babilonu, a potem gospodarz zrobił nam spacer po dawnej drukarni i wyjaśnił jak działały linotypy.
kliknij w obrazek, by powiększyć
Resztę wyjazdu spędziłem spowity w papierosowym dymie i alkoholowych oparach, dyskutując o muralach i kondycji litografii w naszym pięknym kraju. Za możliwość spędzenia weekendu w ten sposób ogromnie dziękuję przedsiębiorczej głowie Maćka.
A teraz do rzeczy.
Podczas spotkania autorskiego ogłosiłem już oficjalnie, że Zapętlenie zostanie wydany w roku 2014 przez Centralę. W sierpniu. Na Ligaturę.We wrześniu z kolei będzie miała premierę wersja angielska (dotychczas nazywane przeze mnie Noosed - nie wiem jeszcze, czy ten tytuł zostanie). Tłumaczenie czyjeś, liternictwo moje. Też wydawnictwo Centrala. Komiks ma chyba 114 stron, plus dodatki, łącznie koło 150 stron. Te dodatki to integralna, bardzo ciężka tekstowo całość, nie jakieś guest-arty, czyli przyjmijmy, że album ma te 150 stron i tyle. Albo 154. Już nie pamiętam. Mniejsza o to.
Ostatnia uwaga dla ewentualnych redaktorów chcących podzielić się tą informacją: Album podzielony jest na prolog i rozdział odpowiadający pierwszemu z pięciu dni pleneru, który jest osią fabularną historii. Komiks funkcjonuje jako autonomiczny twór. Nie jest to "Zapętlenie tom 1". Dalsze dni pleneru będą przedstawiane w ramach kolejnych, autonomicznych projektów.
Przeprowadziliśmy się w ten weekend z Olgą, Gretą i psem Bolkiem na warszawską Pragę, tuż za plac Hallera i mieszkamy w bloku z lat 50. Nim nastąpi okres krytyczno-analityczny, każde spojrzenie przez okno, każdy spacer z psem i każde nadepnięcie na skrzypiące drewniane deski w kuchni napawa euforią.
Jak tylko córka zaśnie po porannej sesji zabawowej to biorę się z powrotem za porzucony z powodu przeprowadzki projekt, czyli książeczkę dla dzieci. Przeglądając dziś z nią półki z książkami natrafiłem na Komiksowe Becikowe, inicjatywę Tomka Pastuszki z jego najpłodniejszego okresu jako środowiskowego aktywisty. Chodziło o stworzenie antologii prac związanych z rodzicielstwem (lub do niego luźno nawiązujących), a cały dochód z przedsięwzięcia miał trafić do kieszeni Karola Kalinowskiego, Piotra Nowackiego, ich żon i przyszłych dzieci w ramach dodatkowego becikowego.
- Jako, że oboje z Olgą zostaliśmy zaproszeni, ja zrobiłem swój komiks po niej, żeby móc się nim zainspirować i do niego nawiązać. Ten sam sposób pracy zastosowałem znów w Ogrodach Babilonu, gdzie Olga wpierw wymyśliła swoje ilustracje, a ja ustawiłem je w pewnej kolejności, po czym dorobiłem swój równoległy wątek nawiązujący do poszczególnych kadrów Olgi.
- Po raz pierwszy w swojej karierze wykorzystałem tu elementy schematyczne do przekazywania informacji. Strzałka dochodząca do pionowej linii jako znak zamknięcia zamku i perforowana linia, po której odbywa się ruch.
- Jest to też pierwsza praca lawowana akwarelą (wcześniej rysowałem wyłącznie cienkopisami, markerami i ołówkami, a jedyny komiks z szarościami był kolorowany przez Bartka Szymkiewicza na komputerze).
- Dość wiernie jest tu odwzorowana kawalerka na Wieluńskiej obok parku Szymańskiego, czyli pierwsze samodzielne mieszkanie Olgi, do którego przeprowadziłem się od rodziców, gdy się poznaliśmy.
- Z perspektywy szesnastu miesięcy od urodzenia Grety, uważam, że sprawdzam się wcale nieźle jako ojciec, choć sceny jak ta z parku oczywiście potrafią się zdarzać.
Krótko dziś, bo chcę przeczytać kilka stron Konającego zwierza Rotha, nim Greta się zbudzi.
Po pierwsze, WP.PL ma nową stronę o komiksach zamiast Komiksomanii. A tam nowy dział o nazwie K2 (Komiksowy kwestionariusz). I kto odpowiada w pierwszej kolejności? Ja. Taki prywatny dowcip zrobiłem, że na zdjęciu jestem łysy, ze zgolonymi włosami na czubku głowy, kiedy to na wcześniejszym zdjęciu towarzyszącym mi w niusach WP miałem bujną czuprynę (świętej pamięci). Ale niestety zdjęcie jest ucięte i nic nie widać. Dam więc tu.
Po drugie, z okazji bycia w spotlajcie przez pięć sekund, wrzucam do sieci w całej swojej okazałości komiks opublikowany w zamierzchłym październiku 2009 w magazynie Kolektyw. Tematem numeru było hasło "GRA". Dokonałem więc jedynego w swojej dorosłej karierze fanartowskiego pastiszu. Padło na Matrix. Ja rysowałem i pisałem, wspaniałe szarości są wykonane przez Bartosza Szymkiewicza (współautor Bug City, Hell Hotelu, a obecnie projektant, muzyk i posiadacz jednego z najbardziej pomysłowych adresów internetowych: szymkiewi.cz).
Jak wyglądał komiks w czerni i bieli można zobaczyć TU, ale NIE KLIKAJCIE, póki nie przeczytaliście całości, bo są spoilery).
Praca doczekała się kilku pozytywnych recenzji, ale i też padła ofiarą sądów kuriozalnych, jak ten: "Choć znakomicie zilustrowany to jednak nie można nazwać go w pełni
komiksem, a to za sprawą tekstów, umieszczonych obok grafik,
stanowiących raczej formę osobnej, wręcz alternatywnej narracji."
Inspiracją dla takiego rozdziału tekstu i rysunku nie był Koziołek Matołek, jak ktoś gdzieś też napisał, lecz wybitny komiks Devil tracks z serii Grendel Matta Wagnera.
To było wielkie odkrycie, gdy kupiłem album Devil Tales w liceum, że dialogi nie muszą być w dymkach, że można o wiele ciekawiej grać dynamiką w sposób bardziej filmowy. W pełni wykorzystuję potencjał tego rozwiązania w Zapętleniu (przykładowa plansza jest TU). Bardzo polecam prace Wagnera (w Polsce opublikowano kilka jego komiksów o Batmanie), dokładnie dlaczego - odpowiadam w kwestionariuszu WP.
A teraz czas na 01010011 01101101 01101001 01110100 01101000.
Daniel Chmielewski [1983], scenarzysta i rysownik komiksów oraz autor książek dla dzieci. Twórca komiksów naukowych i terapeutycznych („Przygotowanie psychologiczne w piłce nożnej” — z Łukaszem Smolarowem i Pawłem Habratem, „Czarne fale. Jak radzić sobie z depresją” — scenariusz: Katarzyna Szaulińska, segmenty „Kacper” i „Weronika” w serii „Przerysowani”, dotykającej uzależnienia od narkotyków i samouszkadzania), jak również adaptacji literatury. W 2018 roku ukazała się jego pełnometrażowa adaptacja powieści Olgi Tokarczuk „Anna In w grobowcach świata” pt. „Ja, Nina Szubur”, a w 2023 adaptacja „Antygony” Sofoklesa w ramach międzynarodowego projektu instytutów teatralnych w Polsce, Słowenii i Słowacji. „Podgląd” z jego scenariuszem i rysunkami Marcina Podolca został wydany we Francji pod tytułem „Voyeurs”, a „W głowie tłumaczy”, napisany przez tłumacza Tomasza Pindla i współrysowany m. in. z Jackiem Świdzińskim, w Niemczech ukazał się jako „Im Kopf der Übersetzerin”. We współpracy z ilustratorem Maciejem Łazowskim wydał książkę dla przedszkolaków „Burze kuchenne i bestie bezsenne”, a z malarką Magdą Rucińską „Miasto Złotej”, która znalazła się na pokonkursowej liście bis Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY. Od wielu lat prowadzi stałe zajęcia, cykle i pojedyncze warsztaty z narracji komiksowej dla dzieci, młodzieży i dorosłych na terenie całego kraju.
Bieszczady w komiksowych kadrach
-
Zapraszam do zapoznania się z pakietem materiałów cyfrowych projektu
stypendialnego "Bieszczady w komiksowych kadrach - warsztaty tworzenia
zinów DIY" w...
Szelki / Historia okładki / Cover facts
-
W 2011 roku ukazał się komiks SZELKI (scenariusz Jerzy Szyłak, ilustracje
Ja). Jest to druga część trylogii SZ. Pierwszy tom SZMINKA zilustrowała
Joanna K...
Wewnętrzna Inkwizycja
-
Po komunie zostało nam w Polsce dużo brzydkich rzeczy. Wytarte krzesła i
tapczany, pawlacze załadowane zupełnie zbędnymi gratami, lampki stołowe w
kolorz...